Sport

Zawsze będę w siebie wierzył

Rozmowa: Tomasz Kuszczak, bramkarz Manchesteru United, o swojej roli w reprezentacji Polski
Rz: Bardzo się pan denerwuje, czy znajdzie się na liście 30 piłkarzy, spośród których Leo Beenhakker wybierze kadrę na Euro?
Tomasz Kuszczak: Na pewno jest to dla mnie ekscytujący moment, tak jak dla każdego piłkarza, który jeździł na mecze reprezentacji. Śpię jednak spokojnie, bo niczego już nie zmienię. Dobrze powiedziane: „jeździł na mecze reprezentacji”, bo za wiele to się pan nie nagrał.
Jestem tylko małym segmencikiem w układance Beenhakkera i chociaż dla mnie, podobnie jak dla wielu kibiców, zagadkowe jest to, że nawet po dobrych meczach w klubie, w kadrze siadałem na trybunach, to jednak ani przez chwilę nie zwątpiłem w sens bycia reprezentantem. Nie do końca potrafię to zrozumieć, ale się godzę, muszę się przystosować do tej sytuacji. Żyję myślą, że kiedyś uda mi się wypracować niepodważalną pozycję w kadrze. Widzę na to dużą szansę, bo wszystko zależy ode mnie. A ja zawsze będę w siebie wierzył. Ale przyznał pan, że to Artur Boruc zasługuje na bluzę z numerem „1”. Nie były to słowa z kosmosu, Boruc rozegrał dobre mecze, ale zapewniam, że kiedy zagra słabsze, też o tym powiem. Cieszę się, że moje opinie są poważnie odbierane i że uznaje się je za sprawiedliwe. Tyle że ruletka w reprezentacji będzie się kręcić i nikt nie może mieć pewnego miejsca. Każde zgrupowanie jest dobrą okazją, by coś zmienić. Po meczu ze Stanami Zjednoczonymi kiedy znowu nie zagrał pan ani minuty, wcale się pan nie skarżył. To nowa taktyka? Czuję się częścią zespołu i to że nie gram, chyba nie zabrania mi oceniać występu kolegów. Dziennikarze od dawna mnie podpuszczają, czekają, aż powiem coś kontrowersyjnego, aż kogoś opluję, ale nie daję się sprowokować. Nie mówię nic kontrowersyjnego, bo nie myślę kontrowersyjnie. Jestem tylko szczery. A kiedy powiedział pan, że aby usiąść na ławce rezerwowych, musiałby pan chyba zmienić klub z Manchesteru United na Real Madryt, to nie było kontrowersyjnie? Nie mogłem tak powiedzieć, bo uważam, że Manchester jest lepszym klubem od Realu. To skąd te pogłoski, że w drużynie sieje pan ferment? Pogłoski biorą się stąd, że jestem ambitny i nie poddaję się nawet w trudnych momentach. Niektórzy chcieliby ustawić mnie w kącie, żebym nie przeszkadzał i najlepiej, żebym nawet się nie ruszał. Nie obrażam nikogo ani na nikogo się nie obrażam. Będę grał w reprezentacji Polski, bo jestem dobry. Nie znam bramkarza, który nie ceni najwyżej sam siebie. W naszym fachu to niezbędne. Na trenera Beenhakkera nie powiem jednak złego słowa, to on podejmuje decyzje, a później za nie odpowiada. Przeżywa pan w tym sezonie huśtawkę nastrojów. Kuszczak dostaje czerwoną kartkę – to koniec jego kariery w Manchesterze, Kuszczak broni świetnie – wkrótce zostanie pierwszym bramkarzem. Jaka w końcu jest pana sytuacja? Nie przeżywam żadnej huśtawki. Mam swój cel i do niego dążę. Dostaję od Fergusona szanse, w tym sezonie wystąpiłem już w 15 meczach, całe życie prywatne podporządkowałem grze w Manchesterze i myślę, że spotka mnie w końcu za to nagroda. Nie wiem komu w Polsce zależy, żeby mi się w Anglii nie udało. Jestem pierwszym Polakiem w Manchesterze, a wsparcia nie mam żadnego, tylko po każdym najmniejszym błędzie jestem skreślany. Nie ukrywam, że kiedy w końcu zostanę pierwszym bramkarzem, będę się cieszył, że tym, którzy już dawno mnie skreślili, utarłem nosa. Na razie czekam cierpliwie, ale Manchester jest godnym klubem do czekania. Na grę w takim zespole trzeba zasłużyć.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL