Sport

Wygrywać i zarabiać

Tomasz Adamek wierzy, że znów będzie mistrzem świata
Rzeczpospolita, Bartosz Siedlik
Tomasz Adamek o walce ze Steve’em Cunninghamem o pas IBF i codziennym życiu w Ameryce
Rz: Ile to już minęło wspólnego, rodzinnego życia z dala od Polski?
Tomasz Adamek: Miesiąc. Dla mnie ta zmiana nie jest aż tak odczuwalna. Bywało przecież, że siedziałem na obczyźnie sam, przez kilka miesięcy przygotowując się do kolejnej walki. Ale dla żony i dzieciaków to na pewno szok. Z małej wsi Gilowice przeprowadzili się pod Nowy Jork. Z naszego apartamentu jedziemy na Manhattan samochodem tylko kilka minut. Córki chodzą już do szkoły i uczą się angielskiego, podobnie żona, która chce tu nostryfikować pielęgniarski dyplom wyższej uczelni. Ja dwa razy w tygodniu też biorę lekcje. Pana celem jest tylko walczyć i wygrywać?
I zarabiać, by utrzymać rodzinę. Jak zdobędę znów pas mistrza świata, to będę go bronił co trzy, cztery miesiące. Ludzie są tu bogaci, lubią oglądać dobry boks, więc chcę być dobrze wynagradzany. 11 grudnia stanie pan do walki z mistrzem świata kategorii junior ciężkiej Amerykaninem Steve’em Cunninghamem. Nic się nie zmieniło, będziecie walczyć w Prudential Convention Center w Newark, w stanie New Jersey? Tak będzie. To nowa, ładna hala, mieszcząca 8 tysięcy widzów. Komunikacja z Nowym Jorkiem jest tu bardzo dobra. Ogląda pana czasami walki Cunninghama, by popatrzeć na jego mocne i słabsze strony? Wszystkiego i tak dowiem się dopiero w ringu. Owszem, jest minimalnie wyższy, ma nieco większy zasięg ramion, ale robi z tego użytek tylko w pierwszej fazie walki. Później często przechodzi do półdystansu i klinczuje. Nie należę do zawodników, którzy pozwalają na klincze, więc będzie miał problemy. Ja swój boks opieram na szybkości i lewym prostym. Biję nim mocno, o czym przekonał się w Katowicach O’Neil Bell. Cunningham też jest szybki, sprytny, i co istotne, myśli w ringu. Chyba prezentuje większe umiejętności niż pozostali kandydaci do tytułów w innych organizacjach. Dlaczego idzie pan mocno zaminowaną drogą po pas IBF? Najpierw był szalenie niebezpieczny pojedynek z Bellem, teraz szykuje się trudna przeprawa z Cunninghamem. Widać ktoś musi rozminować tę drogę i padło na mnie. A tak poważnie, był to pomysł naszego prawnika Pata Englisha. Bella rozbroiłem szybko, bez strat własnych, w grudniu to samo zrobię z Cunninghamem. On nie ma silnego ciosu, szybkość też nie jest jego największą bronią. Z mistrzami organizacji WBC, WBA, WBO będzie okazja zmierzyć się później. Największe telewizje, HBO i Showtime, nie chcą pokazać pana walki z Cunninghamem. Dlaczego tak się dzieje? Nawet Don King, promotor Cunninghama, nic nie wskórał. Mistrz świata od trzech lat nie walczył w USA, jest tu mało znany, więc można zrozumieć szefów tych stacji. Ziggy Rozalski, mój doradca i przyjaciel, zaproponował kablową telewizję Versus z Filadelfii, znaną z pokazywania bokserskiego programu „The Contender”. Dają ćwierć miliona dolarów, to dobra propozycja. W Polsce walkę pokaże Polsat. Zostaje pan w USA na całe życie teraz, gdy trwa tam kryzys gospodarczy? Dla tych, którzy grają na giełdzie, ma to znaczenie, ale ja nie widzę kryzysu. To kraj pełen bogatych ludzi, którzy często spotykają się ze sobą w restauracjach. Czuję się tu dobrze. Nie myślę, jak długo tu będę. Koncentruję się na walce z Cunninghamem.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL