fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i opinie

Czy w mediach potrzebny jest kapitał narodowy?

Bogusław Chrabota
Rzeczpospolita
Zaledwie wczoraj na tych łamach pisałem o adresie prezesów rosyjskich oddziałów niemieckich firm medialnych do Władimira Putina.

Prosili o odroczenie egzekucji, którą może być dla ich firm wejście w życie 1 stycznia 2016 roku przepisu, który ograniczy obecność zagranicznego kapitału w rosyjskich spółkach tej branży do jednej piątej. Rozumiem ból prezesów. Lata inwestycji. Ciężka praca. Porażki i sukcesy. A teraz, wskutek zwykłej polityki, szybki koniec, bo przecież bez większościowej kontroli nad spółkami ich niemieccy właściciele nie będą mieli nic do powiedzenia. Złośliwi powiedzieliby: nic nowego. Prezesi Springera, Bauera czy Burdy będą mogli przynajmniej przez chwilę poczuć się jak polski rolnik, który z dnia na dzień stracił rynek dla swoich jabłek czy wieprzowiny. Tylko że jemu, w przeciwieństwie do prezesów, nikt nawet nie dał szansy słać gdziekolwiek wiernopoddańcze adresy.

Zostawmy jednak złośliwości na boku. Ważne jest co innego. Putin doskonale rozumie, że trzymając za pysk media, trzyma w garści Rosjan. Te cudowne liczby poparcia dla jego prezydentury biorą się właśnie z tego. Z przekonania, że dla ojczyzny Puszkina jest wyborem optymalnym. Właśnie taka jest główna linia prokremlowskich mediów, a kto się z nią nie zgadza, jako zdrajca ojczyzny, sprzedawczyk i kolaborant musi być zlikwidowany. Nie zdziwiłbym się, gdyby Putin odroczył egzekucję za obietnicę trzymania się przez niemieckie media właśnie tego kursu. Może zgrzeszę, ale prorokuję, że tak się stanie.

Jakie ma to dla nas znaczenie? Cóż, te same firmy są w Polsce i część z nich to istotni gracze na naszym rynku medialnym. Czy wpływają na myślenie Polaków? Wpływają. A jak? Jak chcą, odpowie parlamentarnie każdy z wyobrażalnych ekspertów. Niestety, nie można wykluczyć, że dostaniemy rykoszetem tej możliwej kremlowskiej ugody. Na szczęście mamy w Polsce media niezależne. Niezależne, czyli przede wszystkim polskie.

Przede wszystkim powinien nas chronić rynek. Ale jak wiemy, rynek nie zawsze działa. Bez trudu można sobie wyobrazić, że jakieś duże polskie czy kontrolowane np. przez Niemców przedsiębiorstwo medialne jest kupowane przez dajmy na to spółkę Mołodiec z Antyli Holenderskich. Czy jesteśmy jako państwo na to przygotowani? Czy mamy sprawne instrumenty przeciwdziałania tego typu transakcjom? Czy możemy się bronić przed rozbójniczymi przejęciami? Mam szczere wątpliwości. A może warto się nad takimi instrumentami zastanowić. Inni, o czym piszemy w tekście Urszuli Zielińskiej i Magdaleny Lemańskiej, dawno już poszli po rozum do głowy. My wciąż czekamy. A gospodarz Kremla nie żartuje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA