Analizy

Jaki kontra Trzaskowski: Rok 2018 nie będzie w Warszawie jak 2015

Debata prezydencka w 2015 roku
Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Już teraz widać, dlaczego starcie Jaki–Trzaskowski nie przypomina starcia z kampanii prezydenckiej, w której Andrzej Duda wygrał z Bronisławem Komorowskim.

Gdy tylko rozpoczęła się prekampania wyborcza, natychmiast pojawiły się porównania, że w stolicy powtórzy się schemat z ostatniej kampanii prezydenckiej. Kilka miesięcy później widać, że nic takiego nie ma miejsca. Jeśli Patryk Jaki wygra w Warszawie, to w zupełnie inny sposób, niż Andrzej Duda zdobył prezydenturę.

Pierwsza i najważniejsza różnica dotyczy oczekiwań i atmosfery. Mało kto dziś pamięta, jak mocno na prawicy krytykowana była kampania prezydenta Dudy. W zasadzie aż do I tury wyborów nikt nie wierzył w to, że Andrzej Duda pokona Bronisława Komorowskiego. Entuzjazm wobec kandydata PiS było widać np. w liczbie bannerów wieszanych na płotach, ale panowała opinia, że Komorowski jest faworytem. Teraz jest inaczej. Oczekiwania wobec Jakiego podkręcają jego zwolennicy, zwłaszcza w mediach społecznościowych. Niektórzy zaczynają chyba wierzyć, że kilka okrzyków: „Wygra pan", do Jakiego w trakcie spacerów po osiedlach oznacza, że na tak trudnym terenie jak Warszawa kandydat prawicy jest faworytem. Inaczej niż Duda, Jaki ma na starcie duży elektorat negatywny i wyrobiony wizerunek, chociaż – to akurat podobieństwo – podobnie jak Duda dobrze radzi sobie w bezpośrednich rozmowach z wyborcami.

Po drugie, inne jest nastawienie PO. Mimo błędów, zwłaszcza po „restarcie" kampanii, otoczenie kandydata PO i Nowoczesnej oraz on sam zdają sobie sprawę z powagi sytuacji, choć sondaże są korzystne. W 2015 r. nastawienie doradców prezydenta Komorowskiego oraz polityków PO było zupełnie inne. Otoczenie Trzaskowskiego odrobiło lekcję z 2015 r., gdy głównym grzechem PO i Pałacu Prezydenckiego było oderwanie od politycznej rzeczywistości i lekceważenie przeciwnika. Jakiego Platforma nie lekceważy, próbuje też (zwłaszcza w ostatnich dwóch tygodniach) reagować na wydarzenia czy zarzuty pod adresem swego kandydata.

Po trzecie, nie powtarza się sytuacja z Pawłem Kukizem. Tezy sprzed miesięcy, lansowane m.in. przez PiS, o tym, że jego rolę odegra Jan Śpiewak, przestały być aktualne. Bo Śpiewak bardzo mocno atakuje PiS w kontekście reprywatyzacji, co dla Zjednoczonej Prawicy musiało być nieprzyjemnym zaskoczeniem. Reakcje na kolejne informacje podawane przez Śpiewaka najlepiej świadczą o tym, że z tej flanki atak nie był spodziewany. Śpiewak ma szansę rozbić polaryzację PO–PiS, ale po drodze zabierając głosy bardziej wiceministrowi sprawiedliwości niż Trzaskowskiemu.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL