fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Komandosi znów jadą na misję

Afganistan
Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Pojadą do Afganistanu, choć po Nangar Khel politycy obiecywali, że będą mieli dłuższe przerwy
Do Afganistanu pojechała właśnie trzecia zmiana. Jednak Dowództwo Wojsk Lądowych już przygotowuje następną. Jak dowiedziała się „Rz”, w skład czwartej zmiany wejdzie kompania manewrowa z 18. Batalionu Desantowo-Szturmowego z Bielska-Białej, czyli ok. 150 żołnierzy. Nasze informacje potwierdza kpt. Wojciech Ciborowski, pełniący obowiązki rzecznika prasowego 6. Brygady Desantowo-Szturmowej z Krakowa, w której skład wchodzi bielski batalion. – Dostaliśmy już rozkaz – mówi.
Żołnierze z Bielska stanowili trzon pierwszej zmiany w Afganistanie. Teraz jadą na czwartą. Wielu z nich będzie więc miało zaledwie roczną przerwę. A po wybuchu afery Nangar Khel politycy i wojskowi mówili, że bielski batalion jest za bardzo eksploatowany, a jego żołnierze zbyt często wyjeżdżają na misje.
W listopadzie ubiegłego roku Prokuratura Wojskowa w Poznaniu postawiła zarzut umyślnego ostrzelania afgańskiej wioski Nangar Khel siedmiu żołnierzom z 18. batalionu.
Wkrótce się okazało, że kilku z zatrzymanych to weterani misji zagranicznych, a jednostka, w której służą, jest praktycznie bez przerwy na nie wysyłana. To miało się zmienić. Według zapowiedzi resortu obrony żołnierze między misjami mieli dostać nawet trzyletnie przerwy. Deklaracje okazały się fikcją.
– Kilkudziesięciu oficerów było namawianych, by pojechali już na trzecią zmianę – mówi jeden z oficerów. Jak już wcześniej pisała „Rz”, chodziło o dowódców zespołów bojowych i ich zastępców.
– To absolutnie niewytłumaczalne, że wśród 140-tysięcznej armii jest tylko jeden batalion złożony, jak niektórzy mówią, z wielu przestępców, który dowódcy naszej armii mogą wysłać na wojnę – zastanawia się gen. Sławomir Petelicki, twórca i pierwszy dowódca jednostki specjalnej GROM. – Sugeruję też decydentom zastanowić się przed podejmowaniem takich decyzji, bo jeżeli zmęczeni i zestresowani poprzednimi misjami żołnierze popełnią jakiś błąd, to opinia publiczna nie będzie już miała wątpliwości, kto jest za to odpowiedzialny.
Natomiast gen. Stanisław Koziej dodaje, że informacje „Rz” są dowodem na to, jak ograniczone są możliwości w zakresie dysponowania jednostkami na misje zagraniczne, przed uzawodowieniem armii. – Musimy się koncentrować na tych kilku, które już są zawodowe. Jednak postulowałbym, by odstępy między wyjazdami wynosiły od 1,5 roku do 2 lat – mówi gen. Koziej. Podobnego zdania jest Janusz Zemke (Lewica), szef Sejmowej Komisji Obrony: – W wojsku jest po prostu krótka ławka, więc w kółko wysyłane są te same jednostki.
Za kilka miesięcy Polska będzie miała swoich żołnierzy na trzech ważnych misjach międzynarodowych. Po niemal pięciu latach misja w Iraku dobiega końca. 900 żołnierzy wróci do kraju 31 października, a odpowiedzialność za bezpieczeństwo w prowincji, w której służą, zostanie przekazana Irakijczykom. Koniec tej misji zbiegnie się jednak z otwarciem innego frontu – w Czadzie. Pierwsi żołnierze już tam pojechali. Przygotowują bazę dla kolejnej, ok. 400-osobowej grupy. Polskie władze zdecydowały też o zwiększeniu kontyngentu w Afganistanie z ok. 1200 do 1600 żołnierzy.
—e.ż.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA