Służba zdrowia

Pomocnik pomoże pielęgniarce

Rzeczpospolita
Przepracowanym siostrom pomogą absolwenci specjalnych kursów. Ten pomysł sprawdził się już w UE
Według związków zawodowych w Polsce brakuje nawet 50 tysięcy pielęgniarek. A może być jeszcze gorzej, bo wiele z nich wkrótce odejdzie na emeryturę. – Musimy szybko wykształcić ludzi, którzy tę lukę uzupełnią – mówi minister zdrowia Ewa Kopacz.
Ci ludzie to pomocnicy medyczni. Zawód, który istnieje w UE, w Polsce dopiero zaczyna funkcjonować. – Mają być pomocą pielęgniarek, chociaż nie mogą wykonywać wszystkich medycznych czynności. Zastrzyk, zmiana opatrunku – to zadania pielęgniarki. Ale ścielenie łóżka, przeprowadzanie do toalety, podanie herbaty – tym może się zająć pomocnik medyczny – tłumaczy Elżbieta Buczkowska, szefowa pielęgniarskiego samorządu.
Program nauki pomocnika medycznego obejmuje m.in. mycie pacjenta leżącego, przewożenie sparaliżowanej osoby, zapobieganie odleżynom. Takie „niemedyczne” czynności zajmują pielęgniarkom jedną trzecią czasu. Od naszego wejścia do Unii, by zostać pielęgniarką, trzeba skończyć wyższe studia. Natomiast nauka pomocnika medycznego trwa rok, matura nie jest konieczna. Kursy prowadzą często policealne szkoły pielęgniarskie. Program nauki pomocnika obejmuje m.in. mycie pacjenta leżącego – Zainteresowanie jest duże. W pierwszym naborze w tym roku otworzyliśmy dwie klasy. Uczymy zaocznie ponad 60 osób – tłumaczy Aleksandra Malenda Baszczak, kierownik tego kierunku w Wielkopolskim Centrum Edukacji Medycznej. Dodaje, że program jest bardzo napięty. – Zajęcia kończą się zewnętrznym egzaminem. Wolałabym, żeby nauka trwała dwa lata. Pierwsze szkoły kształcące w tym kierunku pojawiły się w zeszłym roku, ale dopiero w tym ruszył nabór w kilkunastu miejscach w Polsce. Większość kursantów już pracuje w służbie zdrowia. – Zdobywam teoretyczną podbudowę tego, co i tak już umiem. Ale potrzebuję papierka. Liczę na podwyżkę w pracy – mówi Roman, 54-letni pracownik hospicjum, który kończy kurs pomocnika medycznego w Poznaniu. Dla pomocników medycznych jest bardzo wiele ofert pracy za granicą. – Mój mąż pracuje w Norwegii i bardzo mnie namawia na wyjazd. Ale ja nie chcę zaczynać wszystkiego od nowa – opowiada pani Anna, która także uczy się w Poznaniu. Od 18 lat pracuje w szpitalu. Najpierw jako sanitariuszka na bloku operacyjnym, teraz jako rejestratorka. – Chcę otworzyć sobie kolejną furtkę, nauczyć się czegoś nowego. Może się przydać – dodaje. Kierowniczka ich kursu przyznaje, że powodzenie nowego zawodu zależy od tego, jak pomocnicy medyczni będą traktowani w szpitalach. – Czy jak zwykli sanitariusze, czy jako ludzie, którym rzeczywiście można powierzyć jakieś zadania – mówi Malenda-Baszczak. – Wiele zależy też od zarobków. Niebezpieczeństwo, że znowu wykształcimy kadry, które będą uciekać za granicę, jest poważne – dodaje Elżbieta Buczkowska. masz pytanie,wyślij e-mail do autorów s.szparkowska@rp.pl l.zalesinski@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL