fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i opinie

Obniżka stóp procentowych przez RPP w marcu 2015 r.

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Co nas czeka? Prawdopodobny wzrost opłat w bankach, odsetki od lokat na granicy opłacalności, możliwa pułapka kredytowa, tym razem dotycząca zadłużonych w złotych.

30 proc. na Ukrainie, 25 proc. na Białorusi, 22,93 proc. w Argentynie. Na tym tle stopy procentowe w Polsce, obniżone właśnie przez RPP o 0,5 pkt proc., są niezwykle niskie. Stopa podstawowa NBP wynosi 1,5 proc. Ale niemal w 40 państwach stopy są jeszcze mniejsze. W Szwajcarii i Danii znajdują się na poziomie minus 0,75 proc., w 34 krajach wynoszą poniżej zera.

W Polsce oprocentowanie na takim poziomie utrzyma się prawdopodobnie przez kilka kwartałów.

– Biorąc pod uwagę aktualną sytuację gospodarczą, to czego możemy się spodziewać na podstawie projekcji i obserwowanych przez nas trendów, nie widzę miejsca na dalsze obniżki i oczekiwania na nie – powiedział Marek Belka, prezes NBP po ostatniej decyzji RPP.

Co z tego wynika dla osób pożyczających w bankach pieniądze? Po pierwsze, maksymalne oprocentowanie kredytów konsumpcyjnych i kart kredytowych spadło do 10 proc., gdyż zgodnie z prawem nie może przekraczać czterokrotności stopy lombardowej NBP. Od 5 marca 2015 r. stopa ta wynosi 2,5 proc. (wcześniej było to 3 proc., a w grudniu 2011 r. 6 proc.; wtedy odsetki naliczane przez większość banków od zadłużenia na kartach kredytowych wynosiły aż 24 proc.).

To dobra wiadomość. Zła jest taka, że banki niewątpliwie będą starały się rekompensować spadek dochodów z odsetek, podwyższając opłaty i prowizje. Takie działania widoczne już były w ostatnich miesiącach, po jesiennym cięciu stóp i obniżce opłaty interchange pobieranej od punktów handlowo-usługowych akceptujących płatności kartami. Spośród największych instytucji zmiany w cennikach wprowadziły lub zapowiedziały m.in.: PKO BP, BZ WBK, mBank, Millennium, Alior Bank, ING Bank, Credit Agricole.

Spłacający kredyty mogą oczywiście cieszyć się z niższych rat. Od lipca 2012 r. stawka WIBOR 3M (obowiązuje na rynku międzybankowym, na jej podstawie banki ustalają oprocentowanie, dodając do WIBOR swoją marżę) spadła z ponad 5 proc. do ok. 1,8 proc. W wyniku tego miesięczne raty zmalały o kilkaset złotych (przy zadłużeniu w wysokości 200 tys. zł).

To dobra wiadomość. Zła jest natomiast taka, że ludzie, którzy właśnie teraz zaciągają kredyty na zakup mieszkania, mogą wpaść w pułapkę. Zwróciła na to uwagę Komisja Nadzoru Finansowego w piśmie skierowanym do banków. Zażądała, aby klienci byli wyraźnie informowani o potencjalnych skutkach wzrostu oprocentowania. Powinny im być prezentowane symulacje przy założeniu, że stawki wynoszą od 3 do 15 proc. Jeśli ktoś bierze kredyt na 30 lat, nie może mieć wątpliwości, że obecna niska rata jest nie do utrzymania w długim terminie. Stopy na pewno wzrosną (w ciągu 30 lat będą i rosły, i spadały). Ryzyka tego nie da się uniknąć. O tym, jakie są skutki niedostatecznej wiedzy i braku informacji, świadczą obecne problemy zadłużonych we frankach szwajcarskich.

Z niskich stóp procentowych nie mogą być zadowoleni oszczędzający. Kuriozalnym przykładem stało się konto oszczędnościowe PKO BP. Jego oprocentowanie wynosi 0,3 proc. w skali roku (wkład do 10 tys. zł; potem jest nieco wyższe). A za prowadzenie konta bank pobiera 1 zł miesięcznie. Zatem ktoś, kto ma na rachunku mniej niż 5 tys. zł, musi dopłacać za możliwość oszczędzania (biorąc pod uwagę podatek od zysków kapitałowych).

Kto jest gotów na bieżąco śledzić oferty banków i wyłuskiwać promocje, może ulokować pieniądze zdecydowanie korzystniej (nawet 4 proc. na trzy miesiące). Ale po pierwsze, musi się pospieszyć, bo stawki będą maleć (dlatego trzeba wybierać stałe oprocentowanie). Po drugie, na ogół warunkiem jest niekorzystanie wcześniej z promocji w danej instytucji. Po trzecie, gdy lokata wygaśnie za trzy miesiące, znalezienie równie dobrej oferty może już być niemożliwe.

Złe wiadomości dla zwolenników oszczędzania w bankach to jednocześnie dobra wiadomość dla inwestujących na giełdzie czy w fundusze akcji. Jeśli pieniądze wycofywane z banków zaczną większym strumieniem płynąć do funduszy, a jednocześnie sytuacja gospodarcza będzie korzystna, szansa na zyski z bardziej ryzykownych inwestycji będzie całkiem duża.

Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA