fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Tureckie lwy i chorwacka kapela

AFP
Gorąco będzie nie tylko na stadionie. Do pełnego Turków Wiednia przyjeżdża ponad 100 tysięcy Chorwatów
Slaven Bilić wygląda na pewnego siebie. Na konferencji w Wiedniu powiedział, że jego drużyna jeszcze niczego nie osiągnęła i że dopiero staje przed prawdziwymi wyzwaniami.
Przed wyjazdem do Austrii chorwackie media pisały, że jego piłkarze muszą wyjść z grupy. Teraz już nic nie muszą, teraz tylko mogą. A że potrafią i chcą, nikogo nie trzeba przekonywać.
Chorwaci w fazie grupowej spokojnie punktowali rywali, ciągle za podwójną gardą, bo tylko z jednym straconym golem, ciągle na dystans, bez szaleńczych ataków, które mogły dać szansę rywalom do kontry. Turcy, z którymi zagrają dzisiaj w Wiedniu o półfinał, wybrali zupełnie inną taktykę. Pierwszy mecz przegrali, w drugim po mocnym ciosie od Szwajcarów, potrafili zadać decydujące uderzenie w ostatniej minucie, a przeciwko Czechom podnieśli się z desek, wygrywając 3:2, mimo że na kwadrans przed końcem przegrywali jeszcze 0:2.
Skutki są bolesne, bokser poobijany i do spotkania z Chorwacją przystąpi mocno zmęczony. Fatih Terim nie będzie mógł skorzystać aż z siedmiu swoich zawodników. Niby się nie przejmuje, mówi, że zamiast nich wystawi inne lwy, które na pewno go nie zawiodą, ale liczyć więcej niż na walkę nie może.
Bramkarz Volkan Demirel odpoczywać będzie przez dwa mecze, bo w ostatniej minucie spotkania z Czechami dostał czerwoną kartkę. Najlepszy pomocnik Mehmet Aurelio pauzuje za dwie żółte kartki, a z powodu kontuzji nie zagrają Emre Guengoer i Tuemer Metin, i najprawdopodobniej także Emre Beloezoglu, Ayhan Akman oraz Goekhan Zan.
Waleczne lwy Terima w swoim kraju i tak są już bohaterami, federacja przyznała każdemu z nich 150 tysięcy euro dodatkowej premii. Nie wiadomo właściwie dlaczego, bo ćwierćfinał nie jest szczególnym osiągnięciem. Z obecnością Turków w Europie pogodzić nie może się tylko Unia Europejska, bo UEFA i kibice przyzwyczaili się już do tego, że tureckie kluby regularnie grają w Lidze Mistrzów, a reprezentacja w ostatniej dekadzie poczyniła gigantyczne postępy. W ćwierćfinale mistrzostw Europy byli już w 2000 roku, dwa lata później w Korei i Japonii zajęli trzecie miejsce na świecie.
Gdyby dzisiaj w Wiedniu pokonali Chorwatów, sprawiliby jednak niespodziankę. Drużyna Bilicia gra dużo lepiej i ładniej niż selekcjoner na gitarze. Bilić zapytany o to, do jakiego gatunku muzycznego zaliczyłby grę swoich zawodników, stwierdził, że to folk – czyli, że pokazują to, co najlepsze w ich kraju poprzez emocje i zaangażowanie.
Niko Kovac, który nie wiedzieć czemu już wczoraj ogłosił, że po zakończeniu Euro nie będzie więcej występował w reprezentacji, stwierdził, że gdyby Bóg mu na to pozwolił, chciałby dostawać powołania jeszcze przez 20 lat, ale w kolejce czekają młodsi, silniejsi i bardziej utalentowani. Chorwaci mają dla kogo grać, ich kibice są w Austrii zdecydowanie najliczniejsi.
W Wiedniu mieszka 40 tysięcy Turków, a chorwackie media zapowiadają, że obejrzeć spotkanie choćby na telebimach, ale koniecznie na miejscu, wybiera się z kraju ponad 100 tysięcy fanów.
Wieczorem nie stadion Ernsta Happela, ale 16. dzielnica miasta będzie najgorętszym miejscem w Europie. Emigranci z Bałkanów i Turcy żyją tu od lat drzwi w drzwi. Razem jedzą posiłki i spotykają się w tych samych parkach. W piątek zrobi się szczególnie tłoczno, bo pilnować przyjedzie ich 3500 policjantów. Policja przez radio prosi o parkowanie samochodów daleko od epicentrum emocji.
Chorwacja: Pletikosa – Corluka, R. Kovac, Simunić, Pranjić – Srna, N. Kovac, Modrić, Rakitić – Kranjcar – Olić
Turcja: Recber – Hamit Altintop, Zan, Cetin, Balta – Sarioglu, Topal, Sanli, Turan – Sentuerk, NihatSędziuje Roberto Rosetti
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA