fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nauka

Prawa fizyki stworzył Bóg

Rzeczpospolita
O tym, że katolik może wierzyć w ewolucję oraz o pomostach między światem teologów i naukowców, z ks. prof. Michałem Hellerem, laureatem Nagrody Templetona, zwanej religijnym Noblem, rozmawia Izabela Redlińska
Rz: Czy fizyk, będąc księdzem, nie ma problemów z byciem obiektywnym w sprawach nauki?
ks. prof. Michał Heller: Dlaczego miałbym mieć problemy z obiektywnością? Chyba w tym sensie, że chciałbym coś z góry udowadniać.
Dogmaty religijne stają często w sprzeczności z tym, co udowadnia nauka.
Są problemy w byciu księdzem i uczonym, ale nie tam, gdzie się pani ich spodziewa. Dogmaty akurat w niczym nie przeszkadzają.
Natomiast był w moim życiu okres, w którym trudno mi było przeskakiwać ze świata nauki do świata religii i na odwrót.
Dlaczego?
Te dwa światy bardzo się od siebie różnią. Inaczej rozmawiają ze sobą księża, inaczej uczeni. Nie mówiąc o strojach. Rozmaite są systemy codziennych wartości, nawet savoir-vivre jest inny. Ta częsta zmiana ról była dla mnie psychologicznie trudna. W okresie komunizmu nakładała się na nią jeszcze jedna trudność, mianowicie to, że ksiądz oficjalnie na uniwersytecie był osobą niechcianą. Nie mogłem się czasem tam pokazać, by nie zaszkodzić kolegom. Potem do tej zmiany ról się przyzwyczaiłem. W tej chwili nie ma to dla mnie większego znaczenia.
Prof. Zofia Kielan-Jaworowska, paleobiolog, zdobywczyni nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, nazywanej polskim Noblem, powiedziała w wywiadzie dla „Rz”, że nie wie, jak można pogodzić teorię ewolucji z wiarą w Boga. Ksiądz profesor podpisał się po listem, który wystosowali katoliccy wykładowcy, że można. W jaki sposób?
To jest elementarne pytanie, które dawniej omawiane było w szkole średniej bądź podstawowej, a dzisiaj ludzie z tytułami nie wiedzą, jak sobie z nim poradzić.
Nieporozumienia wynikają z niewiedzy dotyczącej doktryny o stworzeniu świata. Ludzie wyobrażają sobie, że – tak jak się uczy przed Pierwszą Komunią – Pan Bóg stworzył kwiatki, motylki, a więc świat w gotowej postaci.
Tymczasem tradycyjna teologia chrześcijańska mówi całkiem co innego. Stworzenie nie jest aktem jednorazowym, ale nieustanną relacją pomiędzy światem i Bogiem. Polega ona na tym, że świat jest w swoim istnieniu zależny od Boga.
Św. Tomasz z Akwinu przekonywał, że można sobie wyobrazić świat bez początku, a mimo to stwarzany przez Boga nieustannie. Dlatego, że stworzenie to nie jest zapoczątkowanie istnienia, względnie nie tylko zapoczątkowanie, ale podtrzymywanie w istnieniu.
Kiedy w XIX wieku pojawiła się teoria ewolucji, wielu teologów podchwyciło, że ewolucja świata jest dalszym ciągiem stwarzania.Nasz papież, Jan Paweł II, powiedział, że katolikowi wolno uznawać ewolucję, że jest to teoria naukowa. Mity o jej wykluczaniu przez religię są więc nonsensem.
Skąd się w takim razie wzięły?
Na początku XX wieku powstał w Stanach Zjednoczonych ruch tzw. kreacjonistów, którzy interpretowali Biblię dosłownie. Uważali, że teorię ewolucji należy usunąć ze szkół i walczyli o to w bardzo prymitywny sposób. Składali mianowicie wnioski do sądów.
Kiedy sąd najwyższy uchylił wyroki sądów stanowych i stwierdził, że kreacjonizm nie jest teorią naukową, zmienili taktykę. Powstała teoria inteligentnego projektu, która zakładała poprawienie ewolucji, a konkretnie usunięcie z niej pojęcia przypadku jako konkurenta Pana Boga. To kolejne nieporozumienie, wręcz teologiczny błąd. Polega on na wyjęciu przypadku spod boskiej władzy. Tymczasem to, co w naszej perspektywie jest przypadkiem, może być przez Boga zamierzone.
W tłumaczeniu przyczynowości świata nauka często prześciga religię. Ksiądz profesor zresztą w jednym wywiadzie o tym mówił.
Pani traktuje religię jako gorszego typu naukę, która również tłumaczy świat, tylko gorzej. Jest to metodologiczny błąd.
Częsta zmiana ról i przeskakiwanie ze świata nauki do świata religii było dla mnie psychologicznie trudne
Religia jest czymś zupełnie innym od nauki. Nauka ma zasoby swoich metod. W przypadku tej najbardziej dojrzałej i mi bliskiej, fizyki, metody te sprowadzają się do doświadczeń i zmatematyzowanej teorii. Za ich pomocą nie da się niczego udowodnić w religii. Te metody w niej nie funkcjonują, bo religia zajmuje się rzeczami, które są dla nauki niedostępne. Przykładem jest istotne pytanie, które udramatyzował wielki i bliski mi myśliciel Gotfryd Wilhelm Leibniz: – Dlaczego istnieje raczej coś niż nic? Na to pytanie nauka nie odpowiada. Najprościej by było, gdyby nie istniało nic. Nie byłoby żadnych problemów do rozwiązania. A tymczasem istnieje raczej coś niż nic i za pomocą żadnej metody matematycznej, żadnym doświadczeniem nie odpowiemy dlaczego. Teologia odpowiada: istnieje coś, bo coś zostało stworzone.
Kiedyś miałem na ten temat dyskusję ze znanym biologiem Richardem Dawkinsem, który jest autorem bardzo głośnej książki „Bóg urojony”. Książki moim zdaniem bardzo prymitywnej. Kiedy po raz pierwszy ją przeczytałem, to powiedziałem sobie, że ja z tymi problemami, które on tak ostro stawia, uporałem się, gdy miałem 17 lat.
Nasza rozmowa miała miejsce kilkanaście lat temu. Jak twierdził Dawkins, Pan Bóg nie jest nam potrzebny, bo wszystkie zjawiska biologiczne możemy wytłumaczyć za pomocą praw fizyki. A ja na to: OK, bardzo dobrze. W jaki sposób w takim razie wytłumaczysz, skąd wzięły się prawa fizyki. No i dyskusja się skończyła.
Na rynku pojawiło się kilka książek podobnych do tej, jaką napisał Dawkins, w których naukowcy podważają istnienie Boga. Skąd ich popularność wśród czytelników?
Myślę, że jest to też kwestia umiejętnej propagandy, czego doświadczyłem na własnej skórze. Przez wiele lat zajmowałem się pisaniem książek, artykułów i prac naukowych. Miałem swoich czytelników – w Polsce całkiem sporo, za granicą mniej. I nagle z chwilą ogłoszenia Nagrody Templetona w ciągu zaledwie paru godzin sytuacja uległa zmianie. Moja myśl zaczęła być popularna, w Polsce pojawiły się wznowienia moich starych książek i zaczęto myśleć o nowych, z zagranicy napływają propozycje tłumaczeń. Udzieliłem chyba ze 100 wywiadów. Na tym przykładzie widać, ile może reklama.
Ludzie mylnie wyobrażają sobie, że – tak jak się uczy przed Pierwszą Komunią – Pan Bóg stworzył kwiatki, motylki, świat w gotowej postaci
Kiedy ukazała się książka Dawkinsa, byłem w Australii. Z dnia na dzień w oknach wystawowych wszystkich księgarni była tylko ona, wszędzie rzucała się w oczy.
A wśród uczonych?
I znowuż sięgnąć trzeba do niedawnej historii. W pierwszej połowie XX wieku dominującym kierunkiem filozofii był pozytywizm i neopozytywizm. Zakładał on, że jedynie wiedza doświadczalna jest sensowna. Religia, jako że nie może być oparta na empirii, jest więc bezsensowna. Na przełomie lat 60. i 70. pozytywizm dość nieoczekiwanie przestał być dominujący. Jednym z powodów tego był rozwój fizyki. Nie poszła ona w tym kierunku, w jakim przewidywali pozytywiści. Doświadczenie w fizyce nie jest nagie, dotykalne zmysłami. W rezultacie do dobrego tonu zaczęło należeć, by na zjeździe fizycznym był jeden referat filozoficzny. A dzisiaj na wydziałach fizyki wykłada się filozofię.
Powiedziałbym nawet, że poszło to za daleko. Powstały różne irracjonalne prądy, jakieś postmodernizmy, New Age, które są w pewnym sensie wrogiem nauki. W rezultacie dochodzi do śmiesznych sytuacji, że naukowcy szukają sprzymierzeńców wśród teologów, by się wspólnie przeciwstawić zagrożeniu, jakim jest rosnąca fala irracjonalizmu.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki i.redlinska@rp.pl
7 maja w Pałacu Buckingham w Londynie ks. prof. Michał Kazimierz Heller odbierze Nagrodę Templetona przyznawaną za przerzucanie pomostów między nauką a religią. Wraz z nią otrzyma ponad 1,6 mln dolarów (więcej niż laureaci Nobla!). Za te pieniądze powstanie w Krakowie naukowe i teologiczne Centrum im. Mikołaja Kopernika.
Heller ma 72 lata. Urodził się w Tarnowie, gdzie wciąż mieszka. Część dzieciństwa spędził z rodziną na Sybirze. Jest fizykiem, kosmologiem, filozofem i teologiem. Od lat związany z Papieską Akademią Teologiczną, gdzie pełni funkcję kierownika Katedry Filozofii Przyrody oraz dyrektora Ośrodka Badań Interdyscyplinarnych. Członek m.in. Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego. Autor lub współautor kilkuset publikacji. – Jestem człowiekiem, który lubi raczej samotność – mówi „Rz”. – Najlepiej czuję się w swoim pokoju, kiedy mam trochę czasu, żeby coś napisać, popracować.
W wolnych chwilach siada przed komputerem i gra na symulatorach lotów. Najbardziej lubi pilotować jumbo jety. Współpracownicy opisują go jako osobę niezwykle ciepłą i bezpośrednią. Nawet tych dużo młodszych od siebie prosi, by zwracali się do niego po imieniu.
Ks. Heller jest pierwszym polskim zdobywcą Nagrody Templetona. Wśród jej laureatów jest m.in. Matka Teresa z Kalkuty.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA