fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Pamiętasz Olgę?

Wojciech Stanisławski
Fotorzepa, Waldemar Kompała Waldemar Kompała
Niemieckie nazwisko Bergholc – po prapradziadku, komsomolski entuzjazm – z Zeitgeistu, staroruskie imię, warkocz i kąciki oczu lekko opadające w dół – po matce.
W miłoszowej frazie „cielesna, biedna, ironiczna, krucha" nie pasuje do niej tylko ironia, którą trzeba by zastąpić naiwnością: debiut w gazetce ściennej, pochopny ślub z kolegą z roku i praktyka dziennikarska we Władykaukazie, skąd będzie nadsyłać ekstatyczne korespondencje o turbinach. Nic nie chroni tej leningradzkiej biografii przed oczywistością, włącznie z aresztowaniem najpierw byłego już męża, potem jej, w przewidywalnym roku 1938. Zwolniona i zrehabilitowana w osiem miesięcy później, w dzień po wyjściu z więzienia składa wniosek o powtórne przyjęcie do partii.
W dwa lata później na jeziorze Ładoga zamkną się żelaza blokady. Czarna konina, strup lodu na ścianie kuchni, pogrzeb drugiego męża: wychudzone ciało waży tyle co kukła z papier-maché. Kulawy trzewik, trupy tramwajów w kopnym śniegu, w obciągniętym płótnem głośniku charkot Żdanowa, który łaskawie chwali miasto za wytrwałość: w 1948 r. każe spalić zbiory Muzeum Blokady.
Kiedy miała okazję usłyszeć przestrogę „Jeśli zapomnę Ciebie, Jeruzalem / Niech mnie zawiedzie moja prawica"? Na kolanach ojca-darwinisty? Przecież na filologii nie czytali ani psalmów, ani tym bardziej wizjonera-puchacza, zgarbionego w moskiewskiej czytelni Nikołaja Fiodorowa, który w ćwierć wieku wcześniej w imię kosmicznej sprawiedliwości żądał od przyszłych pokoleń wskrzeszenia wszystkich zmarłych!
Ale przyrzekła: „Nikt i nic nie zostało zapomniane". Fraza, wykuta najpierw na ścianie Cmentarza Piskariowskiego, gdzie spoczywa pół miliona ofiar oblężenia Leningradu, zrobiła niewiarygodną karierę: przywoływano ją w inskrypcjach upodnóża tysięcznych pomników i podczas akademii w sierocińcach, odlewano w mosiądzu i kaligrafowano na uparcie zwijającym się w rulon brystolu.
Czyli jednak – ironistka? W państwie narodów śpiących pod darnią i spalonych kartotek ta obietnica brzmi w końcu równie sarkastycznie co „Życie stało się lepsze" albo „Człowiek to brzmi dumnie". Zdjęcie złuszczającego się na murze wersu „Nikto nie zabyt i niczto nie zabyto" do dziś stanowi rutynową pamiątkę z wyprawy na Wschód.
Warkocz zsiwiał. Przeżywszy kilka zapojów, trzeciego męża i niedościgłą Achmatową, odeszła cicho w połowie lat 70. Imię dziecka, które jesienią 1938, w kilka godzin po kolejnym przesłuchaniu, urodziła martwe w celi, nie jest znane ani śledczym, ani historykom literatury.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA