fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Nie mogło być inaczej

Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Awans drużyny Leo Beenhakkera do ćwierćfinału byłby niezasłużony. W wystarczającej formie na mistrzostwa był tylko bramkarz. Pora na zmiany. Nie trenera, lecz piłkarzy.
Oczekiwania były olbrzymie, zapowiedzi szumne. Do Polski przyjechał trener, który trzy razy doprowadził Real Madryt do mistrzostwa Hiszpanii i dwukrotnie rządził reprezentacją Holandii. Obiecał awans na mistrzostwa Europy i słowa dotrzymał. Leo Beenhakker zaczarował dziennikarzy, kibiców i wreszcie samych piłkarzy, którzy uwierzyli w swoje umiejętności. Jego czarom pomagała wysoka forma zawodników, na co w finałach w Austrii nie mógł już liczyć.
Z Portugalią w Chorzowie wygrał Euzebiusz Smolarek, w wyjazdowych meczach w Lizbonie i w Baku drużynę z opresji wyciągał Jacek Krzynówek, w Brukseli główną postacią był Radosław Matusiak. Beenhakker stwierdził, że reprezentacja Polski na mistrzostwach spisała się tak słabo, bo zawiedli właśnie liderzy.
Wszyscy ci piłkarze powołania do kadry dostali za zasługi. Od spotkania z Belgią Matusiak rozegrał może jeden dobry mecz, nie poradził sobie w Palermo, Heerenveen, a później nawet w Wiśle Kraków. Na zgrupowanie do Donaueschingen przyjechał kompletnie rozbity. Jego koledzy mówili, że szuka od nowa nie tylko swojego miejsca na boisku, ale także w drużynie. Sam powtarzał, że gorzej być nie może, ale za krytykę groził dziennikarzom sądem.
Smolarek w Racingu Santander strzelił cztery gole, liderujący rewelacyjnym na mistrzostwach Turkom Nihat Kahveci – w tej samej lidze – hiszpańskiej – aż 18. Krzynówek winny jest mniej, bo od kiedy do Wolfsburga przyszedł trener Felix Magath, Polak wystąpił tylko w 19 meczach, najczęściej jako zmiennik. Na zgrupowanie przed Euro przyjechał przygaszony, jakby coś mu podpowiadało, że poprowadzić drużyny nie zdoła.
Pewnego miejsca nie miał także Mariusz Lewandowski w Szachtarze Donieck. Za wcześnie, bo już zimą, powiedział, że chciałby zmienić otoczenie. Ukraińcom się to nie spodobało. Wybrali go do jedenastki wszech czasów swojego klubu, liczyli, że zostanie w Doniecku na zawsze, a nie będzie opowiadał, że marzy o Anglii. Po ostatnim meczu na mistrzostwach Lewandowski ostro zareagował na pytanie o przyszłość selekcjonera. – Przecież to nie jego wina, że nie potrafiliśmy wykonać zaleceń. Cała odpowiedzialność spada na zawodników – mówił.
Zawód, jaki ci piłkarze sprawili selekcjonerowi, to chyba jednak nic w porównaniu z formą, jaką w pierwszej połowie meczu z Niemcami pokazał Maciej Żurawski – kapitan, który na boisku rzadko się odzywa. Od początku pracy Beenhakkera w Polsce był przez trenera zagłaskiwany. Prowadził reprezentację nawet wtedy, gdy tylko siedział na ławce rezerwowych w Celticu Glasgow. Podziękować za zaufanie na turnieju nie potrafił.
Trzy mecze grupowe, dwie porażki, jeden remis, cztery stracone gole i tylko jedna strzelona. W dodatku ze spalonego i przez piłkarza, który polskie obywatelstwo dostał dwa tygodnie przed turniejem. Roger z zawodników z pola w polskiej drużynie na Euro był najlepszy. Jeszcze lepszy był jednak Artur Boruc, którego aż żal dla tak słabej drużyny. Nikt nie miałby do niego pretensji, gdyby w każdym meczu przepuścił po cztery gole. Przebłysk formy, ale tylko w pierwszym meczu, miał jeszcze Wojciech Łobodziński, reszta to szarość.
Polacy przyjechali na turniej bez żadnego klasowego lewego obrońcy i bez napastnika, który potrafiłby grać w systemie wymyślonym przez Beenhakkera. Smolarek po spotkaniu z Chorwacją stwierdził, że nie mógł zdziałać więcej, bo w ogóle nie dostawał podań. Brakowało Grzegorza Rasiaka, ale w formie, nie zawodnika, którego drugie podejście do Premiership zakończyło się ponownym umieszczeniem na liście dziesięciu najbardziej chybionych transferów roku na Wyspach.
Z obrońców najmniejsze pretensje można mieć do Michała Żewłakowa. Jacek Bąk, piłkarz dla reprezentacji bardzo zasłużony, nie powinien jednak zmieniać decyzji o rezygnacji z gry w kadrze. Marcin Wasilewski pokazał niewiele więcej niż nieustępliwość, Mariusz Jop sam mógł załatwić wygraną Austriakom w pierwszych 18 minutach meczu w Wiedniu. Paweł Golański po lewej stronie nie wiedział, którą nogą kopać piłkę. Jakub Wawrzyniak i Adam Kokoszka zagrali, bo Beenhakker szukał ratunku w zawodnikach, którzy początkowo mieli się tylko przyglądać starszym kolegom. Obrona, kluczowa dla każdego zespołu, w każdym meczu występowała w innym zestawieniu.
Trenera tłumaczą trochę kontuzje, zwłaszcza Jakuba Błaszczykowskiego, bez którego Polska traciła 20 procent siły ofensywnej. Grzegorza Bronowickiego już mniej, wszyscy pamiętamy, jak trudno było mu wrócić do dobrej dyspozycji sprzed urazu. W marcowym meczu towarzyskim z USA był jednym z najsłabszych na boisku. Największą porażką Beenhakkera jest utrata jedności na boisku i poza nim. Tomasz Kuszczak i Błaszczykowski, którzy ostatecznie na turniej nie pojechali, po powrocie do Polski ze zgrupowania w Donaueschingen wcale nie mówili o sielankowej atmosferze. Kuszczak zrzucił winę za kontuzję na Fransa Hoeka, a pomocnik Borussii Dortmund podobno był gotowy do gry. O tym, że skończyła się pewna epoka, świadczy też powrót drużyny po turnieju. Nie razem, ale każdy w swoją stronę.
Ilu z obecnych reprezentantów, oprócz Bąka, więcej w kadrze nie zagra? Na razie nie padły jeszcze żadne deklaracje. Pewne jest tylko, że ci liderzy, którzy zawiedli, na szansę w eliminacjach mistrzostw świata powinni zapracować od początku. I to głównie dlatego, że nie mają godnych zastępców. Być może naszych piłkarzy stać było tylko na przebrnięcie przez eliminacje. I to mimo że do pomocy dostali fizjologa maga. Mike Lindemann przywiózł ze Szwajcarii najnowocześniejszy sprzęt, badał wszystkich piłkarzy i każdemu rozpisywał trening. W trzecim meczu Polacy jednak nie mieli sił, biegał tylko Dariusz Dudka.
Beenhakker, chociaż teoretycznie osiągnął z drużyną gorszy rezultat od poprzedników – Jerzego Engela i Pawła Janasa, którzy z mistrzostw świata przywieźli po 3 punkty wywalczone w meczach o nic – nie powinien rezygnować z prowadzenia reprezentacji Polski. Powołał najlepszych, bo brak Pawła Brożka, Artura Wichniarka, Ireneusza Jelenia, Arkadiusza Głowackiego czy Adriana Sikory da się bardzo łatwo wytłumaczyć. Powinien zrobić tak, jak mówił po porażce z Chorwacją: wrócić na boisko i zacząć wszystko od początku. Mądrzejszy.
Przed meczem w Klagenfurcie z uśmiechem na ustach pokazywał transparent wywieszony przez polskich kibiców z Irlandii: „It’s not over, until is over” (To nie jest skończone, dopóki się nie skończy). Takie hasło nie powinno dotyczyć tylko występu na Euro i wiary w to, że Austria pokona Niemcy, lecz wiary w pracę. Ona dla Beenhakkera się jeszcze w Polsce nie skończyła.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA