fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Energetyka to nie wyborcza amunicja

Andrzej Malinowski
materiały prasowe
To, że kampania wyborcza ma swoje prawa, nie znaczy, że my, wyborcy, musimy robić dobrą minę do złej gry – szczególnie, gdy jest to gra oparta na niewiarygodnym cynizmie i ogromnej głupocie.

Gra szkodząca Polsce, rozbudzająca w opinii publicznej nadzieje, które nigdy nie zostaną spełnione, i utwierdzająca szkodliwe stereotypy.

Okazuje się, że Polska zostawia w tyle naftowe raje, jeżeli chodzi o możliwości świadczeń socjalnych dla obywateli. Przynajmniej tak wynika z wypowiedzi kandydatów, którzy spieszą zająć miejsce obecnego prezydenta. Obniżyć wiek emerytalny? Żaden problem. Stałe świadczenia na każde dziecko? A pewnie. Jakże blado przy tym wypada słynne 100 milionów prezydenta Lecha Wałęsy!

Prezydencki wyścig niedługo dobiegnie końca, lecz czekają nas miesiące kampanii przed wyborami do Sejmu. Na pewno będzie ona niezwykle ostra i, co za tym idzie, niezwykle populistyczna. Możemy więc zapomnieć o tym, że politycy różnych opcji uszanują fakt, iż pewne kwestie nie mogą stać się cepami do młócenia przeciwnika. A do takich kwestii z pewnością należy energetyka.

Dzisiaj nie można mówić o bezpieczeństwie energetycznym Polski w oderwaniu od sytuacji geopolitycznej w naszym regionie i od pozycji Polski w Unii Europejskiej. Tym bardziej więc należy ważyć każde słowo na ten temat, bo jest ono z uwagą słuchane nie tylko nad Wisłą – szczególnie gdy dotyczy to kwestii wyjątkowo trudnych.

Do takich należy opóźniająca się budowa terminalu LNG w Świnoujściu. Największa partia opozycyjna już ma gotowe wyjaśnienie: indolencja władzy, niewiarygodni wykonawcy, a w tle niemalże rosyjska dywersja. Niepoważnie brzmi porównywanie wielkiej inwestycji do prowizorycznego terminalu uruchomionego przez Litwę i wskazywanie: „Proszę, a Litwini mogli!". Świetnie, że naszym sąsiadom się udało, lecz od lamentów świnoujska inwestycja nie przyspieszy – tym bardziej że tym narzekaniom nie towarzyszą konkretne, konstruktywne propozycje.

Naprawdę obawiam się politycznych komentarzy po tym, jak poznamy wynik rozmów PGNiG z Gazpromem w sprawie obniżki cen gazu. Dla zawodowych krytyków nawet największa obniżka nie będzie satysfakcjonująca. Wmawianie Polakom, że Gazprom jest słaby, więc w zasadzie zgodzi się na wszystko – jest po prostu głupie. A takie głosy, niestety, się pojawiają. Obecne władze spółki mają nie lada zadanie: negocjują z państwowym rosyjskim koncernem w sytuacji, gdy stosunki między oboma państwami są najgorsze w historii III RP. W tle rozmów biznesowych między dwoma podmiotami znajduje się trudna, ba – arcytrudna polityka. Dlatego warto czasami odwołać się do zasady, że milczenie jest złotem. Później zaś, gdy poznamy rezultat negocjacji, należałoby dyskutować merytorycznie, a nie używać kwestii gazowej jako politycznej amunicji. Strzały taką amunicją wzbudzą bowiem największą radość nie na naszym podwórku.

Nieprzypadkowo w kampanii prezydenckiej pomysłów na usprawnienie polityki energetycznej Polski w ogóle nie słychać. Powiedzieć coś sensownego na ten temat jest trudniej, niż obiecywać socjalny raj. Tym bardziej obawiam się więc tego, że jeśli energetyka pojawi się w kampanii parlamentarnej, będą to niemal wyłącznie ataki, a nie konstruktywne propozycje.

Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA