fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

  • 21.02.2019

Bez kompleksów

ROL
Strategia ComArchu: własne produkty, ostre wchodzenie na zagraniczne rynki i organiczny rozwój, odmienna niż większości dużych rodzimych spółek informatycznych - przynosi coraz lepsze rezultaty.
Krakowska spółka jest jedną z nielicznych, a może nawet i jedyną polską firmą informatyczną, która zdobywa kontrakty na największych i najtrudniejszych rynkach technologicznych: w USA i Europie Zachodniej. Swą pozycję w Polsce i w innych krajach zawdzięcza w równym stopniu autorskim produktom, jak i odważnej strategii.
- Chcemy być głównym obok SAP europejskim producentem oprogramowania - zapowiedział ponad rok temu szef i założyciel firmy prof. Janusz Filipiak. Porównywanie się do SAP, głównego światowego dostawcy oprogramowania dla firm, może być uważane za przejaw megalomanii. Ale Filipiak mówił to, gdy firma miała już własne spółki utworzone w dziesięciu krajach. Miała także kontrakty m.in. z takimi operatorami telekomunikacyjnymi, jak niemiecki 02, francuski Bouygues, szwajcarski In & phone, a także umowy w USA i na Bliskim Wschodzie. Najnowszą zdobyczą jest m.in. kontrakt z T-Mobile z grupy Deutsche Telekom. Rodzime firmy informatyczne dopiero od niedawna zaczęły myśleć o ekspansji zagranicznej. Janusz Filipiak nigdy nie bał się wyjścia poza rodzime podwórko. Odwagi dodała mu wcześniejsza praca m.in. w laboratoriach France Telecom w Paryżu i na uniwersytecie w australijskiej Adelajdzie, gdzie zdobywał zarówno wiedzę, jak i doświadczenia menedżerskie.
O tym, że poza ComArchem inne polskie spółki jeszcze nie są zbyt widoczne na innych rynkach, mógł świadczyć także tegoroczny CeBIT w Hanowerze. Na największych światowych targach informatycznych krakowska firma miała stoisko w prestiżowej Hali nr 1. Wystawiała się tam, gdzie kieruje się każdy zainteresowany nowymi technologiami. Ale może dlatego z eksportu własnych produktów firma uzyskuje już jedną piątą przychodów. W ubiegłym roku wartość zagranicznej sprzedaży ComArchu zbliżyła się do 100 mln zł. Krakowska firma oferuje swym odbiorcom technologie, które opracowuje własny, ustawicznie powiększany dział rozwojowy firmy, zatrudniającej prawie 2,5 tys. pracowników. Są to m.in. rozwiązania do zarządzania sieciami telekomunikacyjnymi, do rozliczeń (billingu), systemy do programów lojalnościowych. A także oprogramowanie ERP wspomagające zarządzanie przedsiębiorstwami, którego ComArch jest jednym z głównych krajowych producentów. Ponad 40 tys. firm korzysta z oprogramowania krakowskiej spółki. ComArch jest od około siedmiu lat notowany na warszawskiej giełdzie. Siłą rzeczy we wszelkich koncepcjach swego rozwoju musi uwzględniać interesy akcjonariuszy. Jednak inwestorów, którzy doceniają spółkę za to m.in., że postawiła na własne produkty i potrafi je sprzedawać - niepokoiła polityka szybkiego zwiększania zatrudnienia. Zwłaszcza wtedy, gdy nie przekładała się na zdolność do generowania zysków. Ubiegłoroczne wyniki finansowe spółki pokazały, że można pogodzić i jedno, i drugie. Można zatrudnić ponad 600 nowych pracowników i podwoić zysk netto. - Rozmiar biznesu ComArchu na tyle urósł, że skoczyły wyniki spółki - skomentował to Sobiesław Pająk, analityk CDM Pekao. Sam prezes Janusz Filipiak już wcześniej bronił swej koncepcji zatrudnienia, twierdząc, że dla firmy będzie lepiej, gdy postawi na rozwój organiczny, a nie na przejęcia. - Jest trochę ryzyka, gdy znacznie rośnie zatrudnienie, bo łączące się z tym koszty wpływają na rentowność - mówił prezes. Ale nie widział innego sposobu, by dysponować kadrą zdolną do tworzenia innowacyjnych produktów, które mogą konkurować na każdym rynku. - Dlatego szukamy przyszłych pracowników wśród zdolnych studentów, szkolimy ich itd. W tej sytuacji nic dziwnego, że ComArch był obok m.in. warszawskiej firmy ATM jedną z niewielu polskich firm, które zainteresowały się młodymi informatykami - zwycięzcami światowych konkursów programistycznych. Najbardziej krytyczny był dla spółki przełom lat 1999 i 2000, gdy spółka straciła źródło prawie 40 proc. przychodów, największego wówczas klienta Telekomunikację Polską. To oduczyło ComArch uzależniania się od jednego odbiorcy. Teraz żaden klient nie generuje więcej niż pięć procent przychodu. Uniezależnienie się od jednego rynku, klienta, produktu sprawiło, że firma w przeciwieństwie do swych krajowych konkurentów praktycznie nie odczuła braku przetargów na IT w administracji państwowej. W 2006 r. uzyskała najlepsze wyniki w swej historii. O 11 proc. zwiększyła przychody, mimo że dla dużych firm informatycznych, które liczyły na ponad miliard złotych z zapowiadanych od długiego czasu kontraktów, rok nie był łatwy. Dla ComArchu obecny rok zapowiada się jeszcze lepiej. Portfel zamówień wart blisko 300 mln zł jest niemal o połowę większy niż w 2006 r.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA