fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Marzec ’68 oczami Kijowskiego

Rzeczpospolita
Znany reżyser przygotowuje film o wydarzeniach sprzed 40 lat, wpisując w nie losy fikcyjnych bohaterów
– Ocierałem się już o ten temat w moich filmach: „Indeksie”, „Kung-fu”, „Maskaradzie”, „Stanie strachu” – mówi Janusz Kijowski. – Ale nie powstał dotąd w naszej kinematografii obraz dogłębnie opisujący marcowe wydarzenia. A przecież wtedy rodziły się zręby naszej wolności. Jednocześnie był to tragiczny okres pogromu inteligencji, czas, w którym Polska wiele straciła. Chciałbym o tym wszystkim opowiedzieć z perspektywy 20-latka, z jakiej wtedy patrzyłem na świat. Bez besserwiserstwa przychodzącego z wiekiem.
W 1968 roku Janusz Kijowski był studentem historii na Uniwersytecie Warszawskim.
Chciałbym opowiedzieć o marcu 1968 roku z perspektywy dwudziestolatka, z jakiej wtedy patrzyłem na świat
– Marzec stał się egzaminem dojrzałości mojego pokolenia. Sam byłem wówczas młodym człowiekiem, któremu wydawało się, że idzie przez życie jak burza, tańczy na fajnych prywatkach, słucha The Beatles, gra w siatkówkę. A tu nagle trzeba się było jednoznacznie określić, opowiedzieć po którejś ze stron. Moja generacja bardzo boleśnie przeżyła ujawnienie się polskiego antysemityzmu i nacjonalizmu. Siła destruktywna tych zjawisk była ogromna. Kraj zanurzył się w ksenofobii, która od tamtej pory co jakiś czas wraca.
Pierwszy szkic scenariusza powstał już w roku 1987.
– Obłożyłem się dokumentami, które ukazały się w paryskiej „Kulturze”, kontaktowałem się z Jakubem Karpińskim, z Sewerynem Blumsteinem. Kuba miał też własne archiwum, pełne notatek i rezolucji. Wszystkie pisma, które cytujemy w filmie, są autentyczne. Dzisiaj tekst ten został ulepszony, ale szkielet filmu pozostał ten sam.
Wanda jest studentką II roku historii UW. Daniel – doktorem matematyki, adiunktem na tej samej uczelni. Spotykają się przez przypadek, na ulicy, w sylwestrową noc, na przełomie lat 1967 i 1968. Pochodzą z różnych środowisk. Jego ojciec został zamęczony w stalinowskim więzieniu w latach 50. Jej matka jest dziennikarką, przedwojenną komunistką i Żydówką ocalałą z Holokaustu. Dwa miesiące później los znów ich zetknie, gdy studentka historii wedrze się do gabinetu adiunkta podczas egzaminów, by podsunąć mu do podpisania protest przeciwko relegowaniu z uczelni kolegów.
„Marzec 1968 roku” nie jest jednak opowieścią o romansie. To raczej rzetelny zapis czasu. Są w nim sceny studenckich wieców, aresztowań, przesłuchań w więzieniu na Mokotowie. Choć główny wątek fabularny jest wymyślony, wszyscy bohaterowie mają swoje pierwowzory, a widzowie rozpoznają w występujących w filmie postaciach Adama Michnika czy Henryka Szlajfera, a także kilka osób tworzących grupę komandosów, późniejszych współzałożycieli KOR.
Scenografię do „Marca 1968 roku” chce przygotować Allan Starski, który wówczas studiował na Akademii Sztuk Pięknych, naprzeciwko Uniwersytetu. Zdjęcia zrobiłby Jacek Petrycki.
Janusz Kijowski nie ukrywa, że film o Marcu ’68 musi kosztować ok. 12 mln zł.
– Powinien być zrealizowany bardzo starannie, mieć walor dokumentacyjny, nieść prawdę. Chciałbym, żeby młodzi widzowie poczuli smak tamtych dni, tamtej ulicy, naszego młodzieńczego buntu.
Producentem filmu jest Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych w Warszawie. Zainteresowanie projektem wyraziła Telewizja Polska, twórcy starają się o dofinansowanie z PISF.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA