Historia

Podrzynanie gardeł muzułmanom

Archiwum „Mówią Wieki"
Z czasem relacje ustąpiły miejsca martyrologicznemu patosowi. Marokański historyk Ali ibn Abi Zar al Fasi w napisanej na początku XIV wieku kronice „Ogród stronic” przekazuje nam mocno udramatyzowany obraz bitwy: „Przeciwnicy spotkali się w miejscu nazywanym Hisn al Ikab.
Tam miała miejsce bitwa. Na szczycie wzgórza rozbito czerwony namiot gotowy do bitwy. Al Nasir wszedł do niego i usiadł na swojej tarczy, a koń był uwiązany obok. Namiot otoczyli uzbrojeni po zęby czarni mężowie (niewolnicy afrykańscy —j.r.).
160 tysięcy ochotników ruszyło też na wroga i opadło go, ale wkrótce zniknęło pośród szeregów chrześcijan, którzy zgnietli ich i walczyli z wielką zaciekłością. Muzułmanie bronili się bohatersko. Wszyscy ochotnicy zginęli jako męczennicy. Żaden nie przeżył. Oddziały almohadzkie, arabskie i andaluzyjskie przypatrywały się bez ruchu. Gdy chrześcijanie skończyli z ochotnikami, opadli z niezwykłą siłą na Almohadów i Arabów (...) Kiedy Almohadzi, Arabowie i Berberowie, ujrzeli, że wycięto ochotników, że Andaluzyjczycy uciekają, a przebieg bitwy robi się coraz bardziej niepomyślny i przybywa chrześcijan, poszli w rozsypkę, opuszczając al Nasira. Niewierni ruszyli za nimi w pościg z mieczami w ręku, aż zbliżyli się do kręgu czarnych otaczających wodza jak mur nie do przejścia, ale nie dali rady zrobić w nim wyłomu. Wtedy dosiedli swych koni, szukając przejścia między nimi, i natarli na włócznie czarnych zwrócone przeciw nim i przełamali ich szeregi. Al Nasir wciąż siedział na swej tarczy przed namiotem, nie ruszając się z miejsca i odrzekł: – Zaiste Bóg mówił prawdę, a Szatan kłamał.
Zbliżył się doń Arab dosiadający klaczy i spytał: – Panie, jak długo chcesz tu zostać? O Książę Wiernych, zaprawdę Sąd Boży już się dopełnił, wola Pana się wypełniła i muzułmanie giną. Wtedy al Nasir podniósł się, pragnąc dosiąść swego rumaka, ale Arab powstrzymał go, mówiąc: – Dosiądź, Panie, tej klaczy, jest szlachetnego rodu i niezhańbiona. Może Bóg cię dzięki niej uratuje, bo w twoim ratunku jest nasz los. Al Nasir dosiadł klaczy. Podrzynanie gardeł muzułmanom trwało aż do nocy, a miecze niewiernych tak ich cięły, że z tysiąca ludzi nie ocalał nikt. Adiutanci Alfonsa krzyczeli: – Zabijajcie ich, nie bierzcie do niewoli! Kto weźmie kogoś do niewoli, sam zostanie zgładzony razem z nim! I wróg nie wziął tego dnia żadnego jeńca. Ta straszliwa klęska miała miejsce w poniedziałek 15. dnia miesiąca Safar 609 roku. A począwszy od tej tragedii, zaczęła słabnąć władza muzułmanów w Andaluzji, a ich sztandary już nie powiewały na znak zwycięstwa. Wróg rósł z tego powodu w siłę, zajmował ich zamki i większość ziemi”. Na pewno chrześcijanie odnieśli druzgocące zwycięstwo i zajęli dwa ważne miasta: Baezę i Úbedę, na pewno niektórzy muzułmanie zaczęli uciekać w trakcie walki. Ile w tym wszystkim było bohaterstwa i odwagi, ile podstępu i okrucieństwa, a ile zwykłego szczęścia i pecha – tego się już nie dowiemy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL