Świat

Winnych korupcji we włoskiej piłce nie można ukarać

Luciano Moggi
youtube
Wyrokiem włoskiego Sądu Kasacyjnego w największym skandalu korupcyjnym w historii włoskiej piłki ukarać nikogo nie można, bo popełnione przestępstwa przedawniły się. Włoscy moraliści sportu i media nie posiadają się z oburzenia.

„Nieprzyzwoity, nieuczciwy wyrok", „Sędziowie tchórze", „Wyrok budzi ogromne zastrzeżenia", „Kolejna kompromitacja włoskiego wymiaru sprawiedliwości". To komentarze dzisiejszej włoskiej prasy. Przypomnijmy szczegóły. Był rok 2006. Włoska reprezentacja rozpoczynała wygrany potem niemiecki Mundial. I wyszło na jaw, że Luciano Moggi, menadżer Juventusu, dalece najlepszego wówczas włoskiego klubu, podpory squadra azzurra, wraz z dyrektorem sportowym Antonio Giraudo stworzyli świetnie funkcjonujący przez lata system korupcyjny.

Sędziowie gwizdali zgodnie z interesem Juve i Moggiego w zamian za awanse i nominacje, bo menadżer turyńczyków miał ogromne wpływy również w związku futbolowym, od którego to zależy. Co więcej, Moggi kontrolował również włoski rynek transferowy. Był szarą eminencją włoskiego futbolu, który spowił pajęczyną nielegalnych powiązań. To bardziej od niego niż sportowej formy zależało kto spadnie z Serie A, a kto zagra w europejskich pucharach. Ale pieniądze nie zmieniały rąk. Chodziło o wymianę przywilejów i grzeczności. By móc bez przeszkód komunikować się z arbitrami i działaczami, Moggi wyposażył ich w szwajcarskie karty telefoniczne. Gdy trzeba, korumpował biletami do loży, koszulkami z podpisami futbolistów. Naturalnie rywale nie bez racji skarżyli się, że sędziowie są Juve o wiele bardziej przychylni. Kilku piłkarzy, prezesów i działaczy zostało za to ukaranych dyskwalifikacją.

Komisja dyscyplinarna związku futbolowego zareagowała natychmiast i bardzo zdecydowanie: dożywotnia dyskwalifikacja dla Moggiego i Giraudo, podobnie jak dla szefa i wiceszefa związku futbolowego, wielu działaczy związkowych i arbitrów. Co więcej, Juventus za karę został relegowany do serie B i na dobrą sprawę do czasów dawnej świetności powrócił dopiero po 6ciu latach. Ponadto kilku klubom odebrano punkty, bo żeby bronić się przed oszustwami na korzyść Juventusu stworzyli swój kontrsystem korupcyjny. A więc korupcja totalna. Stąd kary drakońskie.

Jako, że oszustwo sportowe jest od 2002 roku w Italii przestępstwem, oszuści stanęli również przed sądem cywilnym. A jakże, w pierwszej instancji Moggi dostał nawet 5 i pół roku, Giraudo 2,5. Kary więzienia dostało w sumie kilkanaście osób. Sąd apelacyjny wyroki nieco złagodził, ale w większości podtrzymał. Wczoraj wieczorem Sąd Kasacyjny potwierdził winę oskarżonych, ale zgodnie z obowiązującym prawem wyroki przedawnił. Od rozpoczęcia procesów minęło niemal 9 lat. A tak długo, pomijając przestępstwa wojenne i mafijne, sądzić we Włoszech człowieka nie wolno. Przegrała sprawiedliwość, wygrał spryt i gra na czas adwokatów. W sumie wyrok więzienia (1 rok) otrzymał jedynie arbiter Massimo De Santis. Ale za kratki nie pójdzie, bo wyroki do dwóch lat ferowane są w Italii w zawieszeniu.

Tak więc, nie pierwszy raz, włoski wymiar sprawiedliwości kompletnie zawiódł. Można się jedynie pocieszyć, że nie zawiódł sportowy. Większość oszustów pożegnało się z futbolem. Co niesłychane, na podstawie tego, że sprawa się przedawniła, Juventus żąda teraz od związku futbolowego 443 milionów euro odszkodowania za odebrane dwa tytuły mistrza Włoch i spuszczenie klubu do serie B. Coś więcej będzie wiadomo, gdy sędziowie sądu kasacyjnego opublikują uzasadnienie wyroku.

Wszystko razem wpisuje się we włoską rzeczywistość społeczną, której największą plagą jest powszechna korupcja. Co tydzień wybucha nowy wielki skandal, w który zamieszani są urzędnicy państwowi, przedsiębiorcy, samorządowcy i naturalnie mafiozi. Oni też bardzo często z powodu przedawnienia, czyli niewydolności aparatu sprawiedliwości, pozostają bezkarni.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL