fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Nadmierna skromność ludzi przyzwoitych

Paweł Soloch
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Piotr Zaremba zachowywał się w latach 80. ?tak, jak każdy przyzwoity człowiek powinien się zachowywać, a dowody nonkonformizmu dawał niejednokrotnie i po 1989 roku – pisze historyk.
Motto „warto być przyzwoitym" stało się znakiem rozpoznawczym Władysława Bartoszewskiego; jego sztandarem, którym zatyka usta oszczercom i którym niczym maczugą wali swoich przeciwników.
Jednak taka ofensywna postawa, jaką prezentuje Władysław Bartoszewski, należy do rzadkości. Większość ludzi przyzwoitych unika opowiadania o swoich zasługach, a kiedy są do tego nakłaniani,  wspominają o nich raczej niechętnie. Do takich osób należy znany publicysta Piotr Zaremba, który zapytany przez Mariusza Kowalczyka, dziennikarza branżowego miesięcznika „Press" (wydanie z kwietnia), o swoją aktywność w latach 80. odpowiedział: „Ocierałem się o różne grupy na studiach, zwłaszcza redakcje gazetek, także podziemne NZS. Jak większość moich kolegów, nic niezwykłego". Jednocześnie Zaremba mówi, że w działania opozycyjne w większym stopniu była zaangażowana jego mama, której poświęcił bardzo ciepły i obszerny fragment swojej wypowiedzi.

Bezkompromisowość świeżej daty?

W artykule poświęconym sylwetce Zaremby Mariusz Kowalczyk wykorzystał te wypowiedzi jako ilustrację własnego stwierdzenia, że „sam Zaremba nie był szczególnie aktywnym opozycjonistą", a akapit opisujący jego postawę wobec „Solidarności" w latach 80. zatytułował „Oddalony".  Dodatkowo wzmocnił swoją opinię przytoczeniem historyjki o tym, jak to w 1988 roku Zaremba uważał, że „Solidarność" „swoimi strajkami doprowadzi gospodarkę do ruiny".
Powyższe służy do podważenia cytowanych w artykule słów Piotra Semki, który miał powiedzieć, że  Piotr Zaremba „(...) jest głosem tych ludzi, którzy w latach stanu wojennego, jako zwykli ludzie »Solidarności«", popierali takich tuzów jak Frasyniuk, Bujak, Michnik, Kuroń, Wałęsa, wreszcie, którzy zostali w sposób koncertowy zlekceważeni, zdradzeni i zepchnięci na margines".
Owo „ocieranie się" o różne „grupy" i „redakcje gazetek", o którym skromnie wspomina Zaremba, oznaczało konspirowanie właśnie i niosło ze sobą określone ryzyko
Nakreślony po powyższym cytacie wizerunek  Zaremby jako osobnika  w latach 80. „oddalonego" od „Solidarności" i „nieszczególnie" aktywnego w opozycji w oczywisty sposób dezawuuje opinię Semki. W dalszej części artykułu możemy się dowiedzieć, że bezkompromisowa postawa Zaremby jest świeżej daty i nie wynika z jego wyborów i zaangażowania w latach 80. Bo przecież według Kowalczyka takiego zaangażowania prawie nie było. Stąd krótka droga do wniosku, że niedawno nabyta przez Zarembę pryncypialność i radykalizm są skutkiem wpływu, jaki wywarła na niego znajomość z braćmi Karnowskimi.

Gazetki i demonstracje

Piotr Zaremba, którego znam od lat 80., choć  „tuzem" opozycji nie był, to właśnie jako człowiek przyzwoity nie musi się ani tłumaczyć ze swojej postawy w tamtym okresie, ani udowadniać swojego zaangażowania.  Od początku studiów na Wydziale Historii Uniwersytetu Warszawskiego brał udział w działalności opozycyjnej. Był działaczem samorządu UW, reprezentował Wydział Historii w Uczelnianym Przedstawicielstwie Studentów UW.
Samorząd studencki na UW od stanu wojennego do czasu jego rozwiązania w 1985 roku de facto był jawną strukturą zdelegalizowanego i działającego w konspiracji NZS, z którym działacze samorządowi  pozostawali w kontakcie, konsultując ważniejsze decyzje.
Owo „ocieranie się" o różne „grupy" i „redakcje gazetek", o którym skromnie wspomina Zaremba, oznaczało konspirowanie właśnie i niosło ze sobą określone ryzyko. Jego większe zaangażowanie w działalność piśmienniczą wynikało z tego, że Piotr od początku był bardziej typem intelektualisty niż przywódcy organizatora.
Oprócz artykułów publikowanych w prasie opozycyjnej jeszcze przed ukończeniem studiów napisał i wydał w podziemnej oficynie Pokolenie „Historię PSL w latach 1945–1949"  (pod pseudonimem Piotr Eugeniusz Wardecki).
Zaremba regularnie brał udział w demonstracjach antykomunistycznych. Był to w sumie dość prosty sposób dawania świadectwa, jednak wymagał pewnej dozy fizycznej odwagi. Każdy z uczestników, zwłaszcza po demonstracjach w maju 1982 roku, miał świadomość, że w razie zatrzymania najłagodniejszą, standardową formą represji będą areszt i kolegium, ale zdarzało się i bicie, próby zastraszania oraz zmuszanie do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. Bywały przecież i ofiary śmiertelne – ich symbolem jest zakatowany na komisariacie Milicji Obywatelskiej Grzegorz Przemyk.
Zaremba był jednym z zatrzymanych podczas demonstracji. W 1984 roku siedział w areszcie i został skazany przez kolegium na karę grzywny.
Te sprawy dla wielu, jak sam zauważa Zaremba, „nie były niezwykłe". Byli przecież i tacy, którzy działali i ryzykowali znacznie więcej: kurierzy przewożący przez granice maszyny drukarskie i pieniądze, drukarze, robotnicy  działacze związkowi bici w komisariatach milicji czy odmawiający przysięgi na wierność Związkowi Radzieckiemu żołnierze służby poborowej.
Jednak oni wszyscy razem, owa „większość kolegów" Zaremby i on sam, w istocie byli mniejszością, również na samym Uniwersytecie Warszawskim. Liczba osób represjonowanych (internowanych, więzionych, zatrzymanych, przesłuchiwanych) w latach 1981–1989 wśród pracowników i studentów UW wyniosła około 450. Przy założeniu, że tych aktywnych „nienamierzonych" przez aparat bezpieczeństwa było dwa–trzy razy więcej, i tak otrzymamy liczbę aktywistów, która stanowić będzie zaledwie kilka procent spośród kilkudziesięciu tysięcy studentów i pracowników, którzy w ciągu tych ośmiu lat przewinęli się przez uniwersytet.

Po drugiej stronie barykady

Tych, którzy z różnych powodów nie chcieli się angażować w opozycję, była zatem przytłaczająca większość. Wśród nich i tacy, którzy po 1989 roku odkryli w sobie pasję do dziennikarstwa politycznego, sytuując się po przeciwnej niż Zaremba stronie dziennikarsko-ideowej barykady.
Nie pisała do podziemnych gazetek ani nie chadzała na demonstracje Monika Olejnik, która rozpoczynała pracę podczas stanu wojennego w 1982 roku w oczyszczonym z niepokornych dziennikarzy Polskim Radiu. Nie czynił tego również Tomasz Lis, w latach 80. student wydziału nauk politycznych i dziennikarstwa, mimo że na tym tradycyjnie „czerwonym" wydziale istniało dość silne środowisko opozycyjne.
Tymczasem Piotr Zaremba zachowywał się w latach 80. tak jak każdy przyzwoity człowiek powinien się zachowywać, a dowody nonkonformizmu dawał niejednokrotnie i po 1989 roku, w zupełnie innej rzeczywistości.
Autor jest ekspertem w Instytucie Sobieskiego. ?W latach 2005–2007 był wiceministrem ?spraw wewnętrznych i administracji. ?W latach 1981–1989 student ?Wydziału Historii UW, działacz samorządu studenckiego do 1985 roku
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA