fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Nigdy nie byłem piękną młodą Żydówką...

Archiwum „Mówią Wieki
">"ele"
NAPISZ DO AUTORA
Józef Hen, pisarz: Co to znaczy być Żydem i Polakiem
Nigdy nie miałem problemów z tożsamością. Dla mnie jest to przeznaczenie pisarskie, które wcześnie się do mnie przyczepiło. Kiedy mówią mi, że jestem Żydem – potwierdzam. Kiedy mówią mi, że jestem Polakiem – też. Bo jestem i Żydem, i Polakiem. Wcale tego nie rozdzielam. Ja to jestem ja, i koniec.
W specyficznych okolicznościach, np. w marcu 1968 r., w człowieku może jednak bardziej odzywać się ta żydowska połówka. Albo i polska, gdyby ci sami ludzie zetknęli się np. z przejawami antypolskości za granicą
Co do pochodzenia – miałem to szczęście, że koledzy i nauczyciele ze szkoły powszechnej i gimnazjum uznawali mą życiową odmienność. Próby refleksji nad tym problemem zawarłem w książce „Nowolipie”. W specyficznych okolicznościach, np. w marcu 1968 r., w człowieku może jednak bardziej odzywać się ta żydowska połówka. Albo i polska, gdyby ci sami ludzie zetknęli się np. z przejawami antypolskości za granicą.
Dla pisarza najważniejsza jest sprawa przynależności kulturalnej – języka. Nie mówimy o Leśmianie czy Tuwimie, że są pisarzami żydowskimi, bo to wielcy poeci polscy. Jeśli nawet moja tożsamość wydaje się komuś skomplikowana, to pisarzem jestem polskim, autorem książek o Stanisławie Auguście, Boyu-Żeleńskim i wielu innych.
Decyduje język. Dlatego Conrad nie jest pisarzem polskim, tylko angielskim, podobnie jak wielu wspaniałych pisarzy irlandzkich.Liczy się też środowisko, w którym się tworzy, odbiorcy. Nie mówi się o Twainie, Poem czy wielkiej czwórce z południa: Hemingwayu, Faulknerze, Caldwellu, Steinbecku, że to pisarze angielscy, tylko amerykańscy. Tak też traktuje się tam pisarzy pochodzenia żydowskiego, jak Saul Bellow, Philip Roth, Joseph Heller, Bernard Malamud, Arthur Miller – to wszystko pisarze amerykańscy.
Nie mówimy o Leśmianie czy Tuwimie, że są pisarzami żydowskimi, bo to wielcy poeci polscy
Niedawno w Warszawie odbył się Tydzień Książki Żydowskiej. Nie jestem aż tak przeczulony, żeby im mówić, aby nie robili ze mnie Żyda, bo jestem Żydem. Natomiast moja książka, nawet jeśli ma za temat dramat ludzi, wśród których wyrosłem, nie jest książką żydowską, tylko polską. W mojej powieści z czasów ostatniej wojny „Więzień i jasnowłosa” piękna Polka, której mąż jest w Anglii, za pieniądze przechowuje Żyda. On, operator filmowy, ogląda świat zewnętrzny jakby za pośrednictwem kamery przez szczeliny kryjówki. Ona to samotna kobieta, on – przystojny, raczej powściągliwy. I dopiero kiedy pieniądze się kończą i przestają odgrywać rolę, oboje uświadamiają sobie, że łączy ich miłość. Nadchodzi Wigilia, do bohaterki przychodzi jej brat z kolegami z AK. A ona drży ze strachu, żeby nie wykryli jej sublokatora.
Maszynopis „Więźnia i jasnowłosej” złożyłem w wydawnictwie Iskry. Redaktorka, młoda Żydówka, zapytała, skąd u mnie takie kompleksy, bo ona nigdy czegoś takiego nie miała. Odpowiedziałem jej: – Nigdy nie byłem piękną młodą Żydówką. Zaczerwieniła się. Zrozumiała, o co chodzi...
Niedawno ukazał się mój „Pingpongista”, z akcją toczącą się wokół uroczystości odsłonięcia pomnika ku czci Żydów wymordowanych przez polskich sąsiadów. Nagle w TVP Kultura widzę swoją twarz i jedną z dyskutujących osób, która mówi, że Hen wszystko spłaszcza, mówiąc, że mordują tylko degeneraci, bo przecież wiemy, że nie. Otóż Hen tego nie mówi. Tak mówi jedna z postaci, czemu natychmiast zaprzecza inna. Książka jest pisana w sposób konsekwentny. Autor nie wtrąca się do dyskusji między postaciami i tylko z tego wynikać może opinia czytelnika.
Wyraźnie widać, że autor wypowiedzi nie przeczytał „Pingpongisty” do końca, bo ostatni rozdział to spowiedź Księdza, który daje analizę bestii w człowieku. Pada nawet zdanie, że bestialstwo jest zaraźliwe. Ksiądz pamięta, że przeważała żądza mordu. Nie dlatego mordowali, mówi, iż wierzyli w mord rytualny, tylko wierzyli w mord rytualny po to, żeby móc mordować. A czy jest możliwość zarażenia się dobrocią? Tak, przyznaje przybyły z Brook-lynu sędzia Mike, jest to możliwe, choć trudniej się przyjmuje. „Za dużo mamy przeciwciał” – stwierdza Ksiądz.
Jego zdaniem Bogu udały się różne rzeczy, ale z ludźmi mu nie wyszło. Nie mógł znaleźć dziesięciu sprawiedliwych w Sodomie. Stwierdzenie sędziego z Brooklynu, że może byli, tylko bali się ujawnić, prof. Anna Świderkówna uznała za „przewrót w biblistyce”.
W powieści jest jeszcze polskie małżeństwo ukrywające w czasie wojny Żydówkę, Niemca i Sowieta. Bo człowiek jest dobry nie jako wyznawca określonych idei, tylko w prostym akcie udzielania pomocy wszystkim potrzebującym.
Na końcu Ksiądz oskarża siebie o zaniechanie. Przyznaje, że gdyby mógł cofnąć czas, wyszedłby z krzyżem naprzeciw oprawcom i nawoływał ich do opamiętania. „Może tylko tego trzeba było” – mówi. O tym jest ta opowieść – o dzisiejszych sprawach Polski.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA