fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Dowcip żydowski

Do chirurga przychodzi pacjent.
– Panie doktorze, proszę mnie natychmiast wykastrować.
– Panie, czy pan zwariował?
– Panie doktorze, moja decyzja jest nieodwołalna.
Po zabiegu lekarz pochyla się nad nim i błagalnym tonem pyta:
– Panie, dlaczego pan to zrobił?
– Kocham Żydówkę. Jutro bierzemy ślub.
– Panie! Może pan chciał się obrzezać?
– A jak ja powiedziałem?
Ulicą Leszno w Warszawie idą przed wojną dwie Żydówki. Sąsiednim chodnikiem idzie Żyd, który im się kłania.
– Sara, ty mu się nie odkłaniasz? Przecież to Mosze, twoja sympatia.
– Idź, to szwinia, ja go nie chcę znać.
– Co się stało?
– Ty sobie wyobraź, że Mosze był wczoraj u nas w domu.
– No, i co?
– Siedzimy sami w kuchni i w pewnym momencie Mosze pyta błagalnym tonem: „Sara można?”. To ja milczę. „Sara można?”. A ja milczę. „Sara można?”. I tyle było błagania i namiętności w jego głosie, że ja mówię „Można, można”. To ta szwinia wstał i wziął ze stołu ostatni kawałek karpia.
W pierwszym liście od taty z Izraela w 1968 r. zawarta była informacja, że na lotnisku witał ich transparent z napisem po polsku: „Nie bądźcie za mądrzy. Mądrzejsi przyjechali przed wami”.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA