fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Janusz Ostapiuk: Bez segregacji odpadów nie osiągniemy unijnych norm

Gabriela Setla
Przetargi nie mogą zburzyć gminnych systemów gospodarki odpadami, w których już dziś odzyskuje się surowce wtórne o wartości handlowej – twierdzi wiceminister środowiska Janusz Ostapiuk w rozmowie z Łukaszem Kuligowskim.
Rz: Dziś możemy wybrać, czy segregujemy śmieci, czy nie. Posłowie i zespół ekspertów, który przygotował rekomendację do nowelizacji tzw. ustawy śmieciowej, chcą wprowadzić obowiązkową segregację. Jak będziemy musieli dzielić odpady?
Janusz Ostapiuk: Z unijnej dyrektywy wynika, że powinniśmy je segregować na cztery frakcje – papier, metal, tworzywa sztuczne, szkło. Tego będziemy się trzymali.
Czy jeden standard nie przysporzy trudności? W różnych rejonach są różne instalacje ?do przetwarzania, nie wszystkie przyjmują cztery frakcje.
Są rzeczywiście instalacje, do których mogą trafić dwie frakcje – sucha i mokra. Można z nich dalej wysegregować pozostałe odpady. Z tym że nam zależy także na wychowywaniu i uczeniu ludzi segregacji.
Dlaczego to takie ważne?
To jest droga do wprowadzenia odpowiedniej hierarchii postępowania ?z odpadami, gdzie na czele znajduje się odzyskiwanie, w tym recykling i przygotowanie do ponownego użycia. ?A trzeba mieć na uwadze, że Komisja Europejska dąży do bardzo mocnego zaostrzenia wymagań dotyczących tych procesów. Obecne prawo mówi, że do 2020 r. 50 proc. odpadów z papieru, metalu, szkła ?i tworzyw sztucznych ma być poddawana odzyskowi i recyklingowi. Nowa propozycja zakłada, że poziom odzyskiwania i recyklingu wyniesie 70 proc. w 2030 r. I te wymagania są niezmiernie wyśrubowane. W związku z tym przyjmujemy podział na cztery frakcje, pamiętając, że są instalacje, które mogą posortować odpady suche i mokre. Tyle że ?w praktyce ze zmieszanych odpadów nie da się odzyskać czterech frakcji dobrej jakości nawet na poziomie obecnych wymagań.
Bez segregacji na cztery frakcje nie uda się osiągnąć przyszłych wymagań?
Dokładnie tak. Odpady muszą więc być dokładnie rozdzielone w naszych domach lub przy nich.
A kto ma skontrolować w blokowiskach, ?czy ktoś segreguje, czy nie?
To jest problem bardzo trudny do rozwiązania. Inspekcja Ochrony Środowiska mogłaby się tą sprawą zająć, ale nie jest dostosowana do tak szczegółowych kontroli. Możliwości mają samorządy. Ale dziś jedne nie chcą niczego kontrolować, a inne nie mają do tego ludzi. I są to dodatkowe koszty.
Będzie odpowiedzialność zbiorowa?
Może to za ostre sformułowanie, ale będzie samokontrola lub perswazja sąsiedzka.
Sąsiad będzie kontrolował sąsiada?
Dokładnie tak, przynajmniej na początku. Musimy więc uczyć ludzi odpowiednich zachowań, by później nie trzeba było się nawzajem sprawdzać.
Czy w nowelizacji ustawy pojawi się maksymalna stawka za odbiór śmieci, ?co wymusza Trybunał Konstytucyjny?
Tak. Nie wiemy jeszcze, jaka to będzie kwota. Opracuje to i wyliczy zespół profesorów ze Szkoły Głównej Handlowej. Chcemy, by nie była to tylko konkretna stawka, ale także wzór do jej wyliczenia. Chodzi o to, aby była to kwota bazowa, która z czasem będzie się zmieniała np. o wskaźnik inflacji czy o inną zmienną.
A minimalna stawka będzie też ustalona?
Nie. Pracujemy nad innym rozwiązaniem, które odnosi się do standardów usług. Spowodują one, że cena dolna nie będzie zbyt niska. Jeżeli określimy choćby minimalną częstotliwość odbioru odpadów, to już nie będzie ceny rażąco niskiej. ?Są gminy, które odbierają odpady raz ?na kwartał, dzięki czemu cenę ustalają ?na bardzo niskim poziomie. Nikt przecież nie będzie odbierał odpadów za 2 zł przy większej częstotliwości odbioru odpadów. Ale zbyt rzadkie wizyty śmieciarek powodują, że ludzie zaczynają pozbywać się śmieci na własną rękę. To trzeba ograniczyć.
Narzucenie częstotliwości odbioru śmieci ?to chyba za mało.
Zostaną też wprowadzone standardy ?dla regionalnych instalacji przetwarzania odpadów komunalnych. Dzisiaj się zdarza, ?że takim obiektem jest zarówno składowisko, prymitywna instalacja, jak i nowoczesna sortownia. I firmy wiozą odpady tam, gdzie jest najtaniej, czyli na wysypisko, gdzie niczego się nie przetwarza. Tak już nie będzie. Wprowadzenie standardu technicznego wyposażenia instalacji spowoduje, że cena nie zejdzie poniżej określonej kwoty. Nie będzie już elementem gry politycznej. Ponadto niezależni audytorzy sprawdzą, czy dana instalacja spełnia te wymagania.
Gmina Nakło już realizuje unijne normy, ?choć przetarg zorganizowała tylko na odbiór odpadów. Segreguje je własnymi siłami. Mieszkańcy dzielą śmieci na suche i mokre. Przynoszą je do gminnych minisortowni, gdzie pracownicy rejestrują je, ważą i segregują na docelowe frakcje. Te trafiają do centralnej sortowni i dopiero z niej idą dalej. Tymczasem gminy mają robić osobno przetarg na odbiór odpadów i ich zagospodarowanie. Czy to nie zamknie im drogi do własnych rozwiązań?
Musimy tak przygotować ustawę, by takich systemów nie zburzyć przetargami. Nakło swoim systemem wysegregowuje rocznie ponad 600 ton odpadów o wartości handlowej.
Gminy mają też raz w roku kontrolować firmy odbierające odpady. Czy sobie poradzą?
Samorządy już dziś mają do tego narzędzia. Znam takie, które pozakładały ?w śmieciarkach GPS. W połączeniu z odpowiednim oprogramowaniem pozwala ?to określić trasę śmieciarki, zanotować, gdzie zabrano odpady i do jakiego miejsca trafiły. W wielu wypadkach gminy nie chcą jednak kontrolować firm wyłonionych w przetargach. Większość nie ma fachowców, ?a wysyłanie na kontrolę osoby, która się na pewnych rzeczach nie zna, może przynieść więcej szkód niż korzyści. Liczymy, że samorządy zechcą i zatrudnią pracowników do kontroli, by wiedziały, co się z ich odpadami dzieje, bo w nich są duże pieniądze.
Dziś jednak przez brak kontroli śmieci ?nie zawsze trafiają tam, gdzie powinny.
Jeżeli nieuczciwy przedsiębiorca odbierający odpady otrzymuje za usługę pewną kwotę, to dąży do tego, by jak najwięcej pieniędzy zostało u niego. ?Szuka najtańszych rozwiązań – m.in. ?stara się ominąć wskazaną instalację ?do przetwarzania odpadów. Dlatego potrzebne są wspomniane przeze mnie wcześniej standardy dla dopuszczonych do przetwarzania zakładów.
Kiedy może być gotowa rządowa nowelizacja?
Minister dał nam dwa miesiące,
od otrzymania rekomendacji zespołu ?prof. Andrzeja Kraszewskiego. Tworzenie projektu już się rozpoczęło.
Dużo nieprawidłowości jest w gospodarce odpadami ze zużytych urządzeń elektrycznych ?i elektronicznych. Powstał już projekt nowej ustawy. Czy pozwoli on osiągnąć zbiórkę na poziomie unijnego minimum, czyli 4 kg na mieszkańca kraju?
Droga dojścia do 4 kg jest w naszym kraju bardzo trudna i wyboista. Przez dwa lata ?po uchwaleniu w 2005 r. ustawy o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym Polskę obowiązywała derogacja i nie trzeba było niczego zbierać. Wiele organizacji odzysku brało pieniądze w zasadzie za nic. Wystarczyło, że zebrali kilka kilogramów, ?i obowiązek był wykonany. Jedni zbili na tym majątki, inni poodkładali na kapitał zapasowy. I gdy w 2009 r. wszedł obowiązek zebrania odpadów elektrycznych odpowiadających 24 proc. masy nowych urządzeń, to część uczestników rynku z bólem, ale wyłożyła pieniądze i wykonywała obowiązek. Niestety znaleźli się także mniej rzetelni gracze, którzy nauczyli się omijać ustawę. Obecnie wydajność systemu zatrzymała się na poziomie bliskim tych 4 kg. Nie wiem, jaki będzie wynik za 2013 r., ale myślę, że dane Głównej Inspekcji Ochrony Środowiska pokażą wkrótce, iż udało się już osiągnąć te 4 kg.
Z tym że wymagania będą rosły.
Tak, i tym się martwię, bo społeczeństwo nasze nie jest na tyle zamożne, byśmy wymieniali sprzęt tak często, by w 2021 r. zbierać 65 proc. odpadów liczonych od masy wprowadzonych na rynek nowych urządzeń. Skuteczność zbierania musi być duża, ?ale także dostęp do odpadów być musi. ?A mam sygnały z branży, że w tym roku ilość odpadów jest mniejsza niż w 2013 r.
Nic dziwnego, skoro sklepom bardziej opłaca się sprzedać zużyte urządzenia do skupu złomu niż do zakładów przetwarzania.
I tu mamy dylemat. Szacuję, że do 40 proc. odpadów elektrycznych i elektronicznych trafia do skupów złomu. Z tym że jeżeli dziś osiągniemy te 4 kg na mieszkańca i dołożymy do tego wszystko, co zbierają skupy złomu, ?to i tak nie zgromadzimy tyle odpadów, ?ile będziemy musieli osiągnąć w 2021 r. Wciąż będzie do tego bardzo daleko. Zabraknie nam około 100 tys. ton odpadów ze zużytych urządzeń. Dlatego oprócz poprawy efektywności systemu należy oczekiwać, ?że nasi obywatele będą zamożniejsi i zaczną po prostu częściej wymieniać sprzęt. Przykładowo, w Norwegii ludzie zmieniają telewizory co dwa–trzy lata, a w Polsce co siedem–dziesięć lat. Stąd dylemat.
Skoro skupy złomu księgują taki odpad jako metale i dochodzi do przetwarzania ?np. lodówek ze szkodą dla środowiska, ?to może należy zakazać takim punktom zbierania zużytych urządzeń?
Szkopuł w tym, że skup nie zawsze dostaje całą lodówkę. Niektórzy sami demontują elementy metalowe i tylko je sprzedają.
Nie ma sposobu na ograniczenie tego procederu?
Francja wprowadziła płatność dla zbieraczy złomu przez skupy tylko przelewem, a nie gotówką. Także rozważamy takie rozwiązanie. Myślę, że to ograniczyłoby zarówno kradzieże trakcji kolejowych, kabli, jak i nielegalne rozbieranie zużytych urządzeń. Oczywiście musiałoby to być połączone z zakazem przyjmowania niekompletnego zużytego sprzętu przez skupy złomu. Taki system mógłby być skuteczniejszy.
Był też pomysł, by zwiększyć zbiórkę przez wprowadzenie kaucji. Byłaby ona zwracana ?po oddaniu wyeksploatowanego sprzętu?
Nie zdecydowaliśmy się na to ze względu na bardzo wysokie koszty. To się sprawdza ?w wypadku mechanizmów prostych i jednorodnych produktów, np. butelek. ?Nie wiadomo jednak, jak ustalić kaucję ?za lokówkę, suszarkę, pendrive czy lodówkę. Ilość sprzętów i jego rodzaje oraz wielkość, ?a także trudności w oznakowaniu ?i opisywaniu to duży problem. Do tego dochodzi wielość sprzedawców, wielość sieci dystrybucji. I całość systemu jest bardzo skomplikowana. Na świecie nikt tego nie wprowadził.
Miał być też system elektroniczny, który by śledził drogę odpadu od punktu zbiórki aż ?do jego przetworzenia. Czemu go nie będzie?
Ze względu na wysokie koszty takiego systemu. Część uczestników rynku nie zgodziła się na dodatkowe wydatki. ?Czesi wprowadzili taki system tylko dla telewizorów. Gdy konsument oddawał aparat, oznaczali go kodem kreskowym, ?a później na każdym etapie jego przetworzenia ten kod był sczytywany. ?Czesi zrezygnowali z tego rozwiązania, bo koszt systemu był tak wysoki, że ginął cały zarobek na przetwarzaniu telewizora.
Przetwarzaniem elektroodpadów zajmują się firmy, które nie potrafią tego zrobić bez uszczerbku dla środowiska. Czemu w projekcie ustawy w zasadzie nie ma standardów ?dla zakładów przetwarzania?
Zostaną wprowadzone na etapie konsultacji. Z tym że nie znajdą się one w ustawie. Tutaj będzie tylko delegacja do wydania rozporządzenia. To musi być duży, dokładny dokument określający wymagania dla takich zakładów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA