Literatura

Komiks Podgląd. Erotyczne wycinanki bez tła

Scenariusz – Daniel Chmielewski. Rysunki – Marcin Podolec. Wyd. Kultura Gniewu, Warszawa 2014
Podgląd
W komiksie „Podgląd” zaglądamy w mroczne zakątki marzeń statecznych mieszczuchów.

Biorę do ręki – i od razu uderza fala gorąca. W „Podglądzie" czuję emocje. Seks, pospieszny oddech, jakieś zażenowanie, niedokończenie, niezaczęcie nawet. Jesteśmy wsadzeni w środek akcji, której początkowo nie rozumiemy. Na końcu tym bardziej nie, bo się urywa. Wydaje mi się, że znam te sytuacje z kina. Takiego z pradziejów: nowa fala, lata 60., wyzwolenie seksualne, pogoń za doznaniami, żadnych zobowiązań.

Daniel Chmielewski i Marcin Podolec doskonale czują te klimaty. Pierwszy z wymienionych – autor scenariusza, drugi – autor rysunków zaglądają ludziom pod kołdry i prześcieradła, ale nie puszczają żadnych plotek w obieg. Współczują i współodczuwają. Są obiektywni. Są obiektywami, zoom to na anonimowych ludzi. Daniel Chmielewski szkicuje scenariusz jak Godard czy Chabrol. Marcin Podolec rysuje czarno-białe sceny jakby filmował kamerą z ręki: szybko i „niestarannie". Zamiast kamery – cieniuteńki pisak, którym prowadzi nerwową kreskę, nie dbając o nadmierną precyzję; zaczernia płaszczyzny, zaznacza cienie. Cienkopis wygodny dla tych, którym się spieszy i którzy nie dbają o „ciężar" dzieła. Podolec jest zintegrowany z pisakiem, pisak z Podolcem. I rozumie się bez słów z Chmielewskim. Dlatego od pierwszego wejrzenia na „Podgląd" robi się nieswojo.

Podglądamy... okładkę, której nie widać w całości; nie widać nawet tytułu. Obwoluta jest jakby niekompletna, formatem nie obejmuje całej okładki. Przysłania to, co najważniejsze. Widać jedynie nic nie mówiące fragmenty rysunku.

Znamienne – obwoluta - jest cała w cienkie poziome linie. Żaluzje? Nie wiem, czy autorzy byli tego świadomi, lecz mnie ten zabieg graficzno-formalny kojarzy się z eksperymentalną powieścią „Żaluzje" Alaina Robbe-Grilleta, w której tytułowe rolety („Żaluzje") oznaczają też słowo „zazdrość". Tamta nowa powieść i nowy nurt w literaturze (potem w kinie) powstały prawie 60 lat temu.

Fabuła „Żaluzji" zostaje przedstawiona z punktu widzenia obiektywnego, pozbawionego emocji i nie uczestniczącego w akcji rejestratora. Tak jakby wydarzenia opowiadała nam kamera. Taki też jest „Podgląd". Neutralny i penetrujący, wścibski i obojętny.

Oczy kamer są zainstalowane wszędzie, w różnych miejscach, w apartamentowcach, siedzibach korporacji, na stacjach, w pojazdach transportu publicznego. Wielki Brat czuwa i rejestruje każdy ruch nasz oraz bliźnich, ale nie ma pojęcia, jak deszyfrować ludzkie życie. Słowa są zbędne – a może nie zarejestrowane?

O tym właśnie jest „Podgląd". Jakaś kamera, jakieś oko niezauważalne dla głównych zainteresowanych zapisuje wydarzenia, które nie mają początku, puenty, tła. Wyabstrahowane z realiów scenki, wybrane z historii sekwencje. Jedno pewne – to wycinanki z życia mieszkańców wielkiego miasta. Te same postaci znamy z „Jetlag" Witkowskiego; z „(niepotrzebne skreślić)" Wojciecha Engelkinga, z „Między nami dobrze jest" Masłowskiej. No, może nie do końca. Tym razem mamy zbliżenie na spragnionych i nie znajdujących ukojenia w chemii, alkoholu, karierze. Choć wszystkiego próbują, adrenalina im skacze dopiero wtedy, kiedy... kochają inaczej. I nie chodzi o seksualne dewiacje. Bohaterowie „Podglądu" są hetero. Jednak jakoś znieczuleni, niezdolni do wzruszeń ani wzwodu. Potrzebują innej bajki.

Jakieś więc małżeństwo udaje nieznajomych, którzy spotykają się w windzie, wymieniają spojrzenia, numery telefonów i od razu biegną do łóżka. Jakaś panna czeka na nie wiadomo kogo na peronie, by dać się uwieść przypadkowemu (?) fotografowi. Korpo-koleś zwierza się drugiemu, że żona go zdradza, ale nie mogą się rozstać ze względu na wspólnie podjęty kredyt.

Dialogów w pierwszej części niewiele. W połowie albumu nawet te szczątki rozmów cichną. Są jakby ci sami ludzie, ci sami anty-bohaterowie współczesności, ale już nic nie mówią. W ciszy tęsknią, kochają, zdradzają. I to brzmi jeszcze mocniej, dotkliwiej.

Daremnie szukać sensu i ciągłości wydarzeń. Daremnie zgłębiać losy postaci. Dostajemy migawki. I niepokój. Chciałoby się więcej. Nic z tego. Dalej musimy podglądać na własną odpowiedzialność.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL