fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Jeśli zawał serca, to tylko w?Polsce

Do dyskusji zasiedli Marcin Piasecki („Rz”, z lewej) oraz prof. Łukasz Szumowski, prof. Jarosław Kaźmierczak, dr Krzysztof Chlebus, prof. Marian Zembala, dr Gabriela Sujkowska, prof. Dariusz Dudek
Fotorzepa, Robert Gardziński
Co zrobić, aby nie zmarnować wielkiego sukcesu polskiej kardiologii – zastanawiali się uczestnicy debaty „Rzeczpospolitej”.

Kardiologia to fenomen polskiego systemu ochrony zdrowia. Pod względem leczenia zawałów serca jesteśmy w czołówce, a organizacja ośrodków kardiologii interwencyjnej stawiana jest innym za wzór, co – jeśli chodzi o polską medycynę – jest przypadkiem dość rzadkim. Forum „Rzeczpospolitej" „Rynek medyczny w Polsce: wizja i rewizja" zgromadziło najwybitniejszych ekspertów w tej dziedzinie – w jednej sali znalazła się praktycznie większość osób z czołówki polskiej kardiologii. Być może dlatego pojawiło się w końcu pytanie: jakie są zagrożenia dla tego wzorcowego systemu i czy można jeszcze w nim coś poprawić?

– Mamy ponad 160 ośrodków kardiologii interwencyjnej, z tego ok. 140 dyżurujących non stop. Pozwala to w praktyce uratować większość zawałowców – mówił profesor Adam Witkowski z Instytutu Kardiologii w Aninie.

Z kolei prof. Paweł Buszman, szef Polsko-Amerykańskich Klinik Serca, tłumaczył, dlaczego w dziedzinie kardiologii inwazyjnej w ostatnich latach udało się w Polsce poczynić tak ogromny postęp. – Było to możliwe z tego powodu, że jako jedni z pierwszych na świecie wprowadziliśmy mechaniczne udrażnianie w ostrych zespołach wieńcowych – najczęstszej przyczynie zgonów ze wszystkich chorób układu krążenia – tłumaczył prof. Buszman. To właśnie on wprowadził metodę złożonej angioplastyki naczyń wieńcowych z użyciem stentu wieńcowego i rotablacji u chorych z wielonaczyniową chorobą wieńcową oraz u chorych ze znacznym pozawałowym uszkodzeniem lewej komory serca.

Wzór, ale niedoskonały

Na sukces tej gałęzi medycyny złożył się także czas, w którym powstało w Polsce wiele ośrodków prywatnych zajmujących się kardiologią inwazyjną, które znakomicie uzupełniły sieć szpitali państwowych.

– Kardiologia jest niewątpliwie polskim okrętem flagowym medycyny – podkreślił Sławomir Neumann, sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia. – Niestety – zauważył – nie zawsze dobre wyceny świadczeń medycznych przekładają się na dobry system, tak jak stało się to w kardiologii.

Dodał jednak, że Polski nie stać w tej chwili na traktowanie w sposób priorytetowy wszystkich gałęzi medycyny. Resort próbuje zmieniać system w onkologii, wciąż jednak w kolejce czekają takie dziedziny, jak diabetologia czy reumatologia.

– O ile w leczeniu ostrych zespołów wieńcowych jesteśmy wzorem dla innych państw europejskich, o tyle w tym, co się dzieje wcześniej, przed zawałem, i w tym, co się dzieje po zawale, mamy jeszcze wiele do zrobienia – tłumaczył prof. Jarosław Kaźmierczak, konsultant krajowy ds. kardiologii.

– Nie najlepiej jest z prewencją chorób kardiologicznych. Mamy bowiem wciąż dużo zawałów w porównaniu z krajami starej Unii. Słabo jest też z opieką specjalistyczną i ambulatoryjną nad pacjentami, którzy po zawale opuszczają szpital. Polskie Towarzystwo Kardiologiczne ma gotowy projekt programu opieki nad pacjentami po ostrym zespole wieńcowym, wciąż jednak nie może doczekać się on wdrożenia.

Światełkiem w tunelu może być deklaracja Wojciecha Zawalskiego, dyrektora Departamentu Świadczeń Opieki Zdrowotnej NFZ, że fundusz będzie przeznaczał więcej środków na rehabilitację kardiologiczną.

– W Polsce kardiologia jest wyjątkowo oszczędna przy swojej olbrzymiej skuteczności – powiedział prof. Dariusz Dudek ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, polemizując z tezą, że na kardiologię przeznacza się w Polsce dużo środków. – Zawał leczymy w?ostrej fazie za mniej więcej 10 tys. zł, nasi koledzy z Zachodu też za 10 tys., ale euro.

Ostrożnie z?nowościami

– Raczej będzie trudno system zepsuć – stwierdził prof. Marian Zembala, dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca, jeden z najbliższych współpracowników prof. Religi. – System wymyśliło środowisko kardiologów i być może dlatego tak dobrze on funkcjonuje. Może niektórym wydawać się dziwne, że podążamy o dwa kroki za nowościami w kardiologii światowej, dlatego nie wydajemy niepotrzebnie pieniędzy na niesprawdzone i często nieskuteczne nowości. Tak postępuje także m.in. Belgia i wraz z nią wciąż jesteśmy w czołówce.

Problemem jednak stają się chore kardiologicznie osoby starsze, u których występują lub pojawiają się kolejne schorzenia – inaczej bowiem trzeba leczyć osobę 40-letnią, a inaczej 80-letnią. Całkiem nowym znakiem czasów są osoby starsze, po które do szpitala nikt nie przyjeżdża, a które wymagają opieki.

Prof. Zembala wskazał także na konieczność zróżnicowania wyceny jednego punktu w kardiologii, a co za tym idzie – także na to, że nie wszystkie ośrodki są na tym samym poziomie. Powraca dyskusja o referencyjności poszczególnych ośrodków.

Dr Wojciech Matusewicz, prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych, tłumaczył, że nie wszystko we wprowadzaniu nowych technologii w medycynie zależy od samej agencji. – W dziedzinie tak wyczekiwanej przez kardiologów jak telemedycyna agencja oceniła do tej pory jedynie dwa wnioski (jeden pozytywnie, drugi negatywnie), ale tym, co wstrzymuje rozwój tej gałęzi medycyny, jest brak przepisów prawnych, wciąż bowiem czekamy na ustawę o cyfryzacji, która pomoże uregulować ten sektor usług – wskazał.

– Powinniśmy pozyskiwać środki na służbę zdrowia także z innych resortów, w których są one ukryte – zwrócił uwagę minister Neumann. Chodzi o tak zwane koszty pośrednie, czyli koszty zwolnień, rent, zasiłków, pomocy społecznej.

– Doskonale wyposażone pracownie kardiologii inwazyjnej powinny służyć także do diagnostyki stanu naczyń obwodowych, a są tutaj ograniczenia prawne, które na to nie pozwalają – stwierdził prof. Buszman. Chodzi o to, żeby po koronarografii robić angiografię i oceniać ryzyko miażdżycy obwodowej, która prowadzi do udarów, amputacji czy pęknięć tętniaków aorty.

Braki w?prewencji, dziura w?edukacji

Do konsultacji społecznych trafiła właśnie ustawa o zdrowiu publicznym, która według założeń ma zmniejszyć liczbę pacjentów trafiających do kardiologa, zająć się prewencją oraz edukacją – wyjaśniała sekretarz stanu w MZ Beata Małecka-Libera.

O co idzie gra O dłuższe życie w zdrowiu i mniej niepotrzebnych zgonów. Rocznie w Polsce umiera ok. 380 tys. osób, przy czym aż jedna trzecia to zgony przedwczesne, których przy zdrowym trybie życia można by uniknąć. Minister przedstawiła też przerażające dane dotyczące wzrostu zachorowalności na wiele schorzeń w najbliższych latach związanego ze starzeniem się społeczeństwa. Czeka nas o 400 tys. więcej hospitalizacji z powodu chorób układu krążenia, 40-proc. wzrost liczby zawałów i 50-proc. wzrost liczby zachorowań na nowotwory. Przygotowywany jest program walki z otyłością.

Wkrótce ma się też pojawić nowe, postulowane przez liczne środowiska medyczne, świadczenie – porada profilaktyczno-zdrowotna, która będzie mogła być udzielana także przez przeszkolone pielęgniarki.

Minister zwróciła też uwagę na możliwość koordynacji programów profilaktycznych, na które pieniądze mają samorządy (około 2 mld zł), oraz na to, że szpitale też mogą wykorzystywać te środki.

– To o tyle ważne – podkreślił prof. Buszman – że profilaktyka może opóźnić nawet o kilkanaście lat wystąpienie pierwszego incydentu sercowego. Jak jednak lekarz ma tłumaczyć pacjentom rolę ruchu, skoro na uniwersytetach medycznych zlikwidowano właśnie zajęcia z WF dla studentów?

Niestety, programy prowadzone przez samorządy w ostatnich latach w większości były programami złymi– uważa dr Matusewicz. – Swoje dołożył, moim zdaniem kryminogenny, ruch antyszczepionkowy.

Prof. Łukasz Szumowski, kierownik Kliniki Zaburzeń Rytmu Serca w Instytucie Kardiologii w Aninie, tłumaczył, jak można poprawić w systemie skuteczność, minimalizując koszty. Jednym z rozwiązań jest telemedycyna – niestety wciąż w Polsce nie refundowana na co dzień, ale wyłącznie w ramach programów badawczych, takich jak projekt europejski badania zaburzeń rytmu serca koordynowany właśnie przez klinikę w Aninie. Jeden lekarz praktycznie przez całą dobę monitoruje kilkudziesięciu pacjentów.

– Musimy jednak wykazać, czy to się po prostu opłaca i przekłada na skuteczniejsze leczenie w praktyce – wyjaśnił prof. Krzysztof Chlebus z?Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

– To jest właśnie bardzo ciekawy moment w drodze polskich wynalazków i innowacji do praktyki i światowych rynków – zauważył prof. Dudek. Mamy do czynienia z sytuacją, w której Agencja Oceny Technologii Medycznych ocenia technologie m.in. na podstawie publikacji zagranicznych, a skąd mają je brać twórcy polskich wynalazków i technologii

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA