fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Warszawa

Startuje wyścig o warszawskie śmieci

Fotorzepa, Sławomir Mielnik
W stolicy zaczyna się wielka rywalizacja firm o przejęcie śmieciowego rynku na kolejne trzy lata
Stolica ogłosi dziś - niecierpliwie wyczekiwany przez przedsiębiorców z branży - przetarg na odbiór i zagospodarowanie ok. 780 tys. ton odpadów co roku.
Wymagania wobec firm startujących w tej konkurencji są dość wysokie. – Zdaję sobie sprawę, że ogłoszenie tych kryteriów wywoła zamieszanie w branży – ocenia wiceprezydent Warszawy Jarosław Kochaniak odpowiedzialny za przygotowanie miasta do śmieciowej rewolucji.
Stolica pionierem
M.in. urzędnicy - oprócz strumienia śmieci - zamierzają śledzić szczegółowo płatności firm. Ratusz chce mieć dostęp do faktur i rozliczeń przedsiębiorców.
Cena za usługę nie będzie jedynym kryterium oceny ofert - inaczej niż dotychczas w mniejszych gminach, gdzie po prostu wygrywał najtańszy. W stolicy cena oferty zaważy w 55 proc., kolejne 45 proc. punktów można dostać za inne kryteria.
Premiowane będzie posiadanie ciężarówek emitujących mniej spalin (o normie proekologicznej wyższej niż Euro 3) oraz zaawansowanych technologicznie instalacji do zagospodarowania śmieci.
- Takich kryteriów jak my, nie stawiało przedsiębiorcom dotąd żadne inne miasto - zwraca uwagę wiceprezydent Kochaniak.
Nic dziwnego, bo prawie żadne duże miasto dotąd nie rozstrzygnęło jeszcze tego przetargu. Wszystkie się przygotowują a Warszawa w tej kwestii jest bardzo pilnie przez nie obserwowana.
A jeśli nie zdążą...
Według danych Ministra Środowiska zaledwie 11 proc. gmin w Polsce jest w trakcie procedury przetargowej. Tymczasem od 1 lipca to gminy przejmują obowiązek odbierania odpadów od mieszkańców. Jeśli do tego czasu przetargi się nie zakończą - gminy mają wyjścia awaryjne.
Szef resortu Marcin Korolec mówi, że jeśli gminy nie wywiążą się z obowiązku przetargowego, właściciele nieruchomości będą mogli sami zlecić sprzątnięcie z ich posesji, a potem na podstawie faktur powinni domagać się zwrotu pieniędzy od miasta.
W Warszawie byłoby to jednak rozwiązanie kłopotliwe do realizacji. Władze stolicy podchodzą do sprawy optymistycznie.
- Zakładamy, że powinniśmy zdążyć z wyborem do 1 lipca - ocenia wiceprezydent Jarosław Kochaniak. - Firmy mają 40 dni na złożenie ofert, my będziemy je analizować nawet przez 24 godziny na dobę, by w ciągu 7 dni wstępnie wskazać zwycięzców. Jeśli będą protesty i procedura się przeciągnie na lipiec, w trybie z wolnej ręki zawrzemy umowę z tą firmą, która uzyska najwięcej punktów, do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia przetargu.
(Nie)pełna kontrola
Warszawa została podzielona na 9 sektorów – 18 dzielnic połączono po dwie lub trzy a dwie największe – Mokotów i Śródmieście są samodzielnymi rejonami.
W każdym może wygrać inny oferent, choć ratusz spodziewa się, że podział rynku nastąpi między 4-5 firm.
Firmy, by wystartować, będą musiały wykazać się posiadaniem własnej sortowni lub innej instalacji wpisanej na listę marszałka województwa lub umową zawartą z takim zakładem. Dodatkowo muszą mieć też umowę ze składowiskiem odpadów, jeśli same takiego nie posiadają (a w okolicy są tylko dwa czynne składowiska - jedno miejskiej spółki MPO w Radiowie, drugie - w Otwocku).
Ratusz wymaga od przedsiębiorców, by wylegitymowali się doświadczeniem w zagospodarowaniu co najmniej 180 tys. ton odpadów w ciągu ostatnich trzech lat, zdolnością kredytową i odpowiednimi obrotami w granicach 62 - 105 tys zł rocznie w zależności od sektora.
Istotne są też wymagania techniczne jakie stawia ratusz. Wszystkie auta odbierające śmieci z posesji muszą mieć system GPS (to wymóg ustawowy), a dodatkowo Warszawa chce, by część była wyposażona w specyficzne wagi, które rejestrują i w czasie rzeczywistym wysyłają raporty o załadowanych śmieciach do wglądu w ratuszu. To powoduje, że część firm działających dotychczas na warszawskim rynku, będzie musiała w trybie natychmiastowym wymienić część swojego przestarzałego taboru.
- Niewykonalne i drogie byłoby zainstalowanie od razu tego sprzętu w każdym samochodzie - ocenia wiceprezydent. - Ale docelowo za trzy lata wszystkie będą musiały mieć taki system kontroli.
Każdy pojemnik ustawiany przy domach i blokach musi mieć też chipa, który poinformuje system w ratuszu o momencie opróżnienia. Spółdzielnie mieszkaniowe nie muszą się martwić – wymiana pojemników to obowiązek firm. Na zainstalowanie chipów ratusz daje im 3 dodatkowe miesiące.
Każda firma musi mieć swoją bazę z parkingiem najdalej 60 km od sektora, teren musi być objęty 24-godzinnym monitoringiem, do którego urzędnicy chcą też mieć dostęp.
- Chcemy po prostu mieć pełną wiedzę o tym skąd i dokąd jadą miejskie śmieci - wyjaśnia wiceprezydent.
I o ile w pierwszym okresie śmieciowej rewolucji ratusz zamierza być w stosunku do mieszkańców pobłażliwy – raczej edukować, pouczać, przypominać o obowiązku segregowania odpadów, o tyle polityka kontroli procesu odbioru i zagospodarowania przez firmy ma rozpocząć się już od pierwszego dnia.
Za niezgodności z dokumentacją np. wywożenie odpadów w nielegalne miejsca, firmom grożą kary (1-2 proc. wartości kontraktu). Ratusz może wypowiedzieć umowę w trybie natychmiastowym po 5 stwierdzonych przypadkach nieprawidłowości.
Coś za coś czyli zmiany w opłatach
Będą też konsekwencje finansowe dodatkowych usług. Ratusz zdecydował bowiem – inaczej niż poprzednio planowano – że zwycięzca przetargu będzie musiał odbierać regularnie, raz w miesiącu - odpady wielkogabarytowe. A jeśli np. jakiś wyrzucony fotel będzie zalegał przy śmietniku, firma będzie musiała sprzątnąć go w ciągu 7 dni od zgłoszenia, niezależnie od comiesięcznego terminu.
Raz w miesiącu od maja do listopada będą też zbierane tzw. odpady zielone (trawy, liście, gałęzie).
Ponieważ jednak ta usługa nie była wkalkulowana w ustaloną przez Radę Warszawy ogólną opłatę za śmieci, urzędnicy postanowili poszukać też oszczędności. Znaleźli... w sprzątaniu z domów jednorodzinnych. Zamiast opróżniać pojemniki raz w tygodniu urzędnicy chcą, by były wywożone z domów dwa razy w miesiącu. Dla tych mieszkańców, którzy się na to zgodzą, władze mają propozycje zniżek. Na razie jednak o konkretach mówić nie chcą. Pomysł musi być jeszcze skonsultowany z prezydent Warszawy Hanną Gronkiewicz-Waltz. Jeśli zostanie zaakceptowany, trafi pod obrady Rady Warszawy 23 maja.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA