fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Wielka niepewność w PO

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Kilku parlamentarzystów PO sonduje, czy PiS byłoby skłonne wziąć ich na swe listy wyborcze – dowiedziała się „Rzeczpospolita".

W Platformie po przegranych wyborach dochodzi do coraz większych tarć. W środę publicznie starli się były minister sprawiedliwości Marek Biernacki oraz poseł PO Stefan Niesiołowski.

Biernacki uznał, że Polacy mogą być już zmęczeni Platformą. Jego zdaniem partia znajduje się na zakręcie. Skrytykował także zarząd PO, który analizował w poniedziałek przyczyny porażki.

– Zarząd był wstrząśnięty i zmieszany – stwierdził w TVN 24. Jednocześnie bronił prezydenta Bronisława Komorowskiego. – To nie pan prezydent przegrał wybory prezydenckie, ale PO – uznał.

To rzadka opinia w Platformie, w której panuje przekonanie, że wybory przegrał Komorowski oraz jego sztab. W poniedziałkowy wieczór, tuż przed obradami zarządu PO, szef partyjnych struktur Andrzej Biernat oświadczył: – To był nasz kandydat, ale sztab nie był nasz. Sztab był pana prezydenta Komorowskiego, nie PO. Platforma nie przegrała, to dlaczego mamy jakieś konsekwencje wyciągać? Wobec kogo? – dziwił się.

Choć później za te słowa przeprosił, to jednak takie myślenie jest wśród członków władz PO powszechne.

Biernacki uważa jednak, że to PO musi przeanalizować swoje błędy. – Podkreślam: swoje, a nie sztabu pana prezydenta – oświadczył.

Na odpowiedź nie musiał długo czekać. – Takimi wypowiedziami Marek Biernacki nam szkodzi. Może to on jest na zakręcie – uznał Stefan Niesiołowski.

Sam Biernacki, nieformalny lider konserwatystów w PO, nie myśli o zmianie barw politycznych. Ale, jak ustaliliśmy, kilku innych konserwatywnych polityków sonduje, czy PiS byłoby skłonne wziąć ich na swe listy wyborcze. Według naszych informacji to głównie politycy z drugiego partyjnego szeregu, którzy nie angażowali się w wojnę między PO a PiS.

Konserwatyści czują się w Platformie coraz gorzej, bo pod rządami Ewy Kopacz partia skręciła zdecydowanie w kierunku światopoglądowej lewicy. Z tego powodu z PO wystąpił niedawno senator Tadeusz Kopeć.

To niejedyny problem PO. Ruszyła walka o kontrolę nad najsilniejszą w tej chwili partyjną frakcją, tzw. spółdzielnią. Do niedawna jej nieformalnymi liderami byli Biernat oraz jego przyjaciel Cezary Grabarczyk. Tyle tylko, że obaj mają kłopoty.

Dochody Biernata prześwietla CBA, zaś prokuratura podejrzewa, że Grabarczyk uzyskał z naruszeniem prawa pozwolenie na broń. – To poważne sprawy. W najbliższym czasie obydwaj będą tracili na znaczeniu w PO – twierdzi nasz rozmówca zbliżony do władz partii. Według naszych rozmówców w tej sytuacji kontrolę nad spółdzielnią próbuje przejąć Tomasz Lenz, lider PO w Kujawsko-Pomorskiem.

Jednocześnie w regionach na całego ruszyła wojna o kształt list wyborczych. Ponieważ posłowie się obawiają, że Platforma przegra wybory na jesieni i spora część z nich nie dostanie się do Sejmu, walka jest tym brutalniejsza. Kluczowa jest inspirowana przez Donalda Tuska próba znacznego osłabienia Grzegorza Schetyny. Kampanią PO do parlamentu ma kierować jego zaprzysięgły wróg Jacek Protasiewicz, szef dolnośląskiej PO. – Protasiewicz wycina ludzi Schetyny do żywego. A co ze Schetyną? W tej chwili nie można go całkowicie wyeliminować. Ale może np. dostać ofertę startu do Senatu – kreśli scenariusz sojusznik Schetyny.

Według naszych rozmówców Tusk dał sygnał do rozprawy ze Schetyną, bo obawia się, że na jesieni ambitny szef MSZ pozbawi Kopacz władzy w partii.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA