fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wynajem

Stagnacji nie wywołały wakacje, tylko zła koniunktura

Rzeczpospolita
Pory roku na rynku nieruchomości nie mają większego znaczenia. Koniec wakacji nie musi zatem oznaczać ożywienia
Duża podaż i wysoka elastyczność rynku podczas negocjacji cenowych mogą jednak sprawić, że nieruchomościami zainteresują się osoby, które mają dosyć obietnic o spektakularnych obniżkach cen.
Kończą się jedne z gorszych dla rynku nieruchomości wakacji. Czy oznacza to, że niekorzystna sytuacja również minie? – Do 2007 roku wakacje nie były klasycznym czasem przestoju. Klienci stale byli obecni na rynku. Ubiegłoroczne wakacje były wręcz bardzo obfite pod względem liczby transakcji. Wynikało to m.in. z powrotu do kraju wielu osób, które wcześniej emigrowały za chlebem – ocenia Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości. – Te wakacje są zdecydowanie inne. Złożyło się na to wiele czynników. Przede wszystkim zmiany polityczne i związane z nimi obietnice dotyczące pewnych uproszczeń w gospodarce mieszkaniowej. Sprawiły one, że letnie miesiące były okresem oczekiwania. Mocny złoty i liczne wahania na światowych giełdach również wpłynęły na taki rozwój sytuacji.
Klienci po prostu się uspokoili. Trzeba jeszcze przypomnieć wiosnę, kiedy nastąpiło pewne załamanie rynku pierwotnego.
Stagnacja sprawiła, że znaczna część osób postanowiła czekać na obiecane spektakularne spadki cen. Okazuje się jednak, że wielu osobom skończyła się cierpliwość. Na rynek znowu wracają poszukiwacze okazji.
– Spadki cen przejawiają się w różny sposób i bardzo często nie są tak drastyczne, jak zapowiadali analitycy. Właśnie dlatego ludzie wracają na rynek. Chcą jednocześnie wykorzystać zwiększoną podaż i rosnącą możliwość negocjacji. Rynek jest teraz pod tym względem bardzo elastyczny. Sprawia to, że rośnie liczba transakcji. Rynek powoli, ale zaczyna się podnosić – podkreśla Tomasz Błeszyński.
[srodtytul]Wróżenie z fusów[/srodtytul]
Według niektórych pośredników nie można zakładać, że na rynku nieruchomości są stałe gorsze i lepsze okresy uzależnione na przykład od miesięcy czy pór roku.
– To błędny trop. Nie ma tak prostej sytuacji, w której wiemy z definicji, że styczeń czy luty to gorsze miesiące, ale spokojnie możemy czekać z uśmiechem na twarzy, bo na koniec roku nasi klienci będą zawierać więcej transakcji. Nie jest tak. To jest rynek. Są ludzie chcący sprzedać i ci, którzy chcą kupić. Dla nich pora roku nie gra roli. Koniunkturę da się przewidzieć, ale nie w tak prosty sposób – twierdzi Jarosław Andrzejak, dyrektor biura Artis Nieruchomości. – Na przykład wyraźnie było widać, że jesteśmy przed obniżką cen, kiedy boom był rozdmuchany na olbrzymią skalę. Tak samo wiadomo było, że będzie krach, kiedy połowa ofert na rynku to były cesje, czyli prawie cała Warszawa wzięła się za spekulacje mieszkaniowe. Tak jak na giełdzie, kiedy już wszyscy chcą zarobić, wiadomo, że za chwilę wszyscy stracą. Na podstawie takich parametrów możemy przewidzieć zmiany. Na podstawie kalendarza nie ma na to szans.
[srodtytul]Kupujesz – negocjuj[/srodtytul]
Szansą na powrót klientów na rynek jest natomiast zupełnie nowa sytuacja, kiedy istotniejsze jest, za jaką kwotę kupujący chce nabyć lokal, niż za jaką sprzedający zamierza zbyć. Nie ma tutaj gwarancji, że cena transakcyjna będzie dużo niższa od oferowanej. Zawsze warto jednak próbować.
– Coraz większa liczba klientów dostrzega możliwości negocjacyjne. Poziom cen mieszkań w niektórych ofertach jest zwyczajnie nie do przyjęcia. Dokładnym obrazem tego, co dzieje się w tej chwili na rynku, może być fakt, że udało mi się ostatnio skłonić właścicielkę mieszkania do obniżenia ceny metra kwadratowego o prawie 1 tys. zł. To bardzo dużo. Byłem zmuszony do takiego kroku, ponieważ zawiodły wszystkie działania marketingowe. Lokal miał bardzo dobrą reklamę, a mimo wszystko cena sprawiła, że nikt się nim nie zainteresował. Jestem przekonany, że po tej obniżce bardzo szybko znajdziemy kupca – podkreśla Jacek Rybak, właściciel biura Puławska Nieruchomości.
[srodtytul]To nie z powodu lata[/srodtytul]
– Kiedy mamy wyraźne tąpnięcie koniunktury, a teraz możemy o takim zjawisku mówić, logiczne jest, że aktywność klientów spada. Choć może trudno tu mówić o jej spadku. Osoby poszukujące lokali stają się po prostu o wiele ostrożniejsze przy zawieraniu transakcji i przede wszystkim szukają okazji.
Na sytuację rynkową wpływ mają również obostrzenia w zakresie polityki kredytowej ze strony banków. Są one ewidentnie rozgrywającym na tym rynku. Tak naprawdę banki dyktują warunki – uważa Jarosław Andrzejak.
Sytuacja zupełnie inaczej wygląda w przypadku nieruchomości przeznaczonych do wynajęcia. W tym segmencie rynku pora roku odgrywa czasami bardzo dużą rolę. Widać to szczególnie w dużych miastach o wysokim wskaźniku migracji mieszkańców.
– Powakacyjny przyjazd studentów do miasta sprawia, że możemy w tym sektorze mówić o ożywieniu. Aktywność przekracza średnią 12-miesięczną właśnie za sprawą młodych ludzi szukających lokali – mówi Jarosław Andrzejak.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA