fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dane osobowe

Prof. Rogalski o prawie telekomunikacyjnym: Pokażcie nam swoje billingi

www.sxc.hu
Po unieważnieniu dyrektywy nie ma gwarancji, że sąd będzie kontrolował, czy udostępnianie i wykorzystywanie danych służy tylko zamierzonym celom – pisze prof. Maciej Rogalski.

Czy uregulowanie gromadzenia i udostępniania danych telekomunikacyjnych wymaga zmian?

Problematyka billingów, czyli wykazów połączeń telefonicznych, od zawsze wywołuje emocje i dyskusje. Nie może to budzić zdziwienia, skoro nie tylko dotyczy aktywności organów ścigania i podmiotów zobowiązanych do ich udostępnienia, ale przede wszystkim wkracza w bardzo wrażliwy obszar praw i wolności obywatelskich. Podstawowym kłopotem jest konieczność zwalczania przestępczości przez organy ścigania i jednoczesnej ingerencji organów państwa w prawa obywateli. Ingerencja ta nie może być nadmierna. Zagwarantować to powinny przede wszystkim przepisy prawa o udostępnianiu przekazów i danych telekomunikacyjnych. Powstaje pytanie, czy uregulowania te są prawidłowe, czy pozwalają na pozyskiwanie adekwatne do celów, jakim służą, zarówno pod względem ilościowym, jak i zakresu przekazów oraz danych telekomunikacyjnych, zwłaszcza billingów.

Czym zgrzeszyła dyrektywa

Ustawa–Prawo telekomunikacyjne zawiera w art. 179 i następnych postanowienia o udostępnianiu danych billingowych. W relacji z nimi pozostają regulacje innych ustaw określające podmioty uprawnione do ich pozyskiwania, np. na potrzeby postępowań sądowych oraz prokuratorskich (art. 218–218b kodeksu postępowania karnego). Jest to implementacja dyrektywy 2006/24/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 15 marca 2006 r. w sprawie zatrzymywania generowanych lub przetwarzanych danych w związku ze świadczeniem ogólnie dostępnych usług łączności elektronicznej lub udostępnianiem publicznych sieci łączności. Dyrektywa 2006/24/WE została zaimplementowana do prawa krajowego poprzez nowelizację prawa telekomunikacyjnego z 24 kwietnia 2009 r. W wyroku z 8 kwietnia 2014 r. w połączonych sprawach C?293/12 i C?594/12 Trybunał (Wielka Izba) stwierdził jednak jej nieważność. W uzasadnieniu tego wyroku poddał jej postanowienia druzgocącej krytyce. Wskazał w szczególności, że:

- dyrektywa 2006/24 obejmuje generalnie wszystkie jednostki, środki łączności elektronicznej i dane o ruchu, przy czym nie przewiduje jakiegokolwiek zróżnicowania, ograniczenia ani wyjątku zależącego od celu zwalczania poważnych przestępstw. W efekcie zastosowanie ma nawet do tych osób, wobec których nie można wszcząć postępowania karnego, bo nie ma po temu podstaw ani faktycznych, ani prawnych;

- nie przewiduje żadnych wyjątków dla osób. Oznacza to, że stosowana jest także do osób, których kontaktowanie się i pozyskiwane wiadomości na gruncie przepisów prawa krajowego objęta są tajemnicą zawodową;

- nie tylko nie wyznacza ogólnych granic swojego zastosowania, ale także nie przewiduje żadnego obiektywnego kryterium, które pozwoliłoby zagwarantować, że właściwe organy krajowe będą miały dostęp do danych i będą mogły je wykorzystywać wyłącznie w celu zapobiegania, wykrywania i ścigania przestępstw;

- nie przewiduje żadnego obiektywnego kryterium, które pozwoliłoby ograniczyć liczbę osób uprawnionych do uzyskiwania dostępu i późniejszego wykorzystywania zatrzymanych danych do przypadków, gdy jest to konieczne do realizacji zamierzonego celu;

- uzyskanie przez właściwe organy krajowe dostępu do danych nie podlega uprzedniej kontroli sądu lub niezależnego organu administracyjnego. Sąd lub niezależny organ administracyjny powinien kontrolować, czy udostępnianie i wykorzystywanie danych ogranicza się do przypadków koniecznych do osiągnięcia zamierzonego celu.

Po stwierdzeniu nieważności dyrektywy 2006/24 powstał więc problem, czy przepisy prawa krajowego stanowiące jej implementację nadal obowiązują. Wydaje się w obecnej sytuacji konieczne przyjęcie, że pomimo uchylenia dyrektywy 2006/24 retencja danych jest dopuszczalna i stanowi usprawiedliwione interesem publicznym ograniczenie praw i wolności. Sformułowanie innego, także teoretycznie możliwego, wniosku prowadziłoby w praktyce do trudnego do zaakceptowania chaosu. Podmioty zobowiązane do gromadzenia i udostępniania danych telekomunikacyjnych powinny przestrzegać przepisów krajowych, w szczególności prawa telekomunikacyjnego, dopóki Trybunał Konstytucyjny albo ustawodawca nie uchyli ich lub nie zmieni.

Najpierw mocne fundamenty

Powstały problem można rozwiązać poprzez wprowadzenie niezbędnych zmian do przepisów określających uprawnienia do żądania danych telekomunikacyjnych oraz odpowiadające im zobowiązania przedsiębiorców telekomunikacyjnych. W szczególności powinno być zmienione prawo telekomunikacyjne, a także inne ustawy, np. ustawa o policji, regulujące uprawnienia do żądania danych telekomunikacyjnych. Powinien być stworzony nowy model ich zbierania i udostępniania. Częścią tego modelu powinny być nie tylko zmiany w przepisach o charakterze materialnym czy procesowym, ale także ustrojowym, np. powołanie organu zajmującego się nadzorowaniem oraz kontrolą pozyskiwania i udostępniania danych telekomunikacyjnych. Budowę tego modelu trzeba oprzeć na fundamentach wyznaczonych z jednej strony potrzebami organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, a z drugiej – wolnościami obywatelskimi. W postawieniu dobrej i trwałej konstrukcji na tak przygotowanych fundamentach bardzo pomoże uzasadnienie wyroku Trybunału stwierdzającego nieważność dyrektywy 2006/24/WE.

Autor jest prof. n dr. hab, Członkiem Zarządu T-Mobile Polska S.A., wykładowcą Studium regulacji sektorowych Uczelni Łazarskiego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA