Świat

Kto jest winny śmierci Rumuna?

Adrian Cioroianu poniósł konsekwencje tragicznego wydarzenia w polskim areszcie
AFP
Tragiczna śmierć obywatela Rumunii prowadzącego strajk głodowy w krakowskim areszcie stała się formalną przyczyną dymisji szefa rumuńskiej dyplomacji Adriana Cioroianu
Ta sprawa od kilku dni nie schodzi w Rumunii z czołówek gazet. Claudiu Crulic, oskarżony o kradzież, domagał się w areszcie wizyty rumuńskiego konsula. Do tego nie doszło, zaczął więc strajk głodowy. Po kilku miesiącach, wycieńczony, trafił do szpitala – i tam zmarł w styczniu tego roku. Kto jest winien – Polacy czy Rumuni? Na razie pierwszym, który poniósł konsekwencje, jest rumuński minister. Z rumuńskich mediów wiadomo też, że można się spodziewać pociągnięcia do odpowiedzialności rumuńskiego konsula w Warszawie.
– To tak czy inaczej skandal. Nawet jeśli zostanie udowodnione, że swych obowiązków nie dopełniły rumuńska ambasada czy konsulat, to strona polska nie zrzuci z siebie odpowiedzialności – mówi „Rz” Kazimierz Jurczak, były konsul RP w Bukareszcie, obecnie pracownik naukowy Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jego zdaniem ten dramatyczny incydent może negatywnie wpłynąć na stosunki polsko–rumuńskie. – Jest to bowiem kolejny dowód, że Rumuni są w Polsce źle traktowani – dodaje. Zdaniem Kazimierza Jurczaka cała sprawa była jedynie pretekstem do oczekiwanej od pewnego czasu dymisji szefa rumuńskiej dyplomacji. W Ambasadzie Rumunii w Warszawie nie chciano komentować ani dymisji ministra, ani dramatu Claudiu Crulica. Usłyszeliśmy jedynie, że trwa śledztwo, a wszelkie najważniejsze dokumenty dotyczące losów Crulica znajdują się w rękach polskich.
Claudiu Crulic do Polski pierwszy raz przyjechał w latach 90. 11 lipca 2007 r. w krakowskim sklepie obuwniczym ktoś ukradł portfel sędziemu Sądu Najwyższego. Policja podejrzewała, że sprawcami są właśnie Crulic i jego przyjaciółka. Zostali zatrzymani we wrześniu 2007 r. Sędzia rozpoznał w Crulicu złodzieja, ale on się nie przyznał do winy. Mimo to sąd nakazał tymczasowe aresztowanie. Trafił do aresztu przy ul. Montelupich. W czasie śledztwa Crulic chciał, aby do akt jego sprawy dołączono bilet autobusowy, wykupiony na podróż z Krakowa do Mediolanu. Bilet był datowany na 10 lipca, co dowodziłoby, że Rumun wyjechał z Polski i 11 lipca, kiedy popełniono kradzież, nie było go w Krakowie. Rumuńska gazeta „Adevarul” twierdziła wczoraj, że tak właśnie było. Czyżby Crulica zatrzymano bezpodstawnie? We wrześniu 2007 r. Crulic napisał list, w którym domagał się kontaktu z rumuńskim dyplomatą. Ale nikt nie zajął się jego sprawą. Na początku stycznia 2008 r. znalazł się w szpitalu więziennym. Był w bardzo złym stanie. „Tygodnik Powszechny”, który opisał jego losy, twierdzi, że miał żal, iż ambasada nie interesuje się jego losem. Mężczyzna trafił następnie do krakowskiego szpitala MSWiA. Przy wzroście 175 cm ważył 40 kg. Tam zmarł. Kto jest winny takiej sytuacji? Władze aresztu twierdzą, że postępowały zgodnie z procedurami. – Winny jest sąd. Wydał absurdalną decyzję o tymczasowym aresztowaniu. Nie nadzorował pobytu tej osoby w areszcie, a to jego obowiązek – mówi „Rz” prof. Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – Wszyscy przerzucają się winą, ale to sąd ostatecznie odpowiadał za los osadzonego. W areszcie śledczym przy Montelupich trwa inspekcja.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL