Niedawny Dzień Kobiet zwrócił uwagę mediów i ekonomistów na rolę kobiet w gospodarce i życiu publicznym, a także na niewielki wciąż udział pań we władzach firm. Pokazał to raport Fundacji Liderek Biznesu (FLB), według którego na koniec 2024 r. odsetek kobiet w zarządach spółek z GPW wynosił 13,6 proc., w radach nadzorczych 19,2 proc., czyli niewiele więcej niż dekadę wcześniej, gdy kobiety stanowiły 11,5 proc. członków zarządów i 13 proc. członków rad nadzorczych. Nie najlepiej było też w 107 spółkach, które pod koniec 2025 r. podlegały wymogom dyrektywy. Jedynie 12 z nich miało co najmniej 33-proc. udział kobiet we władzach – określony w projekcie ustawy wdrażającej Women on Boards. Z czego może wynikać tak powolne tempo zmian, podczas gdy nie brakuje analiz, że realna różnorodność płci opłaca się firmom?
Nasz raport stanowi „liczbowe” potwierdzenie zjawiska, które z uwagą obserwujemy w naszej gospodarce. Udział kobiet we władzach spółek giełdowych i ogółem w firmach rośnie, ale ten wzrost jest powolny. Warto jednak podkreślić, że mamy w Polsce przedsiębiorstwa, które mogą być stawiane za wzór. Tym, co spowodowało w tych przypadkach odczuwalny i rzeczywisty wzrost odsetka kobiet we władzach, było efektem bardzo świadomego działania akcjonariuszy i zarządów. Odpowiednie nastawienie jest ważne, ale wiem, że władze organizacji są przede wszystkim rozliczane z osiąganych wyników biznesowych. W tym zakresie wiele badań potwierdza, że różnorodność niesie za sobą znaczącą, pozytywną wartość.
Czytaj więcej:
Po wyraźnej poprawie w 2025 r., w tym roku zmiany w statystykach dotyczących udziału kobiet we władzach działających w Polsce firm nie są już tak p...
Pro
Nie chodzi tu o kobiety czy mężczyzn, a o to, że zróżnicowane zespoły generalnie osiągają lepsze efekty. Jeśli w firmach są różne punkty widzenia, to one lepiej odzwierciedlają nastawienie konsumentów lub partnerów biznesowych, a zarządy biorą pod uwagę szersze spektrum opinii. W rezultacie system zarządzania jest bardziej efektywny. Zmiana idąca w kierunku większego zróżnicowania zespołów jest jednak trudna, bo jak pracujemy w zespole jednolitym co do wieku, płci czy pochodzenia, to generalnie pracuje się nam łatwiej. Myślimy i działamy wtedy w zbliżony sposób, więc rzadziej musimy się wzajemnie przekonywać do swoich racji. Dlatego też do zwiększenia różnorodności potrzebny jest ten świadomy wysiłek podejmowany na poziomach zarządów. W wielu spółkach w Polsce widzę coraz częściej chęć do jego podjęcia.
Jednak ten postęp jest również wymuszony regulacjami, a konkretnie dyrektywą Women on Boards, do której duże spółki giełdowe powinny się dostosować już z końcem czerwca…
Przyznaję, że kilkanaście lat temu, gdy rozpoczynałam działalność w Fundacji Liderek Biznesu, nie byłam zwolenniczką wprowadzenia takich regulacji, ponieważ uważałam, że jest to sztuczne rozwiązanie. Podobnie uważało wiele kobiet, które nie chciały być postrzegane jako osoby wchodzące do zarządów czy rad nadzorczych tylko dlatego, że wymagają tego przepisy. Natomiast widząc, że sytuacja się nie zmienia, pomimo rosnącego grona wysoce wykwalifikowanych kobiet, uznałam, że regulacje rzeczywiście mogą tę zmianę przyspieszyć. I to nie tylko w spółkach, których dotyczą, ale także w innych firmach dzięki efektowi kuli śniegowej.
Miejmy nadzieję, że w pewnym momencie regulacje przestaną być potrzebne, ale na razie wyraźnie widać, że bez nich ten postęp nie nastąpi. To duży błąd, gdyż ta trwała zmiana jest potrzebna do rozwoju naszego kraju. Moim zdaniem, Polski nie stać na niewykorzystanie wszystkich talentów, które mamy do dyspozycji. Rozwój każdej firmy zależy przecież od tego, jakich ludzi jest w stanie nie tylko przyciągnąć, ale również rozwinąć i zatrzymać.