fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Opłaty za bagaż wyższe niż ceny biletów

Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Przewoźnicy coraz częściej wykorzystują ukryte podwyżki cen biletów. I nie powstrzymuje ich fakt, że może to odstraszyć pasażerów.
Dotychczas bezpłatnie przewożony bagaż mógł ważyć 23 kg. Ale tak nadal jest tylko w Europie. W podróżach po USA bagaż często kosztuje więcej niż sam bilet.
Dla przewoźników każdy dodatkowy kilogram to zwiększenie zużycia horrendalnie drogiego paliwa. Na trasie Europa – Tokio przewóz 100 kg bagażu oznacza dodatkowe spalanie na poziomie 50 litrów. Marnotrawstwem jest zbyt długa trasa dojazdu na pas startu, nie mówiąc już o kosztach krążenia nad lotniskiem w oczekiwaniu na lądowanie.
Testem dla światowego lotnictwa będzie nadejście jesieni i koniec najbardziej dochodowego sezonu letniego.
– Prawdziwe efekty kryzysu będą widoczne we wrześniu lub październiku – uważa Steven Udvar-Hazy, prezes największej na świecie firmy zajmującej się leasingiem samolotów International Lease Finance Corp.
Linie lotnicze starają się więc ciąć ilość zużywanego paliwa, kalkulują nawet ilość niezbędnej wody, jaką trzeba wziąć na pokład. Zastępując metal plastikiem, zmniejszają wagę samolotu i w ten sposób oszczędzają na rachunkach za paliwo.
23 kg wynosi maksymalny ciężar bagażu, który można bezpłatnie przewieźć samolotem w Europie
– Nie wykluczamy bardziej restrykcyjnego niż dotychczas przestrzegania dozwolonego limitu wagi bezpłatnie przewożonego bagażu – powiedział ”Rz” wiceprezes Lufthansy Nico Buchholz. Ale już nawet Ryanair za każdy kilogram powyżej dozwolonych bezpłatnych 15 kg kasuje 10 euro.
W przelotach na trasach w USA dotychczas można było bez dopłat przewieźć dwie walizki. Teraz jedną. Druga, nawet najmniejszy plecak, to wydatek 25 dol., trzecia – 75, czwarta – 100, siódma – 200. Ale i sytuacja na tym rynku jest najtrudniejsza. Air Canada na trasie Seattle – Calgary każe sobie płacić po 5 dol. za wszystko poza wodą. Jedną gazetę (1,5 dol.) czyta kilku pasażerów.
W Stanach Zjednoczonych już przestało istnieć dziewięciu małych przewoźników, bo nie wytrzymali rosnącej konkurencji. Cztery główne linie – Delta, United Airlines, Continental i American Airlines – przeszły procedurę ochrony przed wierzycielami, ale nadal mają poważne kłopoty finansowe; tną koszty, likwidują mniej obłożone połączenia. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy zmniejszyły moce przewozowe o kilkanaście procent.
Linie europejskie liczą, że uda im się przetrwać nadchodzący kryzys dzięki udziałowi w globalnych aliansach. Tak jest m.in. w Star Alliance, gdzie Lufthansa, dowożąc pasażerów, pomaga zwłaszcza LOT-owi i SAS.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA