fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Fałszywa alternatywa prawicy

Rzeczpospolita, Mirosław Owczarek Mirosław Owczarek
Twierdzenie, że Zachód jest lepszy z powodu seksualnej emancypacji i wyższych zarobków, to karykatura pojęcia modernizacji – pisze publicysta
Niedługo miną trzy lata, od kiedy Polską rządzą partie prawicowe. Czy przez ten czas Polska stała się krajem prawicowym? Czy społeczeństwo stało się bardziej konserwatywne z powodu rządów ludowych, a potem liberalnych konserwatystów? Czy w tym czasie wykiełkowały w polskiej polityce nowe nurty, szkoły czy pomysły?
Jeśli Polacy stali się w ostatnich latach bardziej konserwatywni, to raczej pomimo prawicy niż dzięki niej. Równocześnie trudno zaobserwować na dzisiejszej politycznej prawicy powiew nowości. Polska prawica raczej się pogubiła. Dlatego powinna zacząć na nowo poszukiwać tożsamości, nowego języka.Wydaje mi się, że ostatnio ożywiły się dwa źródła, które nie zostały spożytkowane politycznie, a z których polski konserwatyzm mógłby czerpać. Pierwszy nurt to wciąż niewykorzystany wątek republikański – poszukujący wzorów z polskiej tradycji politycznej, wskazujący na wspólnotowe wątki w polityce, a jednocześnie akcentujący pozytywną wolność jednostki ludzkiej.
Republikanizm – od starożytności – zwracał uwagę na pojęcie obywatelskich cnót, bez których państwo przestaje być republiką, rzeczą pospolitą, a więc dobrem wspólnym, lecz staje się regulatorem wzajemnie sprzecznych interesów walczących ze sobą egoistycznych jednostek. Może więc pora, by z antykwariatu wyciągnąć stare pisma polskich mężów stanu napisane przez ostatnie sześć stuleci i zastanowić się, czy nie mogą stanowić dziś inspiracji do „naprawy Rzeczypospolitej”.
Z republikańskim konserwatyzmem wydaje mi się związany drugi nurt – można go nazwać neonarodowym. Uznaje on za fakt, że wspólnoty narodowe nie przestają w Europie istnieć. Dla takiego rozumienia prawicy ważne będą więc (zadane ostatnio przez Ryszarda Legutkę w „Eseju o duszy polskiej”) pytania o to, czym jest Polska i polskość. Kim jesteśmy? Kim jest naród? Jaka jest nasza duchowa kondycja, nasza historia duchowa ostatnich kilku dziesięcioleci?
Prawica musi przeprowadzić rzetelną diagnozę Polski i polskości, zrozumieć pojęcie narodu w kategoriach innych niż zaściankowość, antysemityzm i ksenofobia. Myśl neonarodowa nie ma więc nic wspólnego z nacjonalizmem, który stanowi największy, ale też najśmieszniejszy straszak dla prawicy. Ale właśnie przez ten nacjonalistyczny szantaż prawica ze wstydem odrzuciła słowa naród i narodowy. Może konserwatyści powinni wreszcie przestać się wstydzić siebie?
Skoro Polacy od trzech lat niezmiennie popierają partie prawicowe, może przyszedł czas na to, by konserwatyści zaczęli jasno artykułować swoje polityczne cele. A politycznym celem – zarówno dla nurtu republikańskiego, jak i neonarodowego – jest obrona państwowej i narodowej suwerenności. A ponieważ dzisiaj w zjednoczonej Europie i w zglobalizowanym świecie suwerenność zmienia swoje znaczenie, lepiej przełożyć cel prawicy na język umacniania podmiotowości narodowej.Podmiotowość oznacza uznanie istnienia narodu za fakt, uznanie naturalnego istnienia wspólnoty historyczno-kulturowo-terytorialnej, która stanowi o dużej część naszej tożsamości; oznacza dumę z tego, jacy jesteśmy, a nie nieustanne zawstydzenie, że jeszcze nie jesteśmy tacy, jak inni chcieliby, byśmy byli. Podmiotowość oznacza, że jesteśmy podmiotem polityki, którą uprawiamy, lub w której uczestniczymy, że możemy definiować cele polityczne, gospodarcze, społeczne czy kulturowe i następnie decydować lub współdecydować o ich realizacji.
Podmiotowość ma wymiar zewnętrzny i wewnętrzny. Wewnętrzny polega na tym, że naród posiada zdolność do organizowania własnego państwa i realizowania za jego pomocą rozmaitych celów. Za wyznacznik wewnętrznej podmiotowości uznałbym przede wszystkim państwo i kulturę. Czy polskie państwo jest skutecznym narzędziem w rękach społeczeństwa? Na to trudno dać pozytywną odpowiedź, państwo jest raczej szarą sferą niemocy, czarną dziurą, w którą wpadają i niszczą się kolejne siły polityczne.A jak wygląda sytuacja z kulturą, czy ona jest dziś ostoją prawicowych idei i wartości? Jeśli popatrzymy na kulturę popularną, tę, która kształtuje życiowe postawy milionów obywateli, z pewnością nie można jej uznać za sukces konserwatystów. Interesującym fenomenem jest to, że w społecznych badaniach Polacy deklarują przywiązanie do konserwatywnych wartości, tymczasem takich konserwatywnych ideałów próżno szukać u większości bohaterów zbiorowej wyobraźni.
Co oznacza podmiotowość zewnętrzna? Głównym celem polskiej dyplomacji po 1989 roku było wprowadzenie Polski do NATO i Unii Europejskiej, jednak nie po to, by realizować jakiś konkretny cel, lecz po prostu, by tam być. Podmiotowość była raczej przeszkodą w dostosowywaniu się do oczekiwań innych państw niż realną alternatywą polityczną. Próbę uprawiania podmiotowej polityki zagranicznej podjęto po 2005 roku, lecz spotkało się to ze sprzeciwem zarówno w Polsce, jak i za granicą. Ów bojkot w połączeniu z niedomogami PiS-owskiej dyplomacji sprawił, że w tej sferze jesteśmy na początku drogi.
Powrót do czasów sprzed rewolucji francuskiej jest niemożliwy. Ale to nie musi oznaczać akceptacji wszystkiego, co działo się później
Dla podmiotowości niezwykle ważne jest zdefiniowanie tego, czym ma być Polska i czym dla niej Europa. Jeśli opisujemy Polskę tak, jak zrobił to Cezary Michalski („Witalność kolonialnych dam i lament konserwatystów”, „Dziennik”, 19.04.2008), trudno w ogóle mówić o podmiotowości. „Nawet nowoczesnym krajem trudno nas nazwać. I tylko zjednoczona Europa może zapewnić nam szczudła. Kroplówkę z kasą i ideami, podłączeni do której albo zjednoczymy się, albo zginiemy – jak zawsze” – pisał Michalski. Przyjęcie takich założeń pozbawia prawicę sensu istnienia. Nawet budowanie instytucji nie ma sensu, jeśli uważamy, że w Polsce nie ma ani potencjału, ani pomysłów na to, by stworzyć cokolwiek wartościowego. Przeciwnie, wszystko, co wartościowe, musimy dostać w postaci unijnego zastrzyku.
Polska ma wartość jako taka, a nie jako naśladownictwo Zachodu. Imitacja ma bowiem to do siebie, że nigdy nie dostaje do oryginału. Chcąc naśladować, zawsze będziemy narzekać na to, że jeszcze nie jesteśmy dość europejscy, dość zachodni, dość nowocześni. Wartością Polski, tym, co kochamy, i tym, co nas wkurza, jest nasza specyfika, nasza peryferyjność, a nie tylko to, że a nuż kiedyś staniemy się normalnym europejskim krajem i zasłużymy na pochwały prawdziwych Europejczyków.
Powyższa teza stanowi też odpowiedź na pytanie, czemu polska prawica ma nie być taka jak zachodnie. Polska historia, polskie społeczeństwo, polskie problemy gospodarcze i polityczne są inne niż większości krajów zachodnich, dlaczego mielibyśmy więc bezmyślnie małpować zachodnią prawicę, która miałaby się nijak do polskiej polityki? Kto rozumie Polskę i polską prawicę tylko jako naśladownictwo Zachodu, nie tylko nie jest dobrym Polakiem – jest też złym Europejczykiem.
Banałem jest twierdzenie o cywilizacyjnej wyższości Zachodu nad Polską, ale czy to powód, byśmy nie mieli prawa dostrzegać problemów, które w Europie się pojawiają? Sukces Europy nie jest jednowymiarowy. Jeśli ją porównamy z Trzecim Światem – wydawać się będzie rajem. Jeśli ją porównamy nawet z Polską A. D. 1989 – dalej będzie ziemią obiecaną. Ale czy wobec tego nie wolno nam pytać, w jakim kierunku idziemy ani mieć własnych marzeń i pragnień?Dla konserwatywnej prawicy Europa to bogactwo kultury, tradycji, duma z naszych zachodnich osiągnięć. Dla modernizatorów Europa powinna wciąż przepraszać, wciąż ze sobą walczyć, jeszcze zapomnieć o chrześcijaństwie, jeszcze raz przeprosić za kolonializm, w imię praw człowieka krytykować Amerykanów. Nie tylko Polska, ale też Europa, staje się w takim myśleniu niepewna siebie, słaba, zakompleksiona, w imię politycznej poprawności kapitulująca przed własną przeszłością? Czy takiej Europy chcemy? Czy taka Europa będzie najlepszym miejscem na ziemi? Wątpię.
Argumentem często używanym na rzecz naśladowania zachodu jest „modernizacja”. Wbrew obiegowej opinii konserwatywny republikanizm (nawet z odcieniem narodowym) nie jest antymodernistyczny. Modernizacja może pomagać i przeszkadzać wzmacnianiu podmiotowości. Silniejsze, bardziej sprawne państwo i instytucje – co bez wątpienia należy do modernizacji – służą narodowej podmiotowości. Modernizacja jako zupełne rozmycie się tożsamości, zniszczenie obyczajów itp. – podmiotowości szkodzi.Czy stoimy jednak przed wyborem: modernizacja albo średniowiecze? Czy jedyną dopuszczalną modernizacją jest droga zachodniej Europy? Od samej demokratyzacji kultury, rozwiązłości obyczajowej czy negowania wpływu chrześcijaństwa na historię i współczesność Europy Polska wcale nie stanie się bogatsza ani nie będzie mieć nowoczesnej sieci autostrad.Rolą prawicy powinno być raczej obserwowanie współczesności i wczesne ostrzeganie przed kosztami modernizacji, przed zagrożeniami, które dla wspólnoty politycznej płyną ze strony nierozważnej modernizacji. Zadaniem konserwatystów nie jest więc radość z obserwowanych zmian, ani wspieranie przemian, które uważają za zagrożenie dla tego, co dla podmiotowości narodu jest najważniejsze. Wbrew prawdziwym radykałom powrót do czasów sprzed rewolucji francuskiej jest niemożliwy. Ale to nie musi oznaczać akceptacji dla wszystkiego, co działo się później.
Republikanizm czy myśl neonarodowa potrzebuje modernizacji – modernizacji konserwatywnej. Nie imitacyjnej, nie dostosowującej Polskę do zachodnich wzorców, ale takiej, która to, co najważniejsze dla polskości, ocali, krytycznie zaś patrząc na jej wady, zmieni, unowocześni, ucywilizuje. Bez stanięcia oko w oko z Polską i polskością to nie ma sensu. Zarówno więc krytykowanie wszystkiego, jak też bezmyślna akceptacja wszystkiego, co polskie, nie służy modernizacji, nie służy odbudowie republikańskich cnót ani niezbędnego dla narodu państwa.
Wbrew bowiem stawianej niekiedy tezie prawica nie stoi przed wyborem: ideowość czy pragmatyzm. Po moim tekście „Szara normalność nie potrwa długo” („Rzeczpospolita”, 15.03.2008 r.) wielu autorów, głównie na łamach „Dziennika”, zarzucało mi, że trwanie prawicy przy silnych wartościach to radykalizm, fundamentalizm, próba budowania niemal państwa ajatollahów. Jako przeciwwagę wskazywano pragmatyczny liberalizm, który bez patrzenia na wielkie cele ideowe realizuje drobne cele, które poprawiają życie zwykłego obywatela.
Ale taka alternatywa jest fałszywa. Pytanie, czy prawica ma być pragmatyczna czy ideowa, jest źle postawione. Nie ma polityki – a prawicowej w szczególności – bez idei, bez tożsamości, bez jasno zakreślonych celów. Ale z drugiej strony cóż to za polityka, która jest nieskuteczna? Ciepła woda w kranie to też pewna wartość. Dlaczego polska prawica miałaby wybierać: budować autostrady czy bronić wartości, decydować się, czy być pragmatyczna, jak Aleksander Kwaśniewski, czy też ideowa – to ulubiony przykład publicystów „Dziennika” – jak Marek Jurek.Czy prawica chce nieskutecznego państwa, źle działających instytucji, czy może chce wychodzić z Unii Europejskiej? Jeśli prawica dotąd nie zbudowała skutecznego państwa, sprawnych instytucji, to raczej świadczy o słabości dotychczasowych prób prawicowej naprawy państwa, nie zaś o tym, że nie mają one sensu.
A decyzja, czy prawica będzie dbała o podmiotowość narodu, czy też tylko o ciepłą wodę w kranie, to w istocie najważniejsze rozstrzygnięcie politycznych reguł gry. Odpowiedź na te pytania jest niezwykle ważna, ponieważ rozpoczyna ona dyskusję nie tylko o tym, jaka powinna być prawica, ale w ogóle o sensie uprawiania polityki.Autor jest publicystą, autorem programu „Tygodnik Polski” w TVP Info
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA