Sporty zimowe

Będę teraz ojcem na pełny etat

AP
Janne Ahonen zakończył karierę. Jest najlepszym skoczkiem w historii i wzorem dla nas wszystkich – tak o Finie powiedział Thomas Morgenstern, który w tym roku zdobył Puchar Świata
– Im mniej będę mówił, tym bardziej będą się mną interesować – tak Ahonen wyjaśniał powód swej mrukliwości w czasach, gdy zaczynał sportową karierę. Czasami bywał lakoniczny aż do bólu.
Pytany, dlaczego się nie uśmiecha, odpowiadał jednak logicznie, że podczas skoku stara się być skoncentrowany, więc trudno wtedy o wyrazistą radość. Ale ci, którzy znają go bliżej, wiedzą, że nie jest ponurakiem, tylko człowiekiem z fantazją.
Tomi Nikkunen, były już trener fińskich skoczków, mężczyzna niewiele starszy od Ahonena, wiele razy opowiadał o żartach, których autorem był Janne. On tylko na skoczni jest taki poważny, gdy mówi: „Jesteśmy tu po to, żeby skakać, a nie uśmiechać się”. 36 konkursów - wygrał Janne Ahonen w trwającej ponad 16 lat karierze. 105 razy stawał na podium Ma dystans do siebie – potrafił w czasie wieczoru kawalerskiego przebrać się za baletnicę i śpiewać na rynku miejskim czy przyjść na konkurs noworoczny podczas Turnieju Czterech Skoczni z kucykami na głowie. Świat jednak znał innego Ahonena. Stonowanego, milczącego, otoczonego specyficzną aurą, trzymającego ludzi na dystans i budzącego szacunek. Stąd przydomek Maska. Ukrywał się za nią skutecznie, budząc przy tym ciekawość. Umiejętnie intrygował, prowadząc swoją grę za pomocą najprostszych środków. Nie wszyscy wiedzą, że był przy tym mistrzem puenty. Potrafił bez najmniejszego grymasu na ustach powiedzieć coś, co długo tkwiło w pamięci. Po jednym z wietrznych konkursów w Kuusamo pytano go, jaką rolę odegrał wiatr, komu pomógł, komu przeszkodził. Janne spojrzał wtedy swym zimnym wzrokiem na pytającego i odpowiedział: – Nie jestem meteorologiem. Nie znam się na wietrze, znam się na skakaniu. Gdy był w dobrym humorze, czasami powiedział coś więcej. Chociażby to, że jeśli jesteś w naprawdę dobrej formie, to wiatru nie musisz się bać. Po prostu go przeskoczysz. Ale na skoczni nawet on miał problemy. I choć Adam Małysz zawsze mówił, że nikt w powietrzu nie układa się tak pięknie jak Janne, to był przecież taki czas, że Ahonen uporczywie leciał w lewą stronę i wszyscy razem z nim bali się, że spadnie obok zeskoku. Ten strach sprawiał, że Fin lądował znacznie bliżej, niż mógłby. Na szczęście po serii badań znaleziono przyczynę i skutecznie ją wyleczono. Okazało się nią schorzenie kręgosłupa. Wielu ludzi jest zaskoczonych decyzją Ahonena. Małysz myślał, że to plotka, ale teraz mówi, że go rozumie i sam też chciałby kiedyś odejść w pełni chwały. Apoloniusz Tajner uważa, że Fina będzie brakowało, gdyż był charyzmatyczną postacią. I choć sprawiał wrażenie ponurego, to wszyscy go lubili. Zaskoczony jest Nikkunen, który uważa, że Ahonena stać było na kolejne medale w Vancouver. Mika Kojonkoski, fiński trener Norwegów, zna go od podszewki i ceni jak mało kto. Dla niego to skoczek wszech czasów. To samo mówi Jens Weissflog, podkreślając przy tym maestrię techniczną milczącego Fina. O tym, że Ahonen jest wszechstronnie uzdolniony, wiedzą ci, którzy go dobrze znają. Dom w Hollola pod Lahti (340 metrów), gdzie mieszka z żoną Tiią i synkiem Mico, to częściowo efekt jego architektonicznych talentów. Zaprojektował też logo Turnieju Skandynawskiego rozgrywanego w Finlandii i Norwegii, a jego ryciny znajdują się w materiałach szkoleniowych dla skoczków w klubie narciarskim Hiihtoseura w Lahti. Ponoć umie szyć i od lat był odpowiedzialny za przeróbki kombinezonów w fińskiej kadrze, świetnie daje sobie też radę jako kucharz. I niezmiennie od lat kocha szybką jazdę samochodem. Wyścigi drag racing to jego wielka pasja. Jest zawodnikiem Eagle Racing, zdobył już mistrzostwo Skandynawii, dwukrotnie wygrywał mistrzostwa Finlandii. Kiedy inni przygotowywali się do kolejnych sezonów, skacząc w lecie na igelicie, on ścigał się swymi dragsterami, pędząc z zawrotną szybkością na dystansie ćwierć mili. To zajęcie równie niebezpieczne jak dalekie loty na mamucie w Planicy, ale on potrafił to niebezpieczeństwo okiełznać. Jak sam powiedział w jednym z nielicznych wywiadów, zamiłowanie do ryzyka miał od dziecka. Do dziś zachował kilka mandatów z czasów, gdy zbyt szybko pędził motocyklem, później stawiał już na sportowe auta i szalał na łodzi motorowej. I tak naprawdę nikt nie wie, co jeszcze wymyśli. 9 lipca w Lahti Ahonen odda swój ostatni skok. Na pożegnanie zaprosi między innymi Małysza, Morgensterna, Martina Schmitta, Andreasa Goldbergera i wielkiego Matti Nykaenena. A pięciu najważniejszych trenerów w jego życiu wystąpi w roli sędziów. Pytany, co dalej, odpowiedział: – Nie mogę się doczekać, co przyniesie przyszłość. Jestem teraz ojcem na pełny etat, syn Mico to moja duma, ważniejszy niż wszystkie zwycięstwa na skoczni, wkrótce urodzi się drugie dziecko. Jestem także przedsiębiorcą (dystrybucja sprzętu do motocykli – przyp. red.). Być może będę też związany ze skokami, ale czas pokaże w jakiej roli. Mówił to, ocierając łzy i obalając kolejny mit, że zimny Fin nigdy się nie wzrusza. Urodzony 11 maja 1977 r. w Lahti. Debiutował w konkursie PŚ, mając 15 lat. Jako jedyny triumfował w pięciu Turniejach Czterech Skoczni, dwukrotnie wywalczył Kryształową Kulę. Zdobył pięć złotych medali mistrzostw świata i dwa srebrne medale olimpijskie (obydwa drużynowo). Oddał w Planicy najdłuższy skok w historii (240 m), ale upadł i dlatego rekordzistą jest Norweg Bjoern Einar Romoeren, który skoczył metr bliżej.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL