fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Opinia biegłych w sprawie Smoleńska nie jest ostateczna

Paweł Majewski
Fotorzepa, Waldemar Kompała
Prokuratorzy badający katastrofę smoleńską przedstawili dziś opinię, która wciąż nie jest ostateczna. Mimo to podważają materiały dowodowe, które dotąd nie budziły wątpliwości

Tuż przed piątą rocznicą tragedii prokuratura dostała najważniejszy dokument w śledztwie dotyczącym katastrofy Tu-154M w Smoleńsk. Przygotował go pod wodzą płk Antoniego Milkiewicza (badał katastrofę Kościuszki w Lesie Kabackim) dwudziestoosobowy zespół biegłych. Ekspertyza została zamówiona w połowie 2011 r. tuż po tym jak swój raport opublikowała komisja kierowana przez Jerzego Millera.

Opracowanie miało rozwiać wszelkie wątpliwości i faktycznie potwierdza znakomitą większość ustaleń polskiej komisji badającej wypadek. Jak relacjonowali prokuratorzy, biegli winą za katastrofę obciążają pilotów. Mieli oni posługiwać się nieprecyzyjnymi systemami, ignorować ostrzeżenia urządzeń pokładowych, a w końcu przekroczyć wysokość 120 m poniżej, której nie wolno było im zejść w tych warunkach. Śledczy nie chcieli jednak odpowiedzieć na pytanie "Rzeczpospolitej", czy zgodnie z tym, co ustaliła komisja Millera, piloci zbyt późno przerwali podchodzenie do lądowania, czy jak chce rosyjski MAK do końca lądowali.

- Biegli w opinii zawarli swoje zdanie na temat tego, czy wszystkie działania, ale również zaniechania, jakie miały miejsce ze strony pilotów, bardziej świadczą o nieudanej próbie odejścia na drugi krąg, czy lądowania. Uchylę się od odpowiedzi na to pytanie z uwagi, że prokurator referent odmówił udzielenia informacji - tłumaczył płk Ryszard Filipowicz.

W najbliższym czasie opinia publiczna nie będzie miała prawa zapoznać się z treścią całej opinii. Również prokuratorzy wciąż nie są pewni, czy jej treść jest ostateczna, bo jak sami wskazali, będą wnioskować o jej uzupełnienie. Co więcej pełnomocnicy rodzin również mogą mieć jakieś wnioski.

Dziwi, więc zdanie, które padło z ust płk Ireneusza Szeląga: - Biegli wskazali, że istnieją okoliczności, które wskazują na to, że możliwie jest uznanie obecności osoby dowódcy sił powietrznych w kokpicie bądź też w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Wszystkie dotychczasowe stenogramy i analizy głosów wskazują na to, że nie była zachowana tzw. sterylność kokpitu, sterylność kabiny.

To powrót do ustaleń MAK i komisji Millera, które NPW dotąd kwestionowała na podstawie opinii krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych. Jednocześnie śledczy nie wiedzą, czy ujawnią stenogramy, w których miałby być Błasik.

- Decyzja o ewentualnym upublicznieniu (najnowszych stenogramów - red.) zapadnie dopiero po zakończeniu tej analizy. Udało się odczytać więcej niż w dotychczasowych stenogramach. Istotą jest teraz, czy te wypowiedzi, które dodano do dotychczasowych stenogramów, mają znaczenie dla biegu śledztwa - stwierdził płk Szeląg.

Oznacza to, że mimo iż analizy się nie zakończyły śledczy sami podważyli dowód, który jest w aktach śledztwa, czyli wcześniejszą opinię własnych biegłych. Po pięciu latach śledztwa można, by się spodziewać większej precyzji prokuratorów.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA