Historia

Żałosne popłuczyny po Mrożku

Rzeczpospolita
Rozmowa z Andrzejem Nowakiem, historykiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego, redaktorem naczelnym dwumiesięcznika "Arcana"
Rz: Powstający właśnie film Pawła Chochlewa „Tajemnica Westerplatte” ma pokazywać pijaństwo i demoralizację obrońców Westerplatte. Czy czarna legenda załogi majora Sucharskiego ma podstawy historyczne?
Andrzej Nowak: By to stwierdzić, nie trzeba być historykiem, wystarczy umieć liczyć do siedmiu. Tyle dni broniła się załoga Westerplatte przed wielokrotnie liczniejszym przeciwnikiem, choć miała się bronić jeden dzień. Skapitulowała ostatecznie nie w wyniku małoduszności, lecz realnej oceny sytuacji kraju miażdżonego już wówczas przez najeźdźcę. Nie sposób zakwalifikować postawy obrońców inaczej niż jako bohaterskiej. Za taką uznali ją nawet szturmujący Westerplatte Niemcy. Natomiast konflikt między majorem Henrykiem Sucharskim a kapitanem Franciszkiem Dąbrowskim rzeczywiście istniał. Nie był to jednak spór alkoholika i ambicjonera z ponurym psychopatą, tak jak to przedstawia – wedle dostępnych informacji o jego filmie – reżyser Paweł Chochlew. Dowódcy spierali się o to, czy „tylko” wykonać rozkaz, czy pójść dalej i walczyć do ostatniej kropli krwi. Skąd u młodych polskich twórców taki zapał do ośmieszania narodowych symboli?
To pokłosie bardzo mocno propagowanej w ostatnich latach arcykrytycznej postawy wobec polskiej tradycji i mitologii narodowej. Czołowe ośrodki opiniotwórcze III RP z uporem namawiały do podważania, do „krytycznego podejścia” wobec wszystkiego, co polska tradycja i historia przekazały nam jako powód do narodowej dumy. Wytworzyła się swoista tania moda na prześmiewczość wobec tradycji. Filmy takie jak „Tajemnica Westerplatte” czy „Człowiek z gówna”, to jednak jedynie żałosne popłuczyny po nurcie prześmiewczym reprezentowanym przez Mrożka czy Munka i mającym ważne miejsce w polskiej kulturze. Nie ma w nich ani rzetelności historycznej, ani artyzmu, ani odrobiny rzetelnego namysłu nad tradycją. Jest za to chęć zrobienia kariery na upowszechnianiu zanurzonej w ekskrementach wizji historii Polski. O wątpliwościach dotyczących filmu Chochlewa napisała „Gazeta Wyborcza”, choć sama jest krytyczna wobec narodowych mitów. „Gazeta” nie schodziła nigdy do takiego poziomu. Owszem, prowokowała najbardziej szkalującymi polską tradycję tekstami, prowadziła wieloletnią, liczoną w tysiącach tekstów kampanię na rzecz przemiany polskiej świadomości historycznej, by wstyd za Jedwabne wyparł pamięć i dumę z Westerplatte. Musiała jednak liczyć się z nastawieniem swoich odbiorców. Redakcja z Czerskiej walczy jednocześnie o czytelnika i o zmianę jego umysłu. Umysły okazują się jednak oporne na zmiany. Na dzisiejszym rynku prasowym panuje bowiem większa konkurencja niż kiedyś. A polscy inteligenci nie dają już może tak łatwo jak kilka lat temu wiary propagandzie wymierzonej w tradycję, nie dają się nabrać tak łatwo na brutalne, chamskie i głupie prowokacje, jakich przykładem może być film o pijanych westerplatczykach.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL