fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Operacja w Afganistanie

Czy Amerykanie pomogą żołnierzom

Włączenia do akt sprawy zapisu z nasłuchu, który w okolicach Nangar Khel mieli prowadzić Amerykanie, będzie się domagał obrońca dwóch podejrzanych
Dziś upływa termin zapoznawania się podejrzanych z aktami sprawy. Potem ich obrońcy będą mieli jeszcze trzy dni na złożenie do prokuratury wniosków dowodowych. Wiadomo jednak, że nie wszyscy się na to zdecydują. – Myślę, że na tym etapie nie ma takiej potrzeby. Ale na ten temat porozmawiam jeszcze z moim klientem – podkreśla Czesław Domagała, obrońca ppor. Łukasza B.
Wnioski jednak będą. Na pewno złoży je mecenas Andrzej Reichelt, reprezentujący chor. Andrzeja Osieckiego (w rozmowie z „Rz” zgodził się na ujawnienie nazwiska) oraz plut. Tomasza B.
Już wcześniej domagał się przeprowadzenia w Afganistanie wizji lokalnej. Argumentował, że to jedyny sposób, by ostatecznie rozstrzygnąć, co mogli widzieć i słyszeć świadkowie ostrzału. – Po analizie akt wniosek ten na pewno zostanie uzupełniony – wyjaśnia mecenas Reichelt.
Na tym jednak nie koniec. Kolejne wnioski będą prawdopodobnie dotyczyły przesłuchania biegłych i włączenie do akt sprawy zapisów z nasłuchu prowadzonego przez Amerykanów. Miałoby z niego wynikać, że w chwili ostrzału talibowie przebywali na okolicznych wzgórzach. – Na razie nie mogę mówić o szczegółach. Z wiarygodnego źródła wiem, że taki nasłuch był prowadzony – mówi mecenas Reichelt.
Jeśli prokuratura odrzuci składane przez obrońców wnioski dowodowe, śledztwo zostanie zamknięte w najbliższy poniedziałek.
Czy zakończy się aktem oskarżenia? Pod koniec ubiegłego tygodnia minister obrony Bogdan Klich mówił, że ma nadzieję, iż do tego nie dojdzie. – Pracujemy nad końcową decyzją merytoryczną w tej sprawie – mówi tylko Karol Frankowski z Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Poznaniu.
Do ostrzału Nangar Khel doszło w sierpniu ubiegłego roku. Prokuratura początkowo prowadziła śledztwo pod kątem nieostrożnego obchodzenia się z bronią. W Polsce sześciu komandosów usłyszało jednak zarzut zbrodni wojennej, siódmy zaś – ataku na niebroniony obiekt cywilny. Grozi za to odpowiednio dożywocie i 25 lat więzienia.
Prokuratura ma dowody między innymi w postaci zeznań świadków. Żołnierze nie przyznają się jednak do winy. Twierdzą, że chcieli ostrzelać znajdujące się na okolicznych wzgórzach kryjówki talibów. Według nich pociski spadły na zabudowania, ponieważ zawinił sprzęt. Kilka tygodni temu podejrzani na mocy decyzji sądu opuścili areszt. Podczas procesu będą odpowiadać z wolnej stopy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA