fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Życzenia w Unii to za mało

Jacek Saryusz-Wolski
Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Bezpieczna, zrównoważona i konkurencyjna. Ta triada celów określa, jakiej energii chce Unia Europejska. Założone cele są jednak między sobą sprzeczne. Zwłaszcza w dobie kryzysu dotychczasowe jednostronne podejście może się okazać szczególnie dotkliwe. Dla Polski to w sposób oczywisty sprawa życiowa – pisze europoseł PO
Bezpieczeństwo energetyczne definiowane jest w Unii Europejskiej jako stan, w którym zapotrzebowanie na energię jest zapewnione w oparciu o źródła własne, zewnętrzne i rezerwy strategiczne, a energia winna być dostarczana po „ekonomicznie uzasadnionych cenach i przy wykorzystaniu zdywersyfikowanych, stałych i dostępnych źródeł energii".
Polityka energetyczna ma więc na celu zapewnienie primo: bezpieczeństwa dostaw, secundo: energii zrównoważonej, czyli takiej, która nie ma nadmiernie negatywnego wpływu na środowisko, oraz tertio: energii konkurencyjnej – czyli po możliwie niskich cenach, akceptowalnych dla obywateli i przedsiębiorstw, i dających szansę na konkurowanie w ramach gospodarki światowej.
Dzisiejsze niedostatki unijnej polityki energetycznej nie sprzyjały wyeliminowaniu sytuacji, w której Polska czy Litwa są skazane na płacenie zawyżonych cen za gaz
Te trzy cele są jednak między sobą sprzeczne, bo skoro Unia Europejska ma zmierzać do osiągnięcia energii zrównoważonej – z większym udziałem znacznie droższej energii odnawialnej, działa to w sposób nieunikniony na rzecz wzrostu cen. Jeśli Unia realizuje słuszne, ale o wiele bardziej ambitne i kosztowne cele klimatyczne niż pozostali wielcy aktorzy gospodarki światowej i ponosi konsekwencje tego, że inni za nią nie podążają, w sytuacji gdy negocjacje globalne utknęły w martwym punkcie, to traci tym samym na konkurencyjności.

Uzależnienie od jednego dostawcy

Jednocześnie Unia nie wykorzystuje w pełni potencjału zintegrowanego europejskiego rynku energii oraz wspólnej zewnętrznej polityki energetycznej. Dywersyfikacja źródeł i tras zaopatrzenia zewnętrznego oraz potanienie wewnętrznego koszyka energetycznego, w tym przez rozszerzenie go o gaz łupkowy, to sposób na tańszą energię. Pozostają one jednak nadal trudnym zadaniem dopiero do wypełnienia.
Dzisiejsze niedostatki unijnej polityki energetycznej, zarówno tej wewnętrznej, jak i zewnętrznej, nie sprzyjały wyeliminowaniu sytuacji, w której niektóre państwa Unii, uzależnione od jednego energetycznego dostawcy, takie jak Polska czy Litwa, są skazane na płacenie zawyżonych, dyktowanych przez monopolistę cen za gaz. W dobie kryzysu jest to szczególnie dotkliwe i skutkuje spowolnieniem wzrostu gospodarczego oraz utratą miejsc pracy w całej Unii, a dotyka szczególnie tych, którzy ponoszą konsekwencje dyktatu cenowego.
Cele dotychczasowego pakietu energetyczno-klimatycznego znajdują odzwierciedlenie w tzw. strategii 20-20-20, która zakłada, że do 2020 roku efektywność energetyczna w Unii Europejskiej ma wzrosnąć o 20 proc., przy jednoczesnym wzroście udziału odnawialnych źródeł energii o 20 proc. i redukcji emisji CO2 o tyleż samo. O ile cele dotyczące efektywności energetycznej, udziału odnawialnych źródeł energii oraz redukcji emisji CO2 są określone liczbowo i mają umocowanie w istniejących w prawie europejskim mechanizmach sprawczych systemowego stymulowania, wymuszania i sankcjonowania, o tyle konkurencyjność europejskiego rynku energii (czytaj: poziom cen) pozostaje tylko zadeklarowanym życzeniem. Nie jest ona opatrzona żadnymi mechanizmami sprawczymi ani określonym liczbowo, choćby orientacyjnie, celem. Konkurencyjna i dostępna energia jest zatem zadaniem sformułowanym w Unii Europejskiej, na razie, życzeniowo, tym samym nieskutecznie.

Brutalna rywalizacja

Dlaczego zatem, dla osiągnięcia równowagi w ramach owej triady celów, nie wyznaczyć w Unii docelowego zmniejszenia do 2020 roku cen energii także o 20 proc., analogicznie jak czyni się to w części klimatycznej, dotyczącej energii odnawialnej i emisji CO2? Ustanowiłoby to wówczas równowagę trzech celów i mechanizm presji na uruchomienie i egzekwowanie unijnego wolnego rynku energii oraz dywersyfikacji i demonopolizacji cen zewnętrznych. Mogłoby też dać w efekcie tak pożądane potanienie energii.
Proponuję korektę i zarazem zrównoważenie owej triady w moich poprawkach do raportu Parlamentu Europejskiego o wewnętrznym rynku energii, biorąc pod uwagę zwłaszcza to, że w 2012 roku unijna gospodarka płaciła średnio cztery do pięciu razy tyle za gaz co jej amerykański odpowiednik, a europejskie ceny energii wzrosły o rekordowe wśród rozwiniętych gospodarek 27 proc. w latach 2005 –2012. W tym samym czasie, naznaczonym przecież również przez wynikający ze spowolnienia gospodarczego malejący wzrost popytu, rachunki za energię dla europejskich odbiorców wzrosły o 14 proc. więcej niż za Atlantykiem. Jak w tej sytuacji geoenergetycznej Unia ma być konkurencyjna wobec USA i innych rosnących potęg gospodarczych, o niższych zdecydowanie cenach energii i nieczułych na apele o światową solidarność klimatyczną?
Pytanie to stawiają coraz donośniej przemysł, kręgi gospodarcze Unii, Parlament Europejski i w sposób oczywisty Polska. Sprawa ta zaczyna także docierać do świadomości konsumentów odczuwających bolesne skutki kryzysu. Nadchodzący szczyt Rady Europejskiej poświęcony energii jest na to spóźnioną, ale pozytywną odpowiedzią. Kryzys z energią w tle może stać się także jednym z kluczowych tematów w nadchodzącej unijnej kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego.

Konieczność wspólnego działania

Aby Unia Europejska mogła być gospodarczo konkurencyjna w ramach gospodarki światowej, w sytuacji znacznego i rosnącego uzależnienia od importu energii oraz wobec globalnej konkurencji o jej źródła, niewątpliwym priorytetem Unii, wręcz imperatywem, musi być działanie wspólne. Aby mieć szansę realizować wspólną europejską politykę energetyczną, o którą apelowałem w moim raporcie o bezpieczeństwie energetycznym już w 2007 roku, i której ważne elementy udało nam się w Parlamencie Europejskim włączyć do rozporządzenia gazowego, trzeba doprowadzić do sfinalizowania budowy konkurencyjnego i bezpiecznego rynku energii. Potrzebne po temu są wspólne: negocjacje, zakupy i infrastruktura.
Tego typu rozwiązania mogłyby przyczynić się do wzmocnienia istniejących już instrumentów prowadzenia wewnętrznej i zagranicznej polityki w dziedzinie energii przez Unię Europejską, takich jak Trzeci Pakiet Energetyczny oraz Europejska Wspólnota Energetyczna i energetyczne działy zewnętrznych umów partnerskich i stowarzyszeniowych. Pozwoliłoby to wpłynąć w znaczący sposób na obniżenie cen energii, wzrost energetycznej konkurencyjności gospodarki europejskiej i tym samym wspomóc wysiłki mające na celu wyjście z kryzysu. Pomogłoby to również wyrównać niesprawiedliwe, dyskryminujące i naruszające zasady równej konkurencji w ramach jednolitego rynku, różnice w pozycjach państw członkowskich. Litwa i Bułgaria płacą za dostawy gazu nawet o 35 proc. więcej niż Wielka Brytania czy Niemcy, Polska zaś o 22 proc. więcej. Nie mówiąc już o tym, że posiadające zróżnicowane koszyki energetyczne poszczególne gospodarki unijne w nierównym stopniu ponoszą koszta realizacji unijnej polityki klimatycznej.
Dlatego też, w ramach prac nad stanowiskiem Parlamentu Europejskiego dotyczącym postępów w integracji europejskiego rynku energii, zwracam uwagę na potencjał wspólnych inwestycji w kluczową dla dywersyfikacji zewnętrzną infrastrukturę energetyczną, taką jak Nabucco, proponuję bezpośrednie finansowanie z budżetu Unii krytycznej infrastruktury (a więc mającej podstawowe znaczenie dla krajów unijnych) oraz rozważenie utworzenia unijnej Agencji Wspólnych Zakupów Energii, a to dla zrównoważenia monopolistycznej pozycji dominujących dostawców z państw trzecich.

Krytyczniej wobec celów klimatycznych

Wobec europejskiego spowolnienia gospodarczego widać w Brukseli zmieniające się powoli, ale jednak, także pod presją Parlamentu Europejskiego, podejście do pakietu energetyczno-klimatycznego: od odrzucenia przez Parlament Europejski propozycji Komisji Europejskiej administracyjnego podnoszenia cen zezwoleń na emisję CO2 w kwietniu tego roku, po zorientowany na pobudzenie konkurencyjności Europy za pomocą wspólnej polityki energetycznej, rozpoczynający się właśnie majowy energetyczny Szczyt Rady Europejskiej. Rodząca się nowa optyka staje się bardziej wyważona, świadoma politycznych i społecznych, a nie tylko ekonomicznych, konsekwencji polityki energetycznej. Krytyczniej spogląda się na potrzebne i słuszne, ale abstrahujące od światowych realiów negocjacyjnych, cele klimatyczne.
Jest to wyjątkowa szansa dla Polski, aby w konstruktywny sposób wpłynąć na kształt nowych priorytetów energetyczno-klimatycznych Unii w perspektywie 2030 roku i dalej, a także wspólnego, bardziej wyważonego stanowiska Unii przed listopadową kolejną konferencją klimatyczną ONZ – COP19 w Warszawie.
Co więcej, wspólna polityka energetyczna może wyzwolić dodatkowy impuls integracyjny w Unii Europejskiej, która będąc dziś w kryzysie, poddana jest presji egoizmów narodowych. To właśnie wspólna polityka energetyczna może być tym czynnikiem, który pomoże integracji europejskiej przezwyciężyć, nomen omen, dzisiejszy niedostatek pozytywnej energii.
Nadchodzi zatem być może lepszy czas dla realizacji polskich postulatów, w tym ambicji dotyczących gazu łupkowego oraz tak kluczowego dla Polski bezpieczeństwa energetycznego, co ma także znaczenie geopolityczne, daleko wybiegające poza samą ekonomię.
Autor jest europosłem PO, stałym sprawozdawcą PE ds. bezpieczeństwa energetycznego, wiceprzewodniczącym Europejskiej Partii Ludowej (EPL)
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA