fbTrack

Społeczeństwo

Zapasy wielbłądów na tureckiej prowincji

Hiszpanie mają swoje walki byków, Turcy – wielbłądów. Tylko że o ile korrida dawno już znalazła poczesne miejsce w literaturze, a nawet popkulturze, to o wielbłądzich zapasach wie niewielu.
Okazuje się, że niesłusznie. Bo tradycja jest stara, popularna i pieczołowicie pielęgnowana, zwłaszcza na tureckiej prowincji.
Między listopadem a marcem, gdy trwa sezon godowy wielbłądów, zwierzęta te ścierają się ze sobą na arenach. Walki odbywają się w każdy zimowy weekend. Jak napisał niemiecki tygodnik „Spiegel”, na otwarte stadiony na prowincji ciągną wtedy mieszkańcy okolicznych wsi i grupki niedowiarków z Zachodu. Turnieje mają charakter uroczystych festiwali – zaczynają się paradami wielbłądów przystrojonych w kilimy i makaty. Wszystko odbywa się przy akompaniamencie bębnów i dzwonków. Na arenie stają naprzeciwko siebie dwa samce. Problem w tym, że wielbłądy nie należą do szczególnie walecznych zwierząt. Dlatego ich zmagania kończą się często bezładną bieganiną wokół areny lub wzajemnym porykiwaniem. Gdy jednak dochodzi w końcu do starcia, mniej odporny zawodnik zwykle rzuca się wkrótce po jego rozpoczęciu do ucieczki, a czasem – w tłum widzów. Pojedynek trwa 10 minut. Zawodowi sędziowie przyznają zwierzętom punkty za „styl”. W Turcji istnieje profesjonalna liga wielbłądzich gladiatorów. W jej ramach swoich reprezentantów na zawody wystawiają poszczególne wioski i miasteczka.
W przeciwieństwie do korridy, która ma zagorzałych przeciwników wśród obrońców zwierząt, wielbłądzie zapasy nie budzą na razie głośnych protestów. A Turcy korzystają z tego do woli. Ale zapewne do czasu.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL