fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Stawki adwokackie: albo podnieść albo znieść

Artur Igliński
materiały prasowe
Należy podnieść stawki za pomoc świadczoną z urzędu albo zaprzestać gry pozorów i w ogóle je znieść – pisze adwokat.
Od 11 lat nie zmieniły się – co do zasady – stawki adwokackie, określone rozporządzeniem ministra sprawiedliwości z 28 września z 2002 r. w sprawie opłat za czynności adwokackie oraz ponoszenia przez Skarb Państwa kosztów nieopłaconej pomocy prawnej udzielonej z urzędu. To na podstawie tego aktu sądy zasądzają zwrot kosztów dla klientów w sprawach cywilnych i karnych.
Świetnie pamiętam wejście owego rozporządzenia w życie. Zastępowało ono rozporządzenie ministra sprawiedliwości z 12 grudnia 1997 r. To wcześniejsze zawierało atrakcyjną dla zainteresowanych regulację pozwalającą pomnożyć urzędową stawkę x4. Otrzymana w ten sposób kwota, wydaje się, że zwykle pokrywała wydatki klienta poczynione tytułem uiszczenia honorarium adwokackiego (przynajmniej do pułapu ćwierci miliona złotych, jeśli chodzi o wartość przedmiotu sporu).
Aktualnie obowiązujące rozporządzenie podwyższyło jeszcze ten mnożnik, co do zasady, do 6-krotności stawki minimalnej, a samą stawkę zwiększyło o 20 proc. Ktoś mógłby rzec: świetnie. Nic bardziej mylnego. Prawodawczy zabieg był niczym z teatru absurdu czy groteski. Dano, aby zabrać. Skutki nowej regulacji boleśnie odczuli klienci.
Chodzi o to, że o ile poprzedni mnożnik (x4) miał charakter automatyczny, o tyle nowy jest uznaniowy. „Z automatu” zasądza się jedynie stawkę minimalną.

Charakter niestandardowy

Czy łatwo jest zaskarbić sobie owe uznanie? Nie. Przykładowo, w jednej ze spraw, w której występował niżej podpisany, sąd stwierdził, co prawda, że ma ona charakter niestandardowy, jest skomplikowana, a materiał dowodowy obszerny, ale mimo to przyznał wynagrodzenie jedynie w wysokości trzykrotności stawki minimalnej. „Żądanie zasądzenia kosztów w stawce pięciokrotnej było w ocenie sądu nadmierne”. Stało się tak pomimo jednoczesnego stwierdzenia przez ten sam sąd znacznego poziomu zaangażowania pełnomocnika, jego wyczerpującej argumentacji prawnej, przekładającej się na znaczny nakład pracy pełnomocnika.
Przyznawanie wynagrodzenia na poziomie zaledwie stawki minimalnej jest regułą. Wszystko, co powyżej, jest zasądzane wyjątkowo. Takie są, nie tylko, moje osobiste doświadczenia, ale także i obserwacje poczynione przez innych fachowych pełnomocników.
Ten stan rzeczy jest krzywdzący dla klientów i to na kilku poziomach. Zacząć należy od tego, że przez te 11 lat wzrosły ceny towarów i usług, i to znacznie. Nadto, ministerialne stawki minimalne nie odpowiadały cenom rynkowym (adwokackim) już w momencie ich wprowadzenia. Przykładowo, stawki w sprawach o opróżnienie lokalu mieszkalnego czy o pozbawienie władzy rodzicielskiej, wynoszą po 120 zł. Od takiego pułapu zaczynają się ceny za porady prawne, a nie kwoty honorarium za prowadzenie spraw tego typu.
W tym miejscu warto również wspomnieć o kwestii spraw z urzędu. Truizmem jest stwierdzenie, że udział w nich adwokatów nie jest dobrowolny, a ma charakter przymusowy. Zasądzona w nich kwota z reguły ma postać mniej niż symboliczną. Żeby nie być gołosłownym można tu odwołać się do zawrotnej sumy 60 zł (sic!) określonej rozporządzeniem w sprawach z zakresu ubezpieczeń społecznych i zaopatrzenia emerytalnego. Powtórzmy, 60 zł za prowadzenie zwykle kilkuletniego procesu, w którym z reguły zasięga się opinii biegłego, często niejednej. Państwo udaje, że płaci, ale adwokaci nie mogą udawać, że pracują.

W otwarte karty

Może w takim razie warto by zaproponować przejrzyste reguły: albo urealnienie stawek za pomoc świadczoną z urzędu, albo… zaprzestanie gry w pozory i zniesienie stawek w tym zakresie. Zamiast udawania przez państwo, że płaci, może lepiej niech nie płaci w ogóle. Skończmy z hipokryzją.
Naczelna Rada Adwokacka nie podchodzi tu wszakże tak radykalnie. Prowadzi prace nad projektem nowych (bardziej przystających do rzeczywistości) kwot. Idea jest następująca: wprowadzić osobno stawki za pomoc prawną świadczoną z urzędu oraz w odrębnym rozporządzeniu uregulować kwoty za sprawy prowadzone z wyboru. Szkoda oczywiście, że takie prace nie toczą się w Ministerstwie Sprawiedliwości. Można tylko mieć nadzieję, że ministerstwo przyjmie adwokackie projekty. Byłoby niedobrą praktyką zbagatelizowanie wielomiesięcznego wysiłku środowiska adwokackiego i szerokich konsultacji oraz dyskusji w nim prowadzonych na temat nowych stawek.
Tymczasowym środkiem zaradczym mogłaby być zmiana wykładni §2 ust. 1 rozporządzenia z 2002 roku. Otóż, przepis ten zobowiązuje sąd, który zasądza koszty adwokackie, do wzięcia pod uwagę takich kryteriów, jak: niezbędny nakład pracy adwokata, charakter sprawy i wkład pracy adwokata w przyczynienie się do jej wyjaśnienia i rozstrzygnięcia. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby przyjąć już dziś, że w sprawach z wyboru typowy (zwykły) nakład pracy adwokata w toku prowadzenia sprawy wyraża się trzykrotnością stawki minimalnej, a ponadprzeciętna aktywność adwokacka zasługuje odpowiednio na zasądzenie cztero-, pięcio- lub sześciokrotności zwrotu kosztów zastępstwa adwokackiego dla klienta.
CV
Artur Igliński
jest poznańskim adwokatem i doktorem nauk prawnych
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA