fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Jak Sowieci osądzili szesnastu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego

Porwani przez NKWD przywódcy Polski Podziemnej na ławie oskarżonych podczs procesu przepro-wadzonego od 17 do 21 czerwca 1945 roku w Moskwie
Wikipedia
Związek Sowiecki wielokrotnie łamał prawo, także to uchwalone przez komunistyczną władzę – wynika z ustaleń śledztwa prowadzonego przez IPN.

70 lat temu Sowieci uprowadzili spod Warszawy 16 przedstawicieli Polskiego Państwa Podziemnego i wytoczyli im proces.

Przywódcy PPP zostali aresztowani przez NKWD w Pruszkowie 27 i 28 marca 1945 r., a następnie przewiezieni do Moskwy i osadzeni w więzieniu na Łubiance. Sowieccy oficerowie porwali ich po uprzednim zaproszeniu na rozmowy z przedstawicielem dowództwa 1. Frontu Białoruskiego gen. płk. Iwanowem (ps. Iwana Sierowa, zastępcy szefa kontrwywiadu wojskowego Smiersz).

Szef pionu śledczego warszawskiego oddziału IPN prokurator Marcin Gołębiewicz, który prowadził śledztwo w sprawie procesu szesnastu, jednoznacznie stwierdza, że zatrzymanie przedstawicieli podziemia niepodległościowego było efektem tzw. kombinacji operacyjnej sowieckich służb specjalnych, a także prowokacji obliczonej na ich aresztowanie. Odpowiedzialność za nią spada na Sierowa. To on nawiązał kontakt z gen. Leopoldem Okulickim, dowódcą AK. Celem rozmów miała być normalizacja stosunków między AK a Armią Czerwoną.

O działaniach podejmowanych wobec Polaków informowani byli najwyżsi przedstawiciele ZSRR: Józef Stalin, Wiaczesław Mołotow, szef MSZ, i Ławrientij Beria, szef bezpieki.

W sowieckim więzieniu znaleźli się m.in. gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek", wicepremier i delegat rządu na kraj Jan Stanisław Jankowski, przewodniczący Rady Jedności Narodowej Kazimierz Pużak z PPS, Kazimierz Bagiński, Adam Bień i Stanisław Mierzwa ze Stronnictwa Ludowego, minister i jeden z liderów Narodowej Demokracji Stanisław Jasiukowicz, Antoni Pajdak z PPS.

„Fakt aresztowania przywódców podziemia rozniósł się po całym kraju z niezwykłą szybkością i podziałał jak piorun z jasnego nieba" – wspominał Stefan Korboński, który po Jankowskim objął funkcję delegata rządu.

Oficjalnie dopiero 3 maja 1945 r. Mołotow w San Francisco potwierdził ich aresztowanie pod zarzutem przestępstw popełnionych przeciwko Armii Czerwonej i ZSRR. Z raportu Sierowa do Berii z 23 marca 1945 r. wynika, że o planowanym zatrzymaniu wiedzieli ówczesny premier rządu tymczasowego Edward Osóbka-Morawski oraz lider komunistów Bolesław Bierut.

Niedozwolone metody

Jak ustalił prokurator, w czasie pobytu w moskiewskim więzieniu aresztowani byli przesłuchiwani w systemie tzw. konwejeru, czyli przez wiele godzin, głównie w nocy. Chodziło o to, aby spowodować u nich załamanie fizyczne i psychiczne. Zeznania były zbierane przez oficerów śledczych w języku rosyjskim, a nie wszyscy pokrzywdzeni nim władali. Dlatego – uważa prokurator – „wszelkie zeznania zostały zebrane w wyniku stosowania niedozwolonych metod śledczych" i nie mogą stanowić dowodu ani obciążać pokrzywdzonych.

Prokurator nie ma wątpliwości, że funkcjonariusze państwa sowieckiego przekroczyli swoje uprawnienia. Jego zdaniem, ich czyny wyczerpują znamiona zbrodni komunistycznych.

18 czerwca 1945 r. aresztowani stanęli w Moskwie przed Kolegium Wojskowym Sądu Najwyższego ZSRR. Na ławie oskarżonych w Sali Kolumnowej Domu Związków Zawodowych zasiadło 15 przywódców polskiego państwa (Antoni Pajdak sądzony był w odrębnym procesie). Procesowi przewodniczył gen. Wasilij Ulrich, znany z pokazowych procesów politycznych z lat 30. Obok niego w składzie sędziowskim znaleźli się generalny prokurator wojskowy ZSRR gen. Nikołaj Afanasjew oraz gen. Roman Rudenko (reprezentował później ZSRR w procesie norymberskim).

W akcie oskarżenia stwierdzono m.in. „nielegalność" Armii Krajowej oraz Rady Jedności Narodowej, zarzucono aresztowanym zajmowanie się „terrorystycznymi aktami dywersji" i „szpiegostwem" na tyłach Armii Czerwonej, a także przygotowywanie planu „wystąpienia wojennego w bloku z Niemcami przeciwko ZSRR". Oddziałom AK przypisano, że tylko w okresie od 28 lipca do 31 grudnia 1944 r. zabili 277 i ranili 94 żołnierzy Armii Czerwonej. Zarzuty te formułowane były na podstawie sowieckiego kodeksu karnego, a konkretnie art. 58, który obejmował tzw. przestępstwa kontrrewolucyjne, dywersję, członkostwo w organizacji terrorystycznej, szpiegostwo.

Odpowiadając na zarzuty, gen. Okulicki stwierdził m.in.: „Nie możecie nam dowieść, że nie walczyliśmy z Niemcami. (...) Oskarżenia o współpracę z Niemcami to pozbawienie honoru, to oskarżenie narodu polskiego o to, że brał udział w podziemnej walce". 21 czerwca 1945 r. Kolegium Wojskowe SN ZSRR ogłosiło wyrok. Gen. Okulicki skazany został na dziesięć lat więzienia, Jankowski na osiem lat, Bień i Jasiukowicz po pięć lat, Pużak na półtora roku. Michałowski, Kobylański i Stemler-Dąbski zostali uniewinnieni.

Wysokość wymiaru kary dla 12 osób kolegium skwitowało dwoma zdaniami. – Stwierdzono, że wzięto pod uwagę okoliczności sprawy, nie rozwinięto tego bliżej oraz „kierowano się faktem zwycięskiego zakończenia przez ZSRR Wielkiej Wojny Ojczyźnianej" – opisuje Marcin Gołębiewicz.

Złamali własne postanowienia

– Oczywiste jest, że wyrok Kolegium Wojskowego SN ZSRR nie był niezawisły. Najlepszym tego dowodem jest złożony na ręce Stalina i Mołotowa raport z 31 maja 1945 r., w którym Beria i Mierkułow zaproponowali skład personalny oraz obsadę oskarżycieli publicznych, ponadto miejsce posiedzenia Kolegium, z zaznaczeniem terminu zakończenia śledztwa – wyjaśnia prokurator. – Wskazali także, aby wystawić wnioski aresztowania w imieniu kontrwywiadu wojskowego Smiersz z zatwierdzeniem przez prokuratora wojskowego 1. Frontu Białoruskiego na 10–15 marca 1945 r., czyli na kilka dni przed rzeczywistą datą zatrzymania – opisuje prokurator. „To jest niczym innym jak wnioskiem o akceptację antydatowania nakazów aresztowania na podstawie fikcyjnych przesłanek, które w rzeczywistości nie miały miejsca, w celu pozoru legalności aresztowania pokrzywdzonych". Podstawą tej decyzji miało być porozumienie zawarte pomiędzy Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego a rządem ZSRR o stosunkach między sowieckim wodzem naczelnym a polską administracją po wkroczeniu wojsk na terytorium Polski (zawarte 26 lipca 1944 r.). Z porozumienia tego wynikało, że jurysdykcji polskiej podlegać będzie ludność cywilna, a także członkowie Polskich Sił Zbrojnych, także w przypadku przestępstw popełnionych przeciwko wojskom sowieckim, z wyjątkiem czynów popełnionych w strefie operacji wojennych – dodaje.

Jak zauważa, wydawać by się mogło, że Sowieci powinni przestrzegać postanowień chociażby zawartych z PKWN, który przecież nie był legalnym rządem i nie mógł zawierać takich umów. Tak się jednak nie stało.

– Linia frontu przebiegała wtedy wzdłuż Odry i Nysy Łużyckiej. Chociaż porozumienie nie precyzowało pojęcia strefy operacji wojennych, bezsporne jest, że Pruszków, znajdujący się 300 km od linii działań wojennych, nie wchodził do strefy operacji wojennych. Zatem zatrzymanie było oczywiście bezprawne i bezpodstawne – tłumaczy prokurator.

Przypomina też, że pokrzywdzeni byli obywatelami polskimi i swoją działalność podejmowali na terytorium Rzeczypospolitej jako przedstawiciele legalnie działających władz oraz partii politycznych. Nie mogli zostać pociągnięci do jakiejkolwiek odpowiedzialności, bo zgodnie z obowiązującym wtedy kodeksem karnym z 1932 r. nie popełnili czynu zabronionego.

Wniosek o oskarżenie zatwierdziło Biuro Polityczne KC WKP(b) 13 czerwca. Ten komunistyczny organ polityczny zleciał kontrolę nad przebiegiem procesu m.in. Mołotowowi, Berii, a uchwałę podpisał Stalin.

Oceniając moskiewski proces, historyk prof. Wojciech Roszkowski pisał: „Było rzeczą niezwykle symboliczną dla losów Polski, którą z woli Kremla zaczynano nazywać »ludową«, że wyrok (...) ogłoszono 21 czerwca, w dniu, gdy opublikowano komunikat o porozumieniu moskiewskim w sprawie Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej".

Gołębiewicz dodaje: „Rzeczywistym celem postępowania karnego było odsunięcie przedstawicieli legalnej władzy oraz reprezentantów czołowych ugrupowań politycznych od udziału w tworzeniu struktur administracyjnych odradzającego się po okupacji niemieckiej kraju. Było to zatem działanie nakierowane na wsparcie rządu lubelskiego jako głównego ośrodka tworzącej się nowej władzy państwowej". – Proces miał ewidentnie charakter polityczny, i to w wymiarze międzynarodowym – uważa śledczy IPN.

Konsul zdobywa dowody

Zasadnicze dokumenty dotyczące moskiewskiego procesu zdobył Michał Żórawski, w latach 90. konsul w Moskwie. Dzięki niemu do Polski trafiły m.in. zeznania aresztowanych, korespondencja pomiędzy Berią, Wsiewołodem Mierkułowem (zastępcą Berii, odpowiedzialnym za zbrodnię katyńską) i Sierowem, a także Mołotowem i Stalinem, teczki oskarżonych, m.in. gen. Okulickiego. Zostały one przez niego skopiowane w Prokuraturze Wojskowej ZSRR przy okazji procesu rehabilitacyjnego skazanych w tym procesie.

Michał Żórawski, docierając do dokumentów, wykorzystał prywatne kontakty z Rosjanami. Był on postacią nietuzinkową. Z informacji, którą otrzymaliśmy z MSZ, wynika, że w latach 80. był działaczem opozycji demokratycznej. Przez wiele lat związany był ze Spółdzielczością Mleczarską. W 1980 r. został przewodniczącym Zarządu Krajowego NSZZ „Solidarność" Pracowników Spółdzielczości Mleczarskiej. Po wprowadzeniu stanu wojennego pracował jako taksówkarz, od 1988 r. był członkiem Komitetu Obywatelskiego „Solidarność". W dyplomacji pracował od roku 1990 do 2003 (w Moskwie i Charkowie).

Prokuratura IPN dysponowała też materiałami odnalezionymi przez Wojskową Komisję Archiwalną MON w Centralnym Państwowym Archiwum w Moskwie oraz analizami historyków. W czasie śledztwa prokurator wystąpił do władz Rosji o udzielenie międzynarodowej pomocy prawnej, chcąc uzyskać całość dokumentów dotyczących zatrzymania Polaków i procesu. Jednak Główna Prokuratura Federacji Rosyjskiej, powołując się na postanowienie europejskiej konwencji o wzajemnej pomocy prawnej w sprawach karnych z 20 kwietnia 1959 r. oraz umowy między Federacją Rosyjską a Polską o pomocy prawnej z 16 września 1996 r., odmówiła realizacji wniosku. Uznała, że zgodnie z kodeksem karnym FR przestępstwa, w sprawie których IPN prowadził śledztwo, przedawniły się. – Przywołano kodeks karny ZSRR z 1926 r., który nie przewidywał, aby przedawnieniu nie podlegały jakiekolwiek kategorie przestępstw – opisuje prokurator.

Okoliczności śmierci bohaterów

Trzech spośród skazanych zakończyło życie w sowieckich więzieniach. Pozostali działacze wrócili do kraju, wciąż byli jednak represjonowani przez komunistów.

W czasie śledztwa prokurator w teczce osobowej gen. Okulickiego odnalazł m.in. akt zgonu wystawiony przez lekarza więziennego MSW ZSRR płk. Finajewa i naczelnika działu sanitarnego więzienia płk. Łarina. Odtworzono ostatnie godziny życia generała. Do szpitala więziennego Butyrki w Moskwie trafił on 23 grudnia 1946 r. z powodu ostrej niedrożności jelit. Operowany był o godz. 23. Zmarł 24 grudnia 1946 r. o godz. 13.15. Po sekcji zwłok stwierdzono, że śmierć Okulickiego nastąpiła wskutek porażenia serca na tle zatrucia w związku z rozległym zapętleniem dolnego odcinka jelita cienkiego. 28 grudnia 1946 r. wydano na piśmie zezwolenie na kremację zwłok. Prochy generała zostały złożone w zbiorowej mogile nr 3 na Cmentarzu Dońskim w Moskwie (znajdują się tam szczątki tysięcy ofiar stalinowskich).

Z ustaleń konsula Żórawskiego wynika, że Jan Stanisław Jankowski odbywał karę więzienia w carskim etapowym więzieniu we Włodzimierzu nad Klaźmą, gdzie ciężko chory zmarł 13 marca 1953 r. o godz. 4 (na 14 dni przed końcem kary). Nie wiadomo, jaka była przyczyna śmierci. Ciało zostało złożone do grobu przy murze na przywięziennym cmentarzu razem z innym więźniem, którego skazano za „czyn kontrrewolucyjny". Z ustaleń prokuratury wynika, że został tam złożony legendarny dowódca armii estońskiej gen. Johan Laidoner. Jak mówi były grabarz więzienny Worobiew (dotarł do niego konsul), miejsce to zostało zajęte na inne pochówki.

Stanisław Jasiukowicz zmarł na serce 22 października 1946 r. o godz. 17 w szpitalu więziennym w Butyrkach w Moskwie i także został pochowany na Cmentarzu Dońskim.

Jak kończą oprawcy

Prokurator IPN zarzucił sprawstwo kierownicze generałowi sowieckiej bezpieki Iwanowi Sierowowi (za udział w tej operacji dostał order bohatera ZSRR i awans). Ten późniejszy szef KGB zmarł jednak 1 lipca 1990 r. w Moskwie. Inni zaangażowani w porwanie i proces Polaków zakończyli życie w bardziej gwałtowny sposób. Szef wydziału śledczego ds. specjalnych NKWD Lew Włodzimierski (przesłuchiwał Okulickiego i Jankowskiego) został rozstrzelany w 1953 r. Taki sam los spotkał w 1955 r. zastępcę szefa bezpieczeństwa państwowego z wydziału ds. specjalnych NKWD Lwa Szwarcmana. Mierkułow i Beria zostali rozstrzelani w grudniu 1953 r.

Przewodniczący składu orzekającego Kolegium Wojskowego SN ZSRR gen. Wasilij Ulrich zmarł w 1951 r., generalny prokurator wojskowy ZSRR gen. Nikołaj Afanasjew w 1979 r., a prokurator Roman Rudenko w 1981 r.

19 kwietnia 1990 r. Plenum SN ZSRR w jednoosobowym składzie prezesa sądu Smolencewa uchyliło wyroki wobec przywódców PPP i umorzyło przeciwko nim postępowanie z braku znamion przestępstwa.

Autor jest dziennikarzem „Rz"

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA