fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekkoatletyka

Wiedziałem, że będzie dobrze

Tomasz Majewski ze swoim złotym medalem
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
- Jestem normalnym człowiekiem. Zamierzam pozostać takim, jakim byłem. Będę spokojnie chodził po ulicach - mówi Tomasz Majewski, mistrz olimpijski w pchnięciu kulą.
Zwycięstwo było wyraźnie, a ta czwarta próba miała tylko dobić przeciwników?
Nie przesadzajmy z tym dobijaniem. Dwie kolejki nie wyszły mi tak jak chciałem. Chciałem mocno zacząć, zwłaszcza kiedy zobaczyłem, że reszcie nie idzie, może poza Kanadyjczykiem, który świetnie wystartował. Dwa pchnięcia nie były jednak udane. Rywalom dalej niewiele robili, więc w końcu musiałem pchnąć daleko – i pchnąłem. Reszta mogła uzyskać lepsze wyniki, mieli takie możliwości, ale nie dali rady, no cóż, mój zysk.
Co stało się amerykańskim faworytom konkursu?
Amerykanie przede wszystkim zaciekle walczą między sobą, gotują się w tej walce, czują na sobie wielką presję, wszystko co jest na olimpiadzie na żywo pokazują w Stanach. To im na pewno nie pomogło.
Rano, przed eliminacjami, jakie miejsce wziąłby pan w ciemno?
No nie wiem, wtedy jeszcze nie myślałem o tym, w ogóle nie myślałem o tym jak się ułoży rywalizacja.
A po eliminacjach?
O, to już bym w ciemno chciał wziąć jakiś medal, na pewno.
Czy zwrócił pan uwagę na to, że zwycięzca konkursu olimpijskiego ma wreszcie znacząco dobry wynik, najlepszy od 12 lat...
Bardziej pomyślałem o tym, że przedłużyłem zła passę Amerykanów na igrzyskach, oni od lat dominują na świecie, a złoto olimpijskie zawsze im się wymyka. To trzecia olimpiada, na której znów ponoszą porażkę.
Poprawił się pan znacznie w tym roku, wierzył pan w taki duży postęp?
Na tegorocznych obozach to było rzeczywiście widoczne. Pchałem znacznie dalej, niż rok wcześniej o tej samej porze. Wiedziałem, że będzie dobrze. Z tym postępem to także bym jednak nie przesadzał. Na pchnięcia ponad 21 m było mnie stać wcześniej. Pierwsze takie spalone próby miałem już cztery lata temu. Przez ten czas trochę mi nie szło, i tyle. Musiałem dojrzeć, żeby wszystko zrobić tak, aby takie próby wychodziły w konkursach. Pracowaliśmy nad tym z trenerem, dłubaliśmy przy technice i wreszcie wyszło.
Zawsze jest pan taki opanowany podczas zawodów?
Zawsze. Teraz też podszedłem do startu na spokojnie. Widziałem, że większość rywali przejmowała się bardziej. Eliminacje nie zdenerwowały mnie wcale, tylko dały świadomość, że jestem dobrze przygotowany, że dalekie pchnięcia mogę powtarzać. Ta próba dająca mi miejsce w konkursie była właśnie taka – pewna i dokładna. Dała mi spokój i luz.
Ale rzucił pan grubym słowem po drugim pchnięciu w głównym konkursie...
No cóż, musiałem się jakoś pobudzić. Była to ważna chwila, przyszedł czas atakować, jeśli nie wtedy, to kiedy. Musiałem wtedy pchnąć dalej.
Czuje się pan bohaterem reprezentacji?
Nie przesadzajmy. Głupio było, że nic nie przybywało na polskim koncie, ale mamy dwa medale, to już jakoś wygląda. Lekka atletyka, przede wszystkim nasze rzuty, powinny jeszcze coś poprawić.
Skończone studia pomagają panu w pchaniu kulą?
Nie pomagają, ale też nie przeszkadzają.
Czy to prawda, że chciał zostać pan dziennikarzem?
Prawda, ale parę tygodni temu mi przeszło, wolę swoją robotę.
To złoto zmieni wiele w pańskim życiu?
Nie zmieni. Jestem normalnym człowiekiem. Zamierzam pozostać takim, jakim byłem. Będę spokojnie chodził po ulicach.
Czy poznał pan kiedyś Władysława Komara?
Niestety, nie miałem okazji go poznać. Minęliśmy się w życiu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA