Prawo drogowe

Czy złe przepisy przeszkodzą rozrywce

Fotorzepa, MW Michał Walczak
Wymóg homologacji dla quadów czy motocykli żużlowych to chory pomysł – mówią eksperci. – Próbujemy znaleźć właściwy sposób na zapewnienie bezpieczeństwa – odpowiada Ministerstwo Infrastruktury
Ministerstwo nie dotrzymało słowa i nie wycofało się (choć obiecywało) z pomysłu wprowadzenia obowiązkowej homologacji na wszystkie nowe pojazdy. Nawet te, które nigdy nie pojawią się na drogach, ale mają służyć np. rozrywce czy sportom. Dotyczy to quadów, meleksów, motocykli żużlowych czy nawet wyścigówek.
Po długotrwałych konsultacjach resort poprawił projekt ustawy o dopuszczeniu pojazdów do ruchu, ale kontrowersyjny przepis (art. 71) pozostawił. Mało tego, zaostrzył sankcje za jego złamanie z 50 do 100 tys. zł. – Ta sprawa nie jest jeszcze rozstrzygnięta do końca – zapewnia „Rz” Andrzej Bogdanowicz, dyrektor Departamentu Transportu Drogowego w Ministerstwie Infrastruktury. I dodaje, że trzeba znaleźć złoty środek. Chodzi o to, by zróżnicować wymogi wobec tych, którzy np. sprowadzają motocykle żużlowe na potrzeby sportowe, i tych, którzy robią to do celów handlowych i jeszcze na tym zarabiają. Ostateczna wersja projektu będzie gotowa pod koniec przyszłego tygodnia.
Trudno znaleźć złoty środek, który ukróci proceder sprowadzania pojazdów bez homologacji Sama homologacja służy wyłącznie potwierdzeniu przydatności pojazdu do użytku w ruchu drogowym. W maju pisaliśmy o projekcie, który ma wprowadzić kilka kontrowersyjnych rozwiązań. Najgłośniejszy to obowiązkowa homologacja aut sprowadzanych z USA (już jest przesądzona, a resort infrastruktury mnoży argumenty za jej utrzymaniem). Wśród pomysłów pojawił się też inny, określany przez ekspertów od motoryzacji jako chory. Chodzi o projektowany art. 71 ustawy. Stanowi on, że kto wprowadza do obrotu nowe pojazdy, przedmioty wyposażenia i części pojazdów, nie mając świadectwa homologacji lub równoważnego dokumentu potwierdzającego spełnienie określonych wymagań, podlega grzywnie. Zgoda jest co do kary za nielegalne wprowadzanie przedmiotów wyposażenia i części pojazdów. – Kiedy w grę wchodzą np. foteliki samochodowe, to troska o homologację jest uzasadniona. Takie urządzenia czy przedmioty muszą spełniać sztywne wymogi bezpieczeństwa – mówi „Rz” Karol Mórawski z Komisji Ochrony Zabytków Motoryzacji. Na tym jednak zrozumienie i poparcie się kończy. To, że ustawodawca chce objąć takim wymogiem wszystkie nowe pojazdy, oznacza, iż homologacji wymagać się będzie dla gokartów, motocykli żużlowych czy quadów, a te – jak wiadomo – nigdy jej nie dostaną. Powód? – Jak wyposażyć gokart w odpowiednie światła, błotniki, kierunkowskazy? – pyta Mariusz Krzywy, właściciel jednego z warszawskich torów gokartowych. Dodaje, że i tak nie są potrzebne, bo pojazd nigdy na drogę nie wyjedzie. Wprowadzanie takiego wymogu świadczy o niekompetencji autorów projektu. Z tą opinią nie zgadza się dyr. Bogdanowicz. – Jakoś tę sprawę trzeba załatwić. Najprawdopodobniej w grę będzie wchodziło zwolnienie z homologacji w uzasadnionych i szczegółowo zbadanych wypadkach – zapowiada.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL