fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Paweł Majewski: Duda ma gonić w amerykańskim stylu

Fotorzepa, Waldemar Kompała
PiS chce zaskoczyć jak w 2005 r.

Konferencja, na której w środę marszałek Sejmu Radosław Sikorski ogłosi termin wyborów prezydenckich, rozpoczyna oficjalny etap kampanii. W piątek rekomendację PO otrzyma prezydent Bronisław Komorowski, dzień później zaś konwencję swojego kandydata przygotował PiS.

Choć wybory odbędą się dopiero w maju, to właśnie w najbliższych tygodniach zdecyduje się, czy potrzebna będzie druga tura. Najsilniejszy rywal urzędującej głowy państwa – Andrzej Duda – musi udowodnić, że zmniejsza dystans do cieszącego się poparciem ponad połowy Polaków Komorowskiego.

„Rzeczpospolita" zapoznała się z wynikami wewnętrznego sondażu PiS. Partia zleciła go przed ofensywą, którą planuje w najbliższych tygodniach. Wykonał go instytut IBRiS w ostatnich dniach stycznia. Z jednej strony badanie potwierdza, że wyhamował wzrost poparcia kandydata PiS. Z drugiej odbiega od pojawiających się ostatnio badań, z których wynikało, że poparcie dla Dudy cofnęło się do poziomu kilkunastu procent, czyli takiego, jak po ogłoszeniu decyzji o jego starcie w listopadzie.

Elektorat PSL do wzięcia

Chęć głosowania na Komorowskiego deklaruje 55 proc. badanych. Na Dudę wskazuje 25 proc. z nich. Na tym etapie kampanii za wygraną w pierwszej turze urzędującego prezydenta przemawia głównie kondycja pozostałych uczestników wyścigu. Poparcie każdego z nich, podobnie jak w publikowanych dotąd badaniach, utrzymuje się na poziomie poniżej 10 proc. Na kandydatkę SLD Magdalenę Ogórek wskazuje 5 proc. respondentów, Janusz Korwin-Mikke ma 4 proc. zwolenników, Janusz Palikot – 2 proc., a Adam Jarubas, którego PSL zgłosiło w ostatnich dniach – 1 proc.

W PiS oczekują, że przy takim rozdrobnieniu za plecami dwóch głównych konkurentów pojawią się jeszcze jakieś nazwiska. Ale największą radość w sztabie wywołała informacja, że poparcie dla Dudy nie spadło po zamieszaniu z jego wypowiedzią, po której zarzucano mu, że chce wysłać wojsko na Ukrainę. Za takie sugestie PiS pozwał premier Ewę Kopacz. – Duda nie stracił, za to manipulacja jego słowami podniosła jego rozpoznawalność – tłumaczy jeden z naszych rozmówców z otoczenia europosła PiS.

Problemem Dudy będzie walka o głosy tych, którzy wskazują na jego partię, ale stawiają na głównego rywala. Prezydent przywoływał we wtorek w TOK FM dane CBOS, z których wynika, że cieszy się zaufaniem większości elektoratu PO (92 proc.), PSL (96 proc.), lewicy (85 proc.), a nawet 50 proc. wyborców PiS. Z badania IBRiS wynika, że Duda ma problem, ale nie tak duży. Na Komorowskiego chce głosować co piąty wyborca PiS.

Ciekawa walka może się jednak stoczyć na wsi. Elektorat PSL przez wiele tygodni żył w przekonaniu, że partia będzie wspierać urzędującego prezydenta. W efekcie może on liczyć na niemal 70 proc. wyborców tej partii. Ale zawalczyć tam może również PiS. Duda ma w tej grupie 3 proc. głosów, podobnie jak kandydat ludowców Adam Jarubas. 19 proc. zwolenników PSL nie wie zaś, na kogo głosować.

Finansowy rozmach konwencji

Duda mógłby być dziś w innym miejscu, ale wciąż nadrabia stracony czas. Złe wrażenie wywołał początek kampanii, który zdominowały informacje o przepychankach w jego sztabie. Pełną parą ruszył on dopiero w połowie stycznia.

Są w nim zaufani Dudy: poseł Maciej Łopiński, z którym znają się jeszcze z czasów pracy dla prezydenta Lecha Kaczyńskiego, i piarowiec Piotr Agatowski. Ale najważniejsze decyzje zapadają w gronie osób, które mają umocowanie w partyjnej hierarchii. Większość pomysłów przynosi następca rzecznika PiS Adama Hofmana poseł Marcin Mastalerek. Konsultuje je z szefem partyjnych struktur Joachimem Brudzińskim i szefową sztabu, a także skarbnikiem i wiceprezesem PiS Beatą Szydło. Oni dorzucają swoje uwagi, a potem wszystko akceptuje Jarosław Kaczyński.

– Podczas narad Mastalerek to istne ADHD – relacjonuje osoba, która przyglądała się jednemu ze spotkań sztabu. Rzecznik sypie pomysłami. Ma kilku zaufanych doradców. Z partią nie są związani, robią kariery w marketingu i biznesie. Ale Mastalerek wsłuchuje się też w pomysły partyjnego zaplecza. Gdy spodoba mu się idea któregoś ze współpracowników, potrafi o nią walczyć jak o swoją.

Tak powstał scenariusz konwencji organizowanej 7 lutego i plan kampanii telewizyjnej, która ma sprawić, że Duda zacznie zmniejszać dystans do Komorowskiego. Choć w przeżywającym finansowe kłopoty PiS sprawa kosztów wciąż jest tematem tabu, to partia wysupła na tę ofensywę niemal 3 mln zł.

Nie ma wyjścia. Jeśli Duda ma być traktowany poważnie, to już teraz musi pokazać, że jest liczącym się graczem. Dlatego konwencja ma być dopracowana w najdrobniejszych szczegółach.

Zagrywka jest dość ryzykowna. W PiS nie było takiego wydarzenia od 2005 r., kiedy Lech Kaczyński rozpoczął kampanię w amerykańskim stylu. Taka ma być też impreza w warszawskim ATM Studio. Specjalizujący się w marketingu politycznym portal 300polityka uznał, że ma „ona pokazać nowe możliwości partii". Z naszych informacji wynika, że wzorem będzie ostatnia konwencja republikanów, na której nominację prezydencką w 2012 r. dostał Mitt Romney. Ale pomysły zaczerpnięto też z doświadczeń partii skupionych w sojuszu Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, do którego PiS należy w Parlamencie Europejskim.

Wydarzenie ma przyćmić organizowaną dzień wcześniej imprezę Platformy, która od pewnego czasu wyznaczała w Polsce standardy w tym zakresie. Dlatego PiS postawił na firmy dotąd z nią współpracujące. Nieprzychylni Mastalerkowi mówią jednak o tym, że nie mogło zabraknąć „pisowskiej podejrzliwości". – Zażyczył sobie dwa samochody, które mogą dostarczyć prąd, gdyby ktoś chciał mu odłączyć zasilanie podczas konwencji – kpi jeden z jego partyjnych przeciwników. Po chwili poważnieje: – Nie wiem, czy stać nas na taki wydatek.

Ale w sztabie postanowili, że krytykowany za siermiężność imprez PiS tym razem nie może oszczędzać. Mastalerek chciał zapełnić salę, przywożąc kilka tysięcy osób z łódzkiego, gdzie jest szefem okręgu. Byłoby taniej. Zaprotestował Brudziński. Autokary przywiozą ludzi z całej Polski. – Rozmach konwencji ma tchnąć w nich nadzieję na sukces – tłumaczy uczestnik narad.

Dobrze przygotowany kandydat

Taką rolę pełnią też spotkania Dudy w terenie. Choć w PiS nie brakuje głosów, że to strata czasu, kandydat pół tygodnia pracuje w Brukseli, a drugie pół jeździ po Polsce. Byliśmy na jednym z takich spotkań, w zeszły czwartek w Sochaczewie.

Duda jest do takich wieców świetnie przygotowany. Ma 20-minutowe wystąpienie, potem jest czas na pytania. Kandydat szybko łapie kontakt z salą. Przed dojechaniem na miejsce pyta lokalnych posłów o problemy regionu. Wymienia nazwę zamkniętego zakładu, gdy mówi o konieczności odbudowy przemysłu. Gdy wspomina o problemach ludzi młodych, zaznacza, że sam ma córkę tuż po maturze. Ściska wszystkim ręce, chętnie pozuje do zdjęć. Sala wypełniona po brzegi, ale czy 300 osób to dużo w 37-tys. Sochaczewie?

Od soboty PiS ma iść szerzej. Do domów mają wrócić nie tylko rozentuzjazmowani działacze, ale również wpływowi blogerzy i liderzy opinii na Twitterze, nie tylko ci przychylni dotąd kampanii Dudy. Partia wysyła im zaproszenia na konwencję. To ostatni dzwonek, by jej kandydat nie był traktowany z lekceważeniem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA