fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Polska potęgą. W liczbie aut dla urzędników

Fotorzepa/Jerzy Dudek
Nasze urzędy dysponują ok. 4,5 tys. samochodów kosztujących podatników 90 mln zł rocznie. Eksperci: to rozrzutność, można tu oszczędzać.

We flocie ZUS jest 340 samochodów, NIK ma ich blisko 60, a zatrudniająca około 130 osób Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji – 16. Średnia cena zakupu pojazdu dla administracji to 78,9 tys. zł. Najbardziej luksusowe – najwyższej klasy mercedesy i audi – są w urzędach, w których rządzi PSL.

Takie informacje przynosi najnowsze badanie Fundacji Republikańskiej (FR), do którego dotarła „Rzeczpospolita". Zostanie ono zaprezentowane we wtorek.

Z opracowania wyłania się obraz dość swobodnego traktowania przez administrację pieniędzy publicznych przeznaczanych na służbowe auta. Zwłaszcza w kontekście porównań międzynarodowych. Na przykład w Wielkiej Brytanii rząd dysponuje kilkoma samochodami, w Szwecji nie ma żadnego takiego auta. Przewozy VIP-ów są zlecane zewnętrznym firmom.

– W Polsce typowa odpowiedź na nowe potrzeby budżetowe to: „Nie ma pieniędzy". Raport pokazuje prosty sposób na oszczędzanie. Dzięki mniejszej liczbie aut służbowych, grupowym zakupom paliwa, serwisu i ubezpieczeń można zaoszczędzić do 20 mln zł rocznie – wylicza Marcin Chludziński, prezes FR.

Eksperci zgadzają się, że takich obszarów do oszczędzania są setki. Gdyby państwo rozważniej dysponowało publicznymi środkami, odzyskałoby miliardy złotych.

Uderzające jest też to, że na pytania think tanku odpowiedział zaledwie co trzeci urząd. Urzędnicy, którzy wydają publiczne pieniądze, wciąż nie chcą się dzielić z podatnikami informacjami.

—b.m.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA