fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Trzeba przepisać? prawo, by dodać żeńskie formy - Małgorzata Fuszara

www.sxc.hu
Małgorzata Fuszara: Kiedyś przepisy regulowały głównie zachowania mężczyzn i nadal traktują kobiety paternalistycznie. Należy to zmienić - mówi pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania w rozmowie z Katarzyną Wójcik
Jak do Pani zwracać – Pani Minister czy raczej Pani Ministra?
„Pani Ministra" to miła formuła, choć nie jestem ortodoksyjna. Jeśli ktoś się do mnie zwróci „Pani Minister" nie będę go poprawiała. Jestem jednak wielką zwolenniczką używania żeńskich końcówek. Język się zmienia. Chociażby kiedyś określenie posłanka wydawało się śmieszne. W tej chwili jest już normalne. Jeden z dziennikarzy powiedział, żeby tylko nie mówić „polityczka". Ale skoro mówimy „kierowniczka", a nie „pani kierownik", to czemu unikać „polityczki"? Język odzwierciedla nasz sposób myślenia. Dopóki rzecz dotyczy niskich stanowisk, nie budzi to w odbiorcach sprzeciwu. Jeżeli używamy jedynie form męskoosobowych jako form poważnych, to jednocześnie to, co żeńskie, sytuujemy jako podrzędne. To budzi mój sprzeciw.
Prof. Irena Lipowicz zwróciła uwagę na to, że dużo stereotypów językowych tkwi w przepisach. Mamy na przykład ustawę o zawodzie farmaceuty, choć większość osób wykonujących ten fach to kobiety. Analogicznie jest z Kartą Nauczyciela. Pani uważa podobnie?
Tak. Jednak to nie tylko problem prawników i prawniczek, ale także językoznawców i językoznawczyń oraz Rady Języka Polskiego, która nie zawsze wyraża zgodę na zmiany. Moja poprzedniczka opracowała projekt dotyczący \ kwalifikacji zawodów i dopisała do niej określenia żeńskoosobowe. Spotkała się ze sprzeciwem. Ja oczywiście do tej sprawy wrócę. Jedna z posłanek mówi, żeby zwracać się do niej „pani poseł", bo tak jest w konstytucji. Jednak na przykład w kodeksie karnym nie ma „oskarżonej", ale kiedy kobieta staje przed sądem, używa się żeńskoosobowej formy. W kodeksie pracy do niedawna było tak, że jedynym miejscem, w którym pojawiały się formy żeńskoosobowe były przepisy dotyczące macierzyństwa.
Trzeba przepisać całe prawo?
Tak, bo powinno się na równi zwracać do kobiet i mężczyzn. Może to być problematyczne, ale na przykład w ankietach socjologicznych używa się już sformułowania Pan/Pani. Kiedyś prawo regulowało głównie zachowania mężczyzn i nadal traktuje kobiety paternalistycznie.
Ustawa ratyfikująca Konwencję Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej wzbudza kontrowersje. Na przykład Jarosław Gowin, będąc jeszcze ministrem sprawiedliwości mówił, że polskie prawo niemal całkowicie wyprzedza konwencję i przewiduje rozwiązania w niej postulowane. Po co więc nam ta konwencja?
Nie zgadzam się z takim stwierdzeniem. Rzeczywiście od 2005 r. wiele się zmieniło w ustawodawstwie antyprzemocowym i pomocy ofiarom przestępstw. Jednak zeszłoroczny raport Najwyższej Izby Kontroli wskazuje na bardzo liczne niedociągnięcia systemu. To jest jednak znacznie bardziej fundamentalna kwestia. Musimy się zastanowić, czy Polska będzie ratyfikować konwencje jako takie, czy nie. Na ogół dotyczą one niedyskutowalnych problemów, na przykład korupcji. Ktoś może powiedzieć, że można z nią walczyć za pomocą własnego wewnętrznego ustawodawstwa, a jednak ratyfikowaliśmy konwencję. Trzeba walczyć z handlem ludźmi i tu także ratyfikowaliśmy konwencję. To wybór fundamentalny – czy jesteśmy częścią światowego systemu zapobiegania złu, czy nie. Konwencje czerpią z dorobku wielu krajów i instytucji.
Przeciwnicy konwencji twierdzą również, że jest ona sprzeczna z polską konstytucją.
Dysponuję ekspertyzą, że jest zgodna z naszą ustawą zasadniczą.
I na pewno nie jest sprzeczna z zasadą ochrony małżeństwa i rodziny oraz prawa rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami?
Ona w ogóle tego nie dotyczy. Konwencja nie mówi nic o definicji rodziny. Nie zmieni się również definicja kobiety i mężczyzny. Owszem, mówi ona o płci społeczno-kulturowej, czyli o gender, którego tak bardzo obawiają się niektórzy politycy. Chodzi o to, że to nie biologia decyduje o tym, że w 90 proc. ofiarami przemocy domowej są kobiety, ale płeć kulturowa. Chodzi tu o wszelkiego rodzaju stereotypy, które łączą się z kobiecością i męskością. Przemoc w dużej części bierze się z przekonania sprawców, że mężczyźni mają władzę nad kobietą. Skoro żona ich się nie słucha, wolno im zastosować siłę. To przecież nie wynika z biologii tych mężczyzn, ale z przekonań na temat roli kobiet i mężczyzn w społeczeństwie. Wszystkie programy skierowane do sprawców przemocy mają ich tego oduczyć; dużą do tego, by zmienić ich przekonanie o tym, że ma władzę nad innymi ludźmi.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA