fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Mleczny cud pod Łomżą

Rzeczpospolita
Iwona Trusewicz
Piątnica to dziwna mleczarnia. Na reklamę nie wydaje ani złotówki. A klientów ma więcej, niż może obsłużyć. I jej wartość rośnie najszybciej wśród polskich firm mleczarskich
Do Srebrowa droga wije się z Łomży wśród dojrzewających pól i zielonych łąk gminy Wizna. Od wieków okolica słynęła z dobrych traw, bo Narew i Biebrza zasilają łąki w wodę, nie pozwalając im wyschnąć nawet w największą suszę. To naturalne dobro popsuł działający tu przez dziesięciolecia jedyny w Polsce kombinat łąkarski. Meliorowanie wysuszało grunty. Koszenie szło więc nawet na pobliskich bagnach biebrzańskich.
Dziś kombinatu dawno nie ma, w popegeerowskich budynkach jest więzienie. Nieczyszczone dreny przestały działać, łąki odzyskały dawną soczystość. Lecz nie łosie pasą się na nich w obfitości, ale krowy.
U Kowalewskich podwórko czyste, wyłożone kostką, kwitną pelargonie. Gospodarze to najwięksi hodowcy bydła mlecznego na Kurpiach. Koszą 150 ha łąk, a w oborze wybudowanej osiem lat temu za pół miliona złotych przeżuwa siano 150 swobodnie wędrujących krów. Zielone ciągniki John Deer o oponach wielkich jak koła młyńskie, dobrych na podmokłe tereny, stoją przy zebranych walcach siana obciągniętych białą folią. W pryzmach długich na sto metrów powstaje kiszonka.
Rocznie Kowalewscy sprzedają mleczarni w Piątnicy 1,2 miliona litrów mleka najwyższej jakości. Średnia wydajność to 9800 l od krowy rocznie, rekordzistka daje 15 tysięcy litrów.
Dla Józefa Kowalewskiego 40 krów to było wielkie stado.
18 lat temu miał dziewięć, a i tak uchodził w wiosce za dużego hodowcę. Ale Wojciechowi i 40 było mało. Gdy w 2000 r. przejmował po ojcu gospodarkę, miał 26 lat i jasno wytyczony cel: – Chciałem mieć duże gospodarstwo mleczne. 150 sztuk wydawało mi się liczbą maksymalną, ale dziś już tak nie myślę – mówi z lekkim wschodnim zaśpiewem.
Myśli więc o nowej oborze i kolejnych zwierzętach. Planuje się łatwo, bo brat Karol jest weterynarzem w pobliskiej Wiźnie, Paweł – zootechnikiem, a Marcin hodowcą trzody, więc pomocników i doradców nie brak.
Wojciech pokazuje nowo budowany dom, do którego wyprowadzi się niebawem od rodziców. Na dole salon z kominkiem i otwartą kuchnią z widokiem na zboże sąsiada, na górze pokoje gościnne.
– Wojtek to nowe, zupełnie inne pokolenie rolników. Odważni w inwestowaniu, planują szeroko, uważnie śledzą rynek – wylicza Jerzy Kulikowski, szef skupu mleka w Piątnicy.
– Mogę inwestować, bo żadna mleczarnia w Polsce nie płaci za mleko tyle co Piątnica. Tajemnica polega na tym, że ta firma nie robi prostych produktów typu mleko w proszku, którego ceny ciągle się wahają. W Piątnicy powstają produkty oryginalne nie tylko w skali Polski. I one się świetnie spieniężają, bez żadnej dodatkowej promocji – mówi dostawca.
Podobne zdanie jak Wojciech Kowalewski ma magazyn „Forbes”. W kwietniu przy okazji podsumowania kondycji polskiego mleczarstwa ocenił, które firmy w ciągu ostatnich trzech lat osiągnęły najbardziej dynamiczny wzrost wartości.
Rolnicy to materia oporna, wątpiąca i narzekająca. Przekonać ich można tylko przykładem i zyskami
– Ranking został przygotowany we współpracy z wywiadownią Dun & Bradstreet Polska. Podstawą są wyniki finansowe firm mleczarskich za trzy ostatnie lata oraz szwajcarska metoda wyceny, która pozwala obliczyć wartość składników aktywów przedsiębiorstw. To oddaje potencjał wzrostu w kolejnych latach – tłumaczy Tomasz Szurawski z Forbes Executive Forum.Najlepsza okazała się OSM Piątnica z ponad 20-procentową dynamiką wzrostu przychodów. W 2007 r. przerobiła ponad 145 mln litrów mleka i osiągnęła ponad 347 mln zł przychodów ze sprzedaży. Zatrudnia 380 osób. Średnie zarobki to ok. 4000 zł miesięcznie. Za litr mleka płaci dostawcom najwięcej w Polsce. W maju było to 1,56 zł/l.
Ta cena oddaje filozofię prowadzenia biznesu w Piątnicy. Kreuje ją w firmie prezes Zbigniew Kalinowski: – Zysku za miniony rok mieliśmy ok. 2 mln zł, ale celem spółdzielni mleczarskiej nie jest zysk sam w sobie, ale zapewnienie członkom jak najwyższej ceny za mleko jak najlepszej jakości – wyjaśnia prezes.
I dodaje, że Piątnica płaci najwięcej od ośmiu lat. Rolnicy dzwonią aż z Wielkopolski, by przystąpić do spółdzielni i sprzedawać mleko na Kurpiach. W minionym roku spółdzielnia przyjęła 150 nowych członków.
Edmund Borawski, prezes potężnego Mlekpolu z Grajewa (13 tys. dostawców, 800 mln l skupowanego mleka rocznie, wartość sprzedaży ponad 1,3 mld zł), sąsiad i konkurent piątnickiej mleczarni, uważa, że trzeba oddać jej sprawiedliwość. – Mają tam kilka dobrych produktów, które się sprzedają, ale jeden udał im się nadzwyczajnie. Jest tak dobry, że nie potrzebuje reklamy. Tylko gratulować – mówi Borawski.
Ten jeden złoty produkt, którego szuka dla siebie każdy producent, niezależnie od branży, nazywa się Serek Wiejski. Podłomżyńska mleczarnia jest dziś jednym z największych na świecie producentów serka typu cottage cheese. Robi go rocznie 20 tys. ton. Przoduje też w produkcji śmietan i twarogów tradycyjnych.
Historię Piątnicy można zacząć tak: prowincjonalna mleczarnia przed 1990 r. robiła to, co się dało zrobić z mleka kiepskiej jakości, nie mając wpływu na cokolwiek ani porównania ze światem, bo na zagraniczne wycieczki jeździli tylko bonzowie z warszawskiej centrali związku.
Wszystko zmieniło się po 1989 r. Nagle mleczarnia nie miała już nad sobą warszawskiej czapy. Wolno było wszystko. – Wiedziałem, że najważniejsza jest jakość mleka. A co za tym idzie, czystość w gospodarstwach. Musiałem do tego przekonać rolników – mówi Kalinowski.
Rolnicy to materia oporna, wątpiąca i narzekająca. Przekonać ich można tylko przykładem i zyskami. Na początek dla dziesięciu największych dostawców mleczarnia kupiła dziesięć pierwszych w kraju domowych schładzarek.
Poprzez amerykańską organizację wolontariuszy VOCA sprowadziła emerytowanych farmerów z USA, którzy zamieszkali w gospodarstwach i krok po kroku uczyli hodowców takich podstaw jak zachowanie ciągłej czystości w oborach.
– Jeden z nich, Polak z pochodzenia, John Szymansky, po dziesięciu latach znów do nas przyjechał. I nie poznał ani mleczarni, ani gospodarstw – śmieje się Jerzy Kulikowski.
Od 1994 do 2002 r. Piątnica uczestniczyła w polsko-szwajcarskim rządowym programie dla mleczarstwa. Z wytypowanych trzech firm prywatnych i trzech spółdzielni do końca dotrwał tylko podłomżyński zakład. – Nasi dostawcy jeździli do Szwajcarii na szkolenia, Szwajcarzy przyjeżdżali do nas. Podpowiedzieli nam wiele rozwiązań i pomysłów – mówi Jerzy Kulikowski.
Jednak najważniejszy pomysł – na Serek Wiejski – prezes przywiózł nie ze Szwajcarii, ale ze Stanów. – Tam takie serki są bardzo popularne, ale nie idealne. Wiedziałem, co musimy poprawić, by trafić w gust Polaków. Najważniejsze były dodawana słodka śmietanka, neutralny PH i ziarnistość twarogu – wylicza szef Piątnicy.
Przyznaje, że wiele partii wylądowało jako odrzut, zanim efekt był zadowalający. Dziś amerykańska linia Kusel Equipment Co. nie nadąża z produkcją. Praca idzie na dwie zmiany.
Dzięki powodzeniu serka, śmietan i twarogów Piątnica nie musi się martwić o słabe kursy walut. Prawie wszystko, co wyprodukuje, sprzedaje w kraju. Trochę kupują Rosjanie, Czesi i Słowacy. – W pewnym okresie na serek było tylu chętnych, że musieliśmy odmawiać – przyznaje Kalinowski.
Piątnica już się w Piątnicy dusi. Brakuje nawet prądu, bo łomżyński zakład energetyczny ma za małe moce, by zaspokoić kolejne inwestycje mleczarni
Dariusz Sapiński, szef największego polskiego koncernu mlecznego Mlekovita z Wysokiego Mazowieckiego (25 tys. dostawców, skup roczny ok. 1 mld l i przychody ponad 1,5 mld zł), zapytany o Piątnicę, mówi impulsywnie: – Skala produkcji nie ta. My potęga, a tam mały zakład.Ale zaraz się mityguje: – Mamy z nimi bardzo poprawne stosunki. Piątnica to dobra firma z sukcesami. Jednak sprzedaje głównie w kraju, a rynek regulują ci, którzy dużo sprzedają na eksport – dodaje.
Prezes Kalinowski podliczył, że przez 18 lat na inwestycje spółdzielnia wydała 156 mln zł. – Sam się zdziwiłem.
Łomża w kierunku Augustowa i Suwałk kończy się mostem na Narwi. Za mostem zaczyna się Piątnica – gminna wieś. – Ta firma to dla nas wielkie podatki, praca dla ludzi i reklama, jakiej za żadne pieniądze Piątnica by nie miała – wylicza Bożena Mojkowska, sekretarz gminy.
Pani z księgowości podliczyła, ile procent zbieranych przez gminę podatków wpływa z mleczarni. Wyszło, że prawie 40. Ale Piątnica już się w Piątnicy dusi. Brakuje prądu, bo łomżyński zakład energetyczny ma za małe moce, by zaspokoić kolejne inwestycje mleczarni. Więc za ok. 20 mln zł spółdzielnia wybuduje własną elektrownię na biogaz odzyskiwany w procesie produkcji. Brakuje też przestrzeni na nowe hale i dalszą rozbudowę. Brakuje dostawców i mleka.
– Do tej pory nie przyłączaliśmy innych mleczarni, bo inna była nasza strategia. Ale przyszłość polskiego mleczarstwa to konsolidacja. Dlatego jesienią finalizujemy połączenie ze spółdzielnią w Baranowie pod Ostrołęką – mówi szef OSM Piątnica. – To nam da nowe tereny, ok. 2000 dostawców i 110 mln l dodatkowego mleka rocznie.
Czy to wystarczy?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA