Świat

Opozycja nie miała szans

Głosowanie zostało dobrze zorganizowane, ale wybory nie były demokratyczne
AFP
To nie były wolne, demokratyczne wybory – ocenia Paweł Kowal.
Rz: Jako międzynarodowy obserwator z ramienia OBWE śledził pan przebieg niedzielnych wyborów na Białorusi. Czy to było demokratyczne głosowanie?
Paweł Kowal: Komisje wyborcze pracowały jak najbardziej prawidłowo. Głosowanie zostało dobrze zorganizowane, ludzie za nie odpowiedzialni wywiązali się ze swoich zadań. Wobec zagranicznych obserwatorów byli bardzo uprzejmi i mili. Nie doszło również do jakichś poważniejszych incydentów. Przestrzegam jednak przed wyciąganiem z tego zbyt daleko idących wniosków. Tak naprawdę, te wybory miały jednak bardzo mało wspólnego z demokracją. Ale mówił pan, że wszystko odbywało się prawidłowo.
To, co działo się w niedzielę, było tylko ostatnim dniem długiego procesu wyborczego. Wcześniej było znacznie gorzej. Opozycja nie miała dostępu do mediów, na Białorusi nadal panuje cenzura, a prowadzenie jakiejkolwiek kampanii wyborczej przez niezależnych kandydatów było niemal niemożliwe. Do tego dochodziły rozmaite naciski. Na przykład w Wilejce, którą odwiedziłem, początkowo było pięciu kandydatów. Czterech z nich, opozycjonistów, musiało się wycofać. Jednemu grożono, że straci pracę, innemu, że pracę straci jego ojciec.Co więcej, podczas ostatnich kilku dni przeprowadzano na Białorusi tak zwane wybory przedterminowe, czyli grupowe głosowanie całych zakładów pracy, studentów czy jednostek wojska. Czyli wynik był znany z góry? Oczywiście. Opozycja nie miała nawet matematycznych szans na zwycięstwo. Nawet gdyby głosował na nią cały naród – co oczywiście w warunkach białoruskich było niemożliwe – nie mogłaby przejąć władzy. Niezależnych kandydatów było bowiem zbyt mało – zaledwie 28. A miejsc w Izbie Reprezentantów jest 110. Wśród zachodnich przywódców można jednak usłyszeć głosy zadowolenia. Pojawiają się komentarze, że na Białorusi „coś się zmieniło”. To wielki błąd. Nie można wyciągać politycznych wniosków z tego, że w komisjach wyborczych panował porządek. Naszym celem powinno być doprowadzenie do tego, żeby na Białorusi odbyły się wolne, demokratyczne wybory. To, co miało miejsce w niedzielę, było zaś procesem charakterystycznym dla państwa autorytarnego. Ci, którzy dadzą się zwieść tej fasadzie i wystawią białoruskim władzom wysoką notę – popełnią błąd.I przede wszystkim zaszkodzą Białorusi. W parlamencie prawdopodobnie zasiądą jednak przedstawiciele opozycji. Jeden z doradców Wojciecha Jaruzelskiego określił kiedyś tego typu wybory jako „metodę wirówki”. Odwiruje się najbardziej radykalnych opozycjonistów, ale część – tych, których władze uznają za najmniej groźnych – można dopuścić do parlamentu. Reżim po prostu ustąpi trochę miejsca na ławce. Nie oznacza to jednak, że na Białorusi zaszły jakieś głębokie prodemokratyczne zmiany. Po rosyjskiej inwazji na Gruzję mówiło się, że Aleksander Łukaszenko się przestraszył i będzie się teraz starał zbliżyć do Zachodu. Czy przebieg tych wyborów potwierdził te informacje? To, że w dniu głosowania było tak spokojnie, rzeczywiście było zapewne gestem w stronę Zachodu. Prezydent Łukaszenko poczuł się nagle jak wielki gracz polityczny i chce pokazać Rosjanom, że Białoruś ma wybór, że może przyjąć kurs na Zachód.Nie da się jednak jednym pstryknięciem palca tak diametralnie zmienić dużego europejskiego państwa. Na to potrzeba głębokich zmian wewnętrznych. Białoruś potrzebuje demokracji,a te wybory demokratyczne nie były. Paweł Kowal jest posłem PiS, byłym wiceministrem spraw zagranicznych
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL