fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Artysta nieprzewidywalny

Ivo Pogorelić
Rzeczpospolita
Ivo Pogorelić wraca do Warszawy. Na jego ubiegłoroczny występ czekaliśmy ponad ćwierć wieku. Widać był zadowolony z przyjęcia, bo postanowił znów przyjechać
Warszawska publiczność przyjęła go w marcu 2007 roku entuzjastycznie. Bilety rozeszły się błyskawicznie, chętnych było wielokrotnie więcej niż miejsc w sali Filharmonii Narodowej. Zapewne Ivo Pogorelić o tym wiedział, a przecież przyjazd kosztował go tyle nerwów, że chętnie – jak to czynił kilkakrotnie w przeszłości – odwołałby swój recital. Nie chciał oficjalnych powitań ani tym bardziej obecności kamer telewizyjnych. Zaplanowaną próbę przedłużył, by móc ćwiczyć. Poprosił o możliwość wypróbowania kilku fortepianów, by wybrać instrument, który będzie mu najbardziej odpowiadał. Odmówił kontaktów z mediami, zabronił robienia zdjęć zarówno podczas próby, jak i w trakcie występu.
Warszawa jest dla niego miejscem wyjątkowym, ale czy rzeczywiście przyjaznym mimo uwielbienia słuchaczy? Na Konkursie Chopinowskim w 1980 roku reprezentujący wówczas Jugosławię 22-letni Ivo Pogorelić wydawał się głównym kandydatem do nagrody. Tak sądziła również ogromna część publiczności. Był inny od pozostałych uczestników, prowokował i drażnił swoimi interpretacjami, ale nikt nie miał wątpliwości, że pojawił się wielki talent i autentyczna indywidualność. Ivo Pogorelić nie dostał się jednak do finału, na znak protestu zasiadająca w jury Martha Argerich wyjechała wtedy z Warszawy.
Ten krzywdzący werdykt dopomógł mu wszakże w karierze. Kiedy w latach 80. szturmem zdobył największe estrady koncertowe świata, towarzyszyły mu wspomnienia warszawskiej awantury konkursowej. Do dziś wszystkie materiały promocyjne umieszczają informacje o jego chopinowskiej porażce i o tym, że w obronie pianisty stanęła wielka Martha Argerich, która nazwała go wówczas geniuszem.
Żal jednak z pewnością pozostał, a także przekonanie, że wpływ na werdykt jurorów na takich konkursach miała polityka, a nie sztuka. – Konkurs w 1980 roku był całkowicie zależny od wydziału muzycznego Ministerstwa Kultury ZSRR – opowiadał Pogorelić 14 lat później w wywiadzie dla miesięcznika „Diapason”. – Najlepszy dowód, że gdy dowiedziano się, iż zamierzam się zgłosić – na fali sukcesu po konkursie montrealskim, który dopiero co wygrałem – zostałem tam wezwany i zaproponowano mi układ: gdybym tutaj zrezygnował, miałbym wszelkie szanse, a nawet więcej niż szanse, na najbliższym Konkursie im. Czajkowskiego w Moskwie.
Ta wypowiedź doskonale wpisywała się w wizerunek, który Pogorelić konsekwentnie budował na artystycznych kontrowersjach ocierających się o skandal. Ale też dzięki temu zdobył ogromną popularność. Był pierwszym muzykiem klasycznym, który stał się idolem młodzieży, Nigel Kennedy pojawił się później. Starszych szokował ekscentrycznym strojem, a zwłaszcza interpretacjami daleko odbiegającymi od tradycyjnego pojmowania muzyki klasycznej. Jednocześnie powiedział kiedyś w wywiadzie dla niemieckiego „Sterna”: – „New York Times” nazwał mnie gwiazdą pop wśród pianistów klasycznych. Czyż może być coś bardziej obraźliwego? Od początku wyobrażenie o mojej osobowości było fałszywe.
Wymyka się wszelkim klasyfikacjom, łatwiej zatem przywołać fakty z jego biografii. Urodził się w 1958 roku w Belgradzie, ojciec był Chorwatem, matka Serbką. Edukację muzyczną rozpoczął jako siedmiolatek, pięć lat później został wysłany na naukę do Moskwy – do Głównej Szkoły Muzyki i Konserwatorium im. Czajkowskiego. – To był trudny okres – opowiadał potem. – Żyłem tam bez rodziców, mój poziom techniczny był początkowo niższy od innych uczniów, musiałem ich doganiać.
W 1976 roku po zwycięstwie na Konkursie im. Casagrande w Terni rozpoczął karierę. Po świetnie przyjętym występie w nowojorskiej Carnegie Hall w 1981 roku wszystkie sale koncertowe świata stanęły przed nim otworem. Pogorelić stał się gwiazdą, choć nie brakowało krytyków twierdzących, że dysponuje niewielkim repertuarem złożonym z dzieł Bacha, Beethovena, Schumanna, Chopina. On na to odpowiadał:
– Tajemnicą mojej kariery jest to, że gram tylko utwory, które rzeczywiście dobrze umiem. Gdy występuję publicznie, pragnę być przygotowany bez zarzutu.
Występy od dawna łączy z działalnością społeczną. Ustanowił fundację dla młodych muzyków w Chorwacji, zaangażował się w budowę kliniki położniczej w zniszczonym wojną Sarajewie. Powołał festiwal swojego imienia dla młodych talentów w Bad Wörishofen, w Kaliforniip zorganizował własny konkurs pianistyczny.
Trudne lata nastały dla niego, kiedy w 1996 roku umarła jego żona i artystyczny opiekun Alicja Kezeradze, jego dawna profesorka z moskiewskiego konserwatorium. Musiało upłynąć sporo czasu, nim wznowił aktywną działalność koncertową, by odzyskać miejsce w światowej czołówce pianistów. W 2006 roku firma Deutsche Grammophon wydała świetny dwupłytowy album „The genius of Pogorelich” będący wyborem jego dawnych nagrań.
Inny Ivo Pogorelić, mężczyzna i artysta po przejściach, objawił się w Warszawie w ubiegłym roku. Ci, którzy z Konkursu Chopinowskiego w 1980 roku pamiętali eterycznego młodzieńca w białej koszuli i z burzą włosów na głowie, odczuli zdziwienie, gdy na estradę Filharmonii Narodowej wyszedł barczysty mężczyzna we fraku i z głową ogoloną na łyso. Ale Ivo Pogorelić zmienił się przede wszystkim zewnętrznie. Pozostał pianistą niepokornym, chimerycznym i nieprzewidywalnym, choć jako 50-latek powinien osiągnąć stabilizację niezbędną dla wieku dojrzałego.
Gra nadal w sposób niezwykle oryginalny, nie ma dla niego nieważnych nut, potraktowanych z lekceważeniem pasaży. Do klasyków z przeszłości – jak rzadko który pianista – podchodzi z wiedzą współczesnego artysty. Kiedy bierze się za sonaty Beethovena, pragnie odczytać je poprzez dokonania Liszta, postromantyków, impresjonistów, a nawet twórców XX wieku. Pragnie pokazać, że stary Beethoven potrafił przeczuć, w jakim kierunku potoczy się rozwój muzyki, lub to, co nowatorskiego odkryły w nim następne generacje kompozytorów.
Takie podejście jest niewątpliwie twórcze i nowatorskie, tyle tylko, że jednocześnie lekceważy fakt, iż punktem wyjścia dla tegoż Beethovena była sonata klasyczna. Jej klarowną formę Pogorelić pomija, całość utworu rozkłada na drobne cząstki i nimi się zajmuje. Dlatego w jego interpretacjach jest tyle fascynujących momentów, koncepcja całości budzi zaś kontrowersje, zwłaszcza że jego interpretacje rozgrywają się w wykreowanym przez niego czasie. Spowalnia tempo, lubuje się w dynamicznych kontrastach, krążąc między forte a piano.
Czasami osiąga zadziwiające rezultaty, równie często irytuje. Gdy w październiku 2006 roku zagrał – po dziesięciu latach nieobecności – w Nowym Jorku, reakcje publiczności były skrajne: od głośnych owacji do buczenia. Ale też jedna z sonat Beethovena trwająca niespełna pół godziny w jego wykonaniu została rozciągnięta do ponad 40 minut.
Spotkanie z Ivo Pogoreliciem na festiwalu „Chopin i jego Europa” zapowiada się tym bardziej interesująco, że wybrał tym razem II koncert fortepianowy Rachmaninowa, natomiast w pierwszej części zagra utwory Chopina (m.in. sonatę h-moll), czego zdecydowanie odmówił w czasie poprzedniej wizyty w Warszawie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA