fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Moje filmy to dobry chleb

Rzeczpospolita
Filmy robi się przede wszystkim dla widzów, uwzględniając ich potrzeby. Nie ma różnicy między filmowcem a piekarzem - mówi Andrzej Saramonowicz
Rz: Zarówno „Testosteron”, jak i „Lejdis” wyprodukowała spółka Van Worden. Tak nazywał się bohater „Rękopisu znalezionego w Saragossie”. Co to za gra z widzami, jakiś ukryty komunikat?Ani tajemnicy, ani metakomunikatu w tym nie ma. To skutek mojej wieloletniej miłości do powieści Jana Potockiego. Wiele lat temu pomyślałem, że jeśli kiedykolwiek założę firmę, chcę, by nazywała się Van Worden. I tak się stało, choć większość ludzi myśli, że musimy być częścią jakiegoś holenderskiego koncernu.A może, robiąc pieprzne komedie, chcecie zasugerować, że jednak jesteście intelektualistami, erudytami.Ależ my jesteśmy intelektualistami tak czy inaczej, bez konieczności sugerowania czegokolwiek komukolwiek! Mamy po prostu taki fundament kulturowy, na tyle szeroki zresztą, że nazwa Van Worden – w momencie powoływania przez nas produkcyjnej firmy filmowej – rywalizowała z „O’rety!”, zaczerpniętą z „Tytusa, Romka i A’Tomka”. Zdecydowałem się w końc...
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA