Kraj

Napieralski będzie kandydował na szefa SLD

Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Grzegorz Napieralski, sekretarz generalny SLD na łamach "Rz" ogłasza, że zmierzy się z obecnym szefem Sojuszu Wojciechem Olejniczakiem w walce o przywództwo w partii.
Rz: Walka o przywództwo na lewicy wkracza w decydującą fazę. Zmierzy się pan z Wojciechem Olejniczakiem na czerwcowym kongresie partii i będzie się ubiegał o fotel szefa SLD?
Grzegorz Napieralski, sekretarz generalny SLD: Tak, wystartuję na kongresie. Czym się pan kierował, podejmując tę decyzję?
SLD potrzebuje silnego, konsekwentnego szefa partii. Osoby, która przywróci jej dobrą pozycję na scenie politycznej. Chcę przywrócić formacji poczucie godności i siłę, by wygrywać wybory. Pan jako szef Sojuszu do tego doprowadzi? Swoją dotychczasową działalnością, zaangażowaniem i pracą na rzecz struktur SLD nie tylko w dobrych, ale też i tych trudnych czasach udowodniłem, że potrafię o swoją formację i ludzi tej formacji walczyć. I chcę o nią walczyć jako przewodniczący SLD. A jak ocenia pan swoje szanse po tym, jak Wojciech Olejniczak wytrącił panu z ręki główny oręż, czyli rozstał się z Partią Demokratyczną? Każdy startuje z nadzieją, że wygra, ale wszystko w rękach członków SLD i to do nich będę apelował o poparcie. A nikt mi niczego nie wytrącił, bo w polityce liczy się to, że ktoś ma poglądy i o nie walczy. Jeśli ktoś inny te poglądy przejmuje, to kto jest zwycięzcą? Ten, kto zaraża swoimi poglądami innych. Wielu działaczy Sojuszu podzielało moje poglądy. Stąd też moja decyzja o starcie na kongresie partii. Nie chcę tracić z partii żadnego znanego polityka. Jak wygram, to złożę propozycję Olejniczakowi Marek Borowski oskarża jednak właśnie pana o rozbicie LiD, a także o to, że lewica jest dziś w rozsypce. Kiedy trzeba było rozwiązywać problemy SLD, Marek Borowski wybrał najkrótszą drogę. Uciekł z SLD i budował nową formację. Myślał, że wygra, a Sojusz utonie. Ja w tym czasie pozostałem, bo wierzyłem, że SLD należy zmieniać. Jeśli Borowski mi teraz zarzuca, że ja niszczę lewicę, to jest niewiarygodny. Borowski dwukrotnie opuścił lewicę, rozbijając ją. A dziś jest sfrustrowany, bo wie, że wszystko przegrał. Czym pan zamierza z Olejniczakiem konkurować? Jak się różnić? Moje poglądy są znane, prezentowałem je publicznie wielokrotnie i pokazują różnice między nami. Ale ci mniej przychylni mówią o panu, że jest „jeszcze mniej ideowy niż Olejniczak” i nie ma pomysłu na lewicę. To są przykre słowa, ale i takie się znajdują. Jeśli ktoś jest nazywany osobą bezideową, a jest w tej partii tyle lat, to trudno w ogóle z takimi słowami polemizować. Mam swoją wizję, wierzę, że jest skuteczna. A mój program dla SLD przedstawię delegatom na zjazdach wojewódzkich, żeby mógł być przedmiotem dyskusji. Te zjazdy to czas kluczowy, bo na nich będą wybierani delegaci na czerwcowy kongres partii. A to właśnie oni zdecydują, kto zostanie nowym szefem SLD. Czy ma pan już orientację, na jakie poparcie może liczyć? Nie prowadzę takich kalkulacji. Zjechałem kraj wszerz i wzdłuż jako sekretarz generalny partii i słyszałem wiele życzliwych słów. Chciałbym, żeby na zjazdach ludzie zobaczyli, że jest człowiek, który wie, czego chce. I jest alternatywą. Jeśli pan wygra, to będzie pan miał jakąś propozycję dla Olejniczaka? On sam powiedział wczoraj w TVN 24, że jeśli ponownie zostanie szefem SLD, to pan nie może być już sekretarzem generalnym partii, bo to prowadzi do „dwuwładzy”. Ja nie chcę tracić żadnych ludzi, już za dużo straciliśmy ich przez te lata. Nie chcę tracić żadnego znanego polityka czy działacza z szeregów partii. Jeśli wygram, to przedstawię szeroką propozycję współpracy. I tym, którzy mnie popierali, i tym, którzy nie popierali. Chcę udowodnić, że będę dobrym przewodniczącym. Ale jak może brzmieć ta propozycja dla Olejniczaka? Jak wygram, to ją złożę.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL