fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

W Polsce pogoda jest straszna

Rzeczpospolita
Piotr Mazurkiewicz
Anthony Asinas - nie lubi polskiej kuchni, przeraża go nasz klimat, ale mimo wszystko mieszka tu od kilkunastu lat. O dyrektorze generalnym spółki IC Companys, sprzedającej w Polsce odzież Jackpot i Cottonfield, pisze Piotr Mazurkiewicz
Otwarty, inteligentny, ważący słowa – takie są pierwsze odczucia po spotkaniu z Anthonym Asinasem, dyrektorem generalnym duńskiego IC Companys w Polsce. Choć jego nazwisko poza branżą mówi cokolwiek niewielu osobom, to jednak pojawia się na zdjęciach w wielu kolorowych czasopismach, choćby wśród znanych osób, które promują marki z portfela firmy – są to m.in. Piotr Adamczyk, Anna Prus, Magdalena Cielecka. – Potrafi słuchać, nie absorbuje sobą otoczenia i ta skromność ujmuje. Może wynika to z faktu, że jest Azjatą, bo jest w nim ta życzliwość i akceptacja cechująca tamtą mentalność – mówi o nim znana aktorka, która jest w Polsce ambasadorem marki Jackpot.
Jego współpracownicy przyznają, że w rozmowach gwiazdami jest po prostu uprzejmy i bezpośredni, co gwiazdom się podoba. A sam Asinas mówi tajemniczo, że wkrótce kolejne znane osoby będą promować marki z portfela jego firmy. Jest już kontrakt z Rafałem Królikowskim, który będzie twarzą Matinique. Na tym niespodzianki się nie skończą.
Ma niespokojną duszę. Studia zaczął w Kanadzie, ale ich nie skończył i wrócił pracować do Hongkongu. Jak sam wspomina, biznesu najlepiej uczyć się od Chińczyków, którzy tam mieszkają, obserwując tych niebywale ciężko i wytrwale pracujących ludzi. Jednak nie zagrzał tam miejsca. – Kolega dużo opowiadał mi o Polsce, opisywał ogromne możliwości. W końcu spytał wprost – czy chcesz pracować w tej części Europy? Niespecjalnie wiedziałem, co mógłbym robić, ale przyjąłem propozycję – mówi.
Zaczynał w branży komputerowej jako konsultant ds. importu z Dalekiego Wschodu. Gdy komputery mu się znudziły, przestawił się na odzież. – Będąc bardzo młodym człowiekiem, jeszcze w Hongkongu, zaraz po szkole, pracowałem dla francuskiej firmy Desille. Dostarczała największym europejskim hipermarketom ubrania marek Buck Shannon i Western Star. Byłem odpowiedzialny głównie za produkcję. Segment wyższy to jednak zupełnie inna historia, dlatego musiałem się jeszcze dużo nauczyć – wspomina.
W Europie Zachodniej szanse na rozwój branży odzieżowej nie były zbyt wielkie – rynek nasycony, ogromna konkurencja, dlatego w pewnym stopniu Europa Wschodnia spadła tamtym firmom z nieba. Musiały musiały się gdzieś rozwijać, Polska była jednym z bardziej stabilnych rynków w tym regionie, dlatego kierunki ekspansji były określone. Dużo ludzi, wielki potencjał. – Ludzie z Hongkongu zawsze szukają pieniędzy i nowych wyzwań. Tacy już jesteśmy, dlatego dobrze się tu czuję – mówi Asinas.
Doświadczenie to przydało mu się w pracy w grupie Empik Media & Fashion, która wtedy ściągała do kraju kolejne znane marki odzieżowe. – Szybko przyzwyczaił się do specyfiki polskiego rynku, wręcz doskonale potrafił wykorzystać azjatyckie wartości, zwłaszcza chęć do ciężkiej pracy i ogromny upór. Dlatego miał na koncie sporo sukcesów – wspomina Marek Adamczewski, dyrektor odpowiedzialny za markę Springfield. W EM&F pracował z Asinasem, który w grupie odpowiadał kolejno za marki River Island, Celio, Wallis i Esprit.
– Po pięciu latach poczułem, że to ciągle nie to, zresztą rynek nadal bardzo szybko się rozwijał. Jest wiele atrakcyjnych nisz, więc czemu nie spróbować znowu czegoś innego – opowiada Asinas. Dziś należące do EM&F Ultimate Fashion to główny konkurent IC Companys. – Mają dużą sieć, wiele świetnych marek, a więc i świetną pozycję w rozmowach z galeriami handlowymi. Ale my nie składamy broni – zapewnia szef polskiego oddziału duńskiej firmy.
Żona jest Polką. Poznali się w Warszawie, cztery miesiące po przyjeździe Asinasa do Polski. Są małżeństwem od 12 lat, syn mówi świetnie po polsku – on, choć próbował się nauczyć naszego języka wiele razy, ostatecznie się poddał.
– Jest po prostu niewyobrażalnie trudny, poza tym boję się popełniania błędów. Nawet w luźnej rozmowie chcę być precyzyjny, a mam kłopoty nawet z odróżnieniem słów “wejść” i “wyjść”, brzmią przecież tak podobnie, tyle tych syczących dźwięków – mówi. Dlatego w domu rozmawia głównie po angielsku, choć żona mówi także po chińsku.
Dzięki sukcesom Asinasa Duńczycy uznali Polskę za region strategiczny – to zaś oznacza nie tylko inwestycje w nowe sklepy, ale i wprowadzanie kolejnych marek z portfolio IC Company
– Synowi chcę zaszczepić żyłkę do interesów i oszczędzania – jak jest okazja wymagająca prezentu, dostaje ode mnie złotą monetę – sam też tak zostałem wychowany. W mojej rodzinie ten kruszec uważany jest za jedyną pewną i stabilną lokatę – mówi Asinas.
W Polsce pierwszy raz zobaczył śnieg. – Pogoda tu jest straszna, a zimy to już prawdziwa mordęga. Staram się do tego przyzwyczaić, ale nie jest łatwo – przekonuje. Aura przysparza też problemów, jeśli chodzi o robienie interesów – trudno przewidzieć, czy wiosenna kolekcja już powinna trafić do sklepów i kiedy tak naprawdę będzie ciepło. Podobnie z kolekcją zimową – czasami też to, co widzimy za oknem, trudno dopasować do oferty sklepów.
Nie jest także zachwycony polską kuchnią. – Zbyt tłusta i ciężka – twierdzi. Zaraz jednak dodaje, że zna dużo świetnych restauracji, nawet niezbyt znanych, z polską kuchnią, w których lubi bywać.
Mówi, że szok przy przyjeździe do Polski nieco złagodził fakt, że wcześniej był w Moskwie. Z tej perspektywy nasz kraj był już zdecydowanie bliższy Europie Zachodniej, choć i tak nie obyło się bez zaskoczenia. W Warszawie wylądował w 1995 r.
– Pechowo przyjechałem w Wigilię, wszystko było pozamykane. Miałem nawet kłopot z kupieniem czegokolwiek do jedzenia. W Hongkongu wakacje są w sierpniu, a grudzień niczym się nie różni od innych miesięcy. Tu szybko musiałem się nauczyć innych zasad. Na szczęście miałem kolegów, którzy wcześniej trochę rzeczy mi wyjaśnili, choć o świętach najwidoczniej zapomnieli – wspomina ze śmiechem.
Uwielbia wędkarstwo, choć przyznaje, że nie ma na nie za dużo czasu. Zbyt wiele pochłania praca – główne biuro firmy jest w Łodzi, a rodzina mieszka w Warszawie, więc czasu na spotkania zawsze jest za mało. Niedługo ma się to zmienić, ponieważ firma przenosi swoją polską siedzibę do stolicy.
Nie ukrywa, że pracuje dużo, ale widać też efekty. – Odkąd przyszedł do firmy, jej obroty rosną jak szalone, w Berlinie, na konferencji Jackpotu latem 2007 r., dyrektor generalny marki powiedział nawet, że najlepszy rynek poza Skandynawią, na jaki kiedykolwiek weszła marka, to właśnie Polska – mówi Beata Pawełczyk-Błasiak, współwłaścicielka Butiku Kreatywnego En Vogue, która pracuje z Asinasem od wielu lat i doradza w zakresie działań marketingowych i PR.
Ludzie z Hongkongu zawsze szukają pieniędzy i nowych wyzwań. Tacy już jesteśmy, dlatego dobrze się tu czuję – mówi Anthony Asinas
Dlatego duńska grupa w zaakceptowanym przez akcjonariuszy trzyletnim planie do 2011 r. uznała Polskę za region strategiczny, co oznacza ogromny wzrost inwestycji. Plan zakłada podwojenie liczby salonów oraz stopniowe wprowadzanie kolejnych marek z portfela grupy. Zaufanie centrali nie dziwi – ubiegłoroczne przychody IC w Polsce były o 23 proc. większe i wyniosły ponad 54 mln zł, zyskowność wzrosła o 12,2 proc. Co warte podkreślenia, wszystkie salony stały się w pełni rentowne, otwarto pięć nowych i zmodernizowano trzy kolejne. Dobra passa trwa – w pierwszym kwartale 2008 r. jej obroty wzrosły w porównaniu z 2007 r. o kolejne 21 proc., a zyskowność o 1,3 proc.
A przecież o sukces coraz trudniej – na rynku są bardzo mocni polscy konkurenci, jak Reserved, House, Tatuum, nieraz mocniejsi od marek zagranicznych. Asinas ich nie lekceważy – jego firma dzisiaj sprzedaje w Polsce trzy marki – Jacpot, Cottonfield i Matinique – choć centrala w Danii ma ich w swoim portfolio 11. Dlatego ciągle ma wiele do zrobienia – pewne jest już wprowadzenie do naszego kraju marki In Wear oraz Part Two. Konkurenci przyznają – wiele dobrego zrobił, marki wcześniej były postrzegane bardzo różnie, sklepy nie miały też dobrych lokalizacji. Nie obniżając cen, spowodował, że sprzedaż poszła w górę, a marki mają dobry odbiór – mówi przedstawiciel jednej z polskich firm.
Nie próżnuje – dziś zarządza biznesem IC nie tylko w Polsce, ale także w Czechach i na Węgrzech, firma jest też obecna w Rosji, ale tym biznesem zarządza bezpośrednio Kopenhaga. Jest szansa, że do krajów, nad którymi panuje Asinas, dołączy także Słowacja. Jest się czym pochwalić, ale on na każdym kroku podkreśla, że wszystko, co zrobił dla firmy, udało się zrealizować też dzięki szczęściu przy dobieraniu współpracowników. Bez nich nic by się nie udało, gdyż każdy rynek ma swoje różnice, niezrozumiałe dla osób z zewnątrz. – Ale ja i tak mam łatwiej – przekonuje. – Nie dość, że pomaga mi zespół, to zawsze mogę liczyć na poradę żony, która zna specyfikę tego rynku.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA