Lotnictwo

Potężny letni chaos na europejskim niebie

Fotorzepa, Robert Gardziński
Piloci i personel pokładowy Ryanaira nie chcą porozumienia z pracodawcą. Kolejny strajk, zaplanowany na najbliższy piątek, 10 sierpnia, może objąć większą liczbę krajów.

Jeszcze niedawno protestowali pracownicy przewoźnika w Irlandii, Szwecji i Belgii. Teraz przyłączają się do nich Niemcy i Holendrzy. I nie chcą już negocjacji z pracodawcą. W Irlandii Ryanair wynajął mediatora.

Czytaj także: Nowe strajki w Ryanairze. Dokąd tym razem nie polecą pasażerowie?

Do dzisiaj przewoźnik z powodu strajków i protestów w tym sezonie letnim odwołał już ponad tysiąc lotów. W najbliższy piątek do tej liczby dojdzie kolejnych 400, w tym przynajmniej 12 z i do Polski. 10 sierpnia Ryanair nie poleci m.in. z Modlina do Sztokholmu (o 8.55), nie będzie również dwóch rejsów (9.15 i 20.40) z Modlina do Charlerois. Nie odbędą się również rejsy w drugą stronę. Podobnie z Krakowa Ryanair nie poleci do Sztokholmu i Charlerois (odpowiednio o 19.00 i 8.55). Z rozkładu wypadł też rejs z Gdańska do Sztokholmu (19.00), nie przyleci samolot ze Sztokholmu do Gdańska (10.50) i do Krakowa (19.00).

– Będziemy mieli niewielkie zakłócenie rozkładu, ale damy sobie z tym radę – mówił odpowiadający za marketing w Ryanairze Kenny Jacobs. - Odnotowujemy postępy w pozostałych krajach Europy, ale rzeczywiście strajki stały się elementem procesu negocjacyjnego. Nie pomaga to w rozmowach. Niemniej jednak na naszych głównych rynkach już jesienią będziemy mieli podpisane układy zbiorowe. Strajki są nie do uniknięcia w transporcie lotniczym, jeśli uznajemy związki zawodowe – dodał.

Ryanair zrobił to w grudniu 2017 i był to przełom w 32-letniej historii przewoźnika. Tyle że prezes tej linii najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy, że za tym przyzwoleniem pójdą także zgłaszane oficjalnie roszczenia. Na razie Ryanairowi udało się podpisać porozumienie z pilotami i załogami w Wielkiej Brytanii, i w ostatniej chwili, unikając strajku, także we Włoszech. Wyćwiczeni w negocjacjach piloci niemieccy z Vereinigung Cockpit dali O'Leary'emu czas do 6 sierpnia na przedstawienie oferty, która by ich satysfakcjonowała, czyli byłaby taka sama, jaką wynegocjowali sobie ich koledzy latający dla TUI. Nie otrzymali jej i najprawdopodobniej w najbliższy piątek 400 niemieckich pilotów nie usiądzie w kokpitach.

Wściekli są piloci szwedzcy, bo Ryanair przed podpisaniem umowy zalecił zmiany w strukturze organizacji związkowej. 50 holenderskich pilotów Ryanaira straciło nadzieję, że ich negocjacje zakończą się pomyślnie. Więc też chcą strajku.

Protesty załóg irlandzkiej linii to tylko jeden z elementów utrudniających tego lata lotnicze podróże po Europie. Co kilka dni strajkują francuscy kontrolerzy lotów. Jak wynika z danych stowarzyszenia Airlines for Europe (A4E), europejskie linie lotnicze tylko w I półroczu 2018 straciły 300 mln euro z powodu opóźnionych i odwołanych lotów oraz konieczności wydłużania trasy przelotu. Liczba lotów spóźnionych tylko w maju 2018 r. wzrosła do 56 tys. z 14 tys. w 2017 w tym samym miesiącu. Lotów odwołanych było 5 tysięcy. Przewoźnicy zamierzają dochodzić odszkodowania od Francji. Zapowiedziały to już Ryanair i easyjet.

Co się należy pasażerom odwołanego lotu

Jeśli przewoźnik nie poinformował o odwołaniu lotu na trasie między portami Unii Europejskiej na przynajmniej dwa tygodnie przed planowaną podróżą, pasażerowi należy się odszkodowanie. I nie ma znaczenia, że Ryanair przekonuje, iż jest inaczej, bo strajki są „siłą wyższą, niezależną od linii". Zdaniem Komisji Europejskiej nie są. Pasażerowie, którzy ucierpią z powodu zakłóceń w podróży (lot musi być opóźniony przynajmniej o trzy godziny bądź odwołany), powinni otrzymać również posiłek (bądź vouchery na jego opłacenie) i nocleg. Wysokość odszkodowania zależy od długości rejsu. Jeśli był krótszy niż 1,5 tys. kilometrów, należy się 200 euro, przy podróży dłuższej, np. z Polski na Wyspy Kanaryjskie, będzie to już 600 euro. Większość przewoźników wypłaca odszkodowanie już na lotnisku. Ale nie zawsze uda się natychmiast je uzyskać. Pozostaje więc złożenie reklamacji na stronie linii bądź skorzystanie z pośrednictwa firm, które takimi sporami zajmują się zawodowo. Nie działają one jednak non profit, zazwyczaj pobierają za usługę ok. jednej trzeciej należnej kwoty.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL